Menu

Filmowy hejt

Kino słowami pasjonata

Szpiegowskie pożegnanie

tyl33

 kadr

  Gdyby, ktoś z Was zapytał mnie dziś z czym kojarzy mi się tematyka szpiegowska w kinematografii? Odpowiedziałbym: James Bond, "Mission Impossible" i będący adaptacją powieści Johna Le Carre, "Szpieg". Więc zapewne domyślacie się jak wielką ekscytacje, wywołała u mnie wiadomość, że właśnie wchodzi do kin kolejna adaptacja filmowa Jego powieści. Dlatego dziś poświęce  swój czas na rozgryzienie "Bardzo poszukiwanego człowieka".

  Po pamiętnym "Szpiegu", w którym zawarte jest wszystko czego wymaga się od typowo szpiegowskiej produkcji. Spodziewałem się, ze dziś opisywany obraz będzie, rozgrywany w podobnej konwencji i będzie ta zagmatwana fabuła, dialogi, ciąg zdarzeń i przede wszystkim zaskakujące zakończenie. A niestety twórcy "Bardzo poszukiwanego człowieka" rozczarowali i zaserwowali (przynajmniej dla mnie) niezadowalającą wersje. Mieli wiele atutów w ręku. Przede wszystkim świetny temat (bardzo aktualny), bo znowu pojawiają się słudzy Allaha. Kolejny atut to aktorzy zaangażowani do filmu. Na ekranie widzimy przekonującego Philipa Seymoura Hoffman, Williama Dafoe czy Robin Wright. Zresztą ten film reklamowany jest jako ostatnia rola nieżyjącego już Hoffmana. Myślę, że godnie się zaprezentował w tym filmie i pożegnał  artystycznie naprawdę w świetnym stylu. Powyżej skupiłem się na krytyce i moim niedosycie co do tej pozycji. Ale to nie oznacza, ze jest to słabej jakości film. Bo jeżeli ktoś lubi, długie dialogi nasycone psychologicznymi gierkami objawiającymi się w czasie przesłuchań itp. To będzie się czuł zaspokojony. Przechodząc do samej fabuły, to kręci się ona wokół nielegalnego czeczeńskiego imigranta Issy Karpova, który udaje się do Hamburga w celu odebrania spadku po znienawidzonym ojcu. I właśnie on staje się obiektem gry i rywalizacji o Jego pojmanie wielu agencji. Ta przyjmowana za dobrą czyli antyterrorystyczna ma bardziej dalekosiężne plany niż normalna władza (której jedynym celem jest znalezienie Karpova i uwięzienie), natomiast ludzie Bachmanna (Phillipa Seymoura Hoffmana), chcą go wykorzystać do pojmania prawdziwych zbrodniarzy. Fabuła skupia się na procesie i metodach dotarcia do celu. Dzięki temu widzimy niektóre sposoby tajnych służb na osiągnięcie celu i pełnego sukcesu operacji. Choć jak już wspomniałem powyżej, spodziewałem się tego więcej niż było w tym przypadku. Dlatego mój zachwyt nie jest tak wielki, jak myślałem, ze będzie. Dla mnie jednak wielkim plusem był sposób wykreowania postaci Issy Karpova. Z początku wydawał się groźny, a tymczasem z każdą następną minutą filmu, okazywał się być przeciwieństwem pierwszego skojarzenia. Był on tak zagadkowy, ze aż przerażający. Głównym pytaniem które sobie zadawałem w trakcie oglądania brzmiało:  czy rzeczywiście Jego celem są tylko pieniądze czy myśli o czymś innym? Jeżeli planujecie obejrzeć, to poszukajcie na to pytanie odpowiedzi, bo ono jest jednym z kluczowych w przypadku tej produkcji.

 Podsumowując, myślę, ze mimo tych drobnych minusów, ten film robi świetną reklamę, kinu szpiegowskiemu, bo swoja konwencją przypomina produkcje z dawnych lat, skupiających się na prawdziwych tajnikach zawodu: szpiega. A nie na widowiskowości i dużej ilości strzelanin. Dlatego moja ogólna ocena jest pozytywna i tej pozycji mówię: stanowcze TAK.

Ocena: 4/6

Niezniszczalne gwiazdy

tyl33

 kadr

 Mówi się, że im więcej gwiazd w projekcie, tym większe prawdopodobieństwo porażki. Bo, wbrew pozorom, same gwiazdy nie stworzą genialnego filmu. Potrzebny jest dobry scenariusz i odpowiednia do tematyki konwencja. Nie mówiąc już o innych oczywistościach. Ale głównym problemem produkcji z dużą ilością znanych nazwisk jest rywalizacja na każdym polu, w celu wysunięcia się na piedestał. A taki właśnie indywidualizm, egoizm, prowadzi potem do fatalnego efektu końcowego. Dzisiaj analizowany film raczej zaprzecza tej tendencji, ale posiada minusy.

 "Niezniszczalni III", bo ten tytuł mnie dziś zajmuje, jak zapewne wiecie jest sequelem. W tym przypadku nie ocenię, która część, była najlepsza, ponieważ widziałem, jedynie ostatnią. Przyznam, że przed obejrzeniem miałem wielkie obawy przed tym, co zobaczę, głównie ze względu na wątek zawarty we wstępie wpisu. Jednak ku mojemu zaskoczeniu, film był (jak na swój gatunek) bardzo przyzwoity, z paroma fantastycznymi scenami. Jeżeli chodzi o gwiazdy w obsadzie, to obserwujemy między innymi: Sylvestra Stallone, Arnolda Schwarzeneggera, Jasona Stathama, Mela Gibsona, Harrisona Forda czy Antonio Banderasa. Na mnie największe wrażenie zrobili: Mel Gibson i Antonio Banderas. Ten pierwszy za swój luz, grę aktorską, wyrazistość i wszechstronność. Natomiast u Banderasa widać latynoski charakter, do tego uderzający akcent i tę niesamowitą ekspresyjność i brawurę. Oni dali prawdziwe show. Jeżeli chodzi o fabułę, to za wiele ciekawego nie można o niej powiedzieć, bo była od początku do końca przewidywalna. W końcu wiadomo było, ze tytułowi "Niezniszczalni" musieli zwyciężyć i okazać się ponadludzcy w swoich czynach. Jednak największym atutem tego filmu są partie dialogowe. Być może dla wielu są one typowo amerykańskie i nie zawsze wiążące się z czymś pozytywnym, jednakże w tym przypadku jest ten poziom hollywodzkiego humoru bardzo smaczny. Widać było, ze twórcy pozwolili aktorom na nieco więcej ekspresji i momentów do popisania się swoim umiejętnościami. Wiadomo, że w kinie nie chodzi o popisy same w sobie, ale w tym przypadku nie było to uwierające. Nie można też zapomnieć o stałym elemencie tego typu filmów (akcji) czyli scenach walki i strzelaninach. Dla mnie nie jest to żadna wartość, więc wolałem przeboleć te momenty i skupić się na dialogach, a niestety tych scen było wiele i trochę popsuły moją końcową ocenę.

 Kończąc myślę, że czasem sequel może być bardzo pozytywnym zjawiskiem i wcale nie musi być symbolem obciachowości. Bo tym razem film nie zawiódł i momentami przyjemnie się go ogląda, co nie zmienia faktu, że nie jest film zbyt wartościowy i przynajmniej dla mnie pociągający.

Ocena:3,5/6

Bohaterscy idioci

tyl33

  kadr

 MARVEL zaskoczył. Może trudno w to uwierzyć, ale w końcu produkcja komiksowa okazała się wyrazista i nowatorska. Gdyż zazwyczaj był jeden wszechmocny, nieskazitelny bohater wokół, którego kręciła się cała fabuła. Natomiast w przypadku dziś opisywanego filmu bohaterowie byli normalnymi ludźmi, którzy mają różne dziwactwa w sobie oraz potrafią drwiąco mówić o wszystkim i przede wszystkim cechuje ich brak powagi i autentyczny luz. To wielkie zaskoczenie gdyż, zazwyczaj obserwowaliśmy w podobnego typu produkcji raczej pełną powagi fabułę, w których mieliśmy do czynienia jedynie z nadludzkimi czynami superbohatera.

 Tytuł filmu, o którym wspomniałem już trochę powyżej to: "Strażnicy galaktyki ". Już sama nazwa jest mocno zaskakująca, bo brzmi jak dla mnie bardzo obciachowo. Ale to nie zarzut do twórców, bo uważam, ze do głównych bohaterów taka nazwa idealnie pasowała. Bo Ci "superbohaterowie" natrafili na siebie przypadkiem wskutek wielu zbiegów okoliczności. A największym absurdem było to, że do członków tego "elitarnego grona" zaliczało się chodzące gadające drzewo, gryzoń Rocket ( głosem Bradleya Coopera nawiasem mówiąc fantastycznego) oraz trójka ludzi. W początkowej fazie wyraziłem swój zachwyt nad pewnym nowatorstwem, ale to nie zmienia faktu, że oprócz dużej ilości zdarzeń i wciągającej historii, to na tym atuty się kończą. Bo ponownie obserwujemy dużą ilość efektów specjalnych, które przynajmniej dla mnie psują magię kina jako słowa i pewnego rodzaju dzieła artystycznego, bo efekty specjalne nic wartościowego nie wnoszą, są jedynie chwytem pod publiczkę, by wypełnić parenaście minut akcji filmu. Film jest gatunku, rzecz jasna science fiction, gdyż większość czasu akcji odbywa się na jakiś obcych planetach i statkach kosmicznych, z użyciem nieznanych środków do walki itp. Jednakże mimo mojego negatywnego nastawienia do filmów z tego gatunku, to jestem po obejrzeniu umiarkowanie zadowolony, bo nie obserwowałem, jak w przypadku "Transformers" dwu i półgodzinnej nudnej  jatki między robotami. Tylko w granicach rozsądku bardzo składnie zrealizowaną akcje, która dla widza niewymagającego będzie stanowiła prawdziwą ucztę.

  Podsumowując, wydaje mi się, ze jeżeli te komiksowe produkcje, będą zmierzały w takim kierunku jak: Strażnicy galaktyki" to ta tematyka ma szanse rozwinąć skrzydła i być w dalszym ciągu obleganą, nie tylko przez fanatyków tego gatunku. A to byłby już jakiś postęp, bo ile razy można oglądać ciągle to samo?

 Ocena: 4/6

Lekcja tolerancji

tyl33

  kadr

  Temat odmiennej orientacji seksualnej jest jak wiadomo tematem tabu w naszym kraju. Ale właśnie, "w naszym", bo w wielu innych jest uważany za normalność. W kinematografii polskiej ten wątek czasami pojawia się, ale zawsze jest potem piętnowany i uważany za kontrowersyjny. Problem homoseksualności pojawia się w dzisiaj opisywanym filmie. Dla żądnych krwi, mam złą wiadomość. Ten wpis nie będzie o osądzaniu kogoś ze względu na odmienność, tylko będzie zwykłą analizą.

  Film "Po ślubie", bo o nim będzie dziś mowa, to produkcja wywodząca się z kinematografii czeskiej. Obrazy z tego rejonu Europy, charakteryzują się przede wszystkim pewną odmiennością, i dla wielu niezrozumiałą konwencją. Sam przyznam, ze wielokrotnie miałem problem ze zrozumieniem humoru czeskiego, który jest mocno specyficzny. Na całe szczęście w tym przypadku nie było mowy o jakimkolwiek zakłopotaniu, gdyż po pierwsze: to nie była komedia, a po drugie: bardzo nowatorsko, zrealizowany film. Nie było oklepanych schematów, tylko pełna niespodziewanych zwrotów fabuła. Już sam tytuł budzi domysły i przypuszczenia, ze większość zdarzeń, będzie się odbywała, w trakcie uroczystości weselnej. Uspokajam jednak, nie jest to żadna cukierkowa opowiastka o parze szczęśliwców wkraczających w związek małżeński, tylko naprawdę poważna i niezwykle wstrząsająca historia. Te dramatyczne przeżycia dotyczą przeszłości Pana młodego, który w latach młodzieńczych popełniał pewne straszliwe procedery, wynikające z braku szacunku do innego człowieka, ze względu na odmienność. Te błędy i ich konsekwencje, wracają do jednego z głównych bohaterach w momencie wielkiego szczęścia. A co gorsza nie wiedząca o niczym Panna młoda, zaczyna tracić zaufanie do ukochanego. Czego skutkiem jest zmiana nastroju o 360 stopni i ciągnąca się niepewność. Należy podkreślić, fantastyczną muzykę do filmu, która w najbardziej wstrząsających momentach była świetnym dopełnieniem i ukazywała dramatyzm całej historii. Do minusów w mojej opinii należy zaliczyć w początkowej fazie filmu, przesyt niepotrzebnych scen, nie wnoszących nic do fabuły i tematyki tego obrazu. I tak na dobrą sprawę trudno wskazać inne minusy, bo  ogólnie oceniając uważam, ze jest to kawał dobrego kina. Mimo iż słysząc język czeski miałem ochotę wybuchnąć śmiechem.

  Reasumując, myślę, ze korzystanie przez reżyserów z wątków obyczajowych jest niezwykle cennym krokiem, gdyż ukazując dramaty ludzi, uczymy widza empatii i zmuszamy do wielu przemyśleń. Choć pewnie niewielu ludziom obejrzenie takiego filmu, zmieni pogląd na świat, ale to nie zmienia faktu, ze warto iść tym tropem. Zachęcam Was do obejrzenia tej pozycji, bo rzadko kiedy mogę powiedzieć o filmie wywodzącym się z czeskiej kinematografii, ze jest naprawdę dobry.

Ocena: 4/6

Parodia Herculesa

tyl33

kadr 

 Największą magią dzieła filmowego jest ilość pomysłów na jej interpretacje. W końcu każdy odbiorca ma inną wrażliwość i inne sposoby na zinterpretowanie obejrzanej pozycji. Produkcja, którą się dziś zajmę jest tego przykładem i kluczowym pytaniem, które będzie przysłaniało dzisiejszemu wpisowi i na które postaram się poszukać odpowiedzi brzmi: Czy Hercules to parodia czy film na serio?

 Jak już wspomniałem powyżej w pytaniu, dziś podzielę się swoimi wrażeniami z Wami na temat "Herculesa". Ku mojemu zdziwieniu nie jest to kolejna oklepana komercyjna produkcja. Dowodem na to jest konwencja w jakiej toczy się fabuła. Mam tu na myśli to, że główny bohater Hercules oraz Jego kompanii, tak naprawdę przez większą część filmu kreowani są na zwykłych ludzi na zlecenie, dla których największą wartością w życiu są pieniądze. Nie kierują się żadnymi szlachetnymi pobudkami tylko żyją z akcji na akcji. Nie mają rodzin, dzieci, tylko walczą i zarabiają nic innego się dla nich nie liczy. Właśnie na tym polega największy paradoks tej historii, bo przecież jak Hercules, wielki wojownik, silny jak tur, półbóg, syn Zeusa, może w swoim zachowaniu przeczyć wszystkim legendą na Jego temat i być po prostu normalnym człowiekiem? Przyznam, że ten czynnik w filmie najbardziej mnie zaskoczył i budził wielką wątpliwości, czy aby na pewno ten film jest na serio? Mogę Wam na to powiedzieć , że  jedna z ostatnich scen utwierdziła mnie w przekonaniu żeby nie brać na serio tego co było w tym filmie zawarte. Nie będę mówił, która, ale myślę, że wielu z Was po obejrzeniu, będzie wiedziała o którą chodzi. Jeżeli chodzi o poziom aktorski to niewiele można powiedzieć, bo w tym filmie nie bardzo było co grać, żadne głębsze wartości nie były tu istotne, więc aktorzy nie musieli się wysilać. No chyba, ze za wysiłek uznamy trening siłowy, którego musiał się podjąć wcielający się w postać Herculesa, Dwayne Johnson. Widać, że twórcy chcieli być oryginalni bo nie skonstruowali czegoś na kształt "Troi", czyli widowiskowego show z niesamowitymi efektami i charakteryzującą się pełną przewidywalnością zdarzeń. Tylko pozycje, którą można zinterpretować na wiele sposobów. Co nie znaczy jednak, ze jest to jakiś wybitny film. Przynajmniej mi na pewno nie zapadnie w pamięć, jedyną rzecz ,którą zapamiętam, to jedna z ostatnich scen filmu, była ona tak absurdalna, ze aż śmieszna. Choćby dla niej warto było obejrzeć.

  Podsumowując, czasem nie trzeba mieć wielkich nakładów finansowych na film, najlepszego sprzętu, najdroższych aktorów by stworzyć udany film.  Być może Hercules nie jest tego przykładem, bo pewnie drogi ten film był. Ale chociaż twórcy nie chcieli w tym filmie na siłę schlebiać widzowi, tylko postanowili trochę pograć mu na nosie i poprowadzić fabułę  w niekonwencjonalny sposób. Być może efektem końcowy nie jest wybitny, ale przynajmniej zadowalający, a to i tak dużo w dzisiejszym kinie. 

Ocena:3/6

© Filmowy hejt
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci