Menu

Filmowy hejt

Kino słowami pasjonata

Kościół kontra Judi Dench

tyl33

      W Polsce pokutuje przeświadczenie, że z Kościołem nigdy się nie wygra, choćby się miało nie wiadomo jak wiele argumentów i pomysłów, jednak w kinematografii wszystko jest możliwe.  

      Najlepszym potwierdzeniem tych słów jest film, który jakiś czas temu pojawił się w polskich kinach czyli " Tajemnica Filemony". Judi Dench kojarzona głównie jako przełożona jednego z najpopularniejszych agentów w historii kina, mowa oczywiście o Jamesie Bondzie. W tym przypadku wcieliła się w postać kobiety pokrzywdzonej w przeszłości przez Kościół. Po latach cierpień i wyrzutów sumienia postanawia powrócić do sprawy i tym samym do negatywnych wspomnień. Mowa tu o sprawie odebrania jej dziecka i oddania go do rodziny w Stanach bez poinformowania jej o tym procederze. Sama tematyka filmu jest niezwykle szokująca i działająca na niekorzyść Kościoła katolickiego, jednak tego typu produkcje uważam za niezwykle istotne i potrzebne, gdyż życie nie jest komedią romantyczna, składa się również z cierpienia i wielu rozczarowań, a filmowcy powinni poprzez swoje dzieła uświadamiać to zwłaszcza młodym ludziom. Bo kino to nie tylko rozrywka, ale przede wszystkim sztuka, a ona ma wiele odcieni. Wracając do samego filmu, to uważam, ze jest to kawał dobrego kina, świetnie zagrany( fenomenalna Judi Dench), bardzo ciekawie przedstawiony, z momentami humorystycznymi, a jednak umieszczenie takich elementów w tak przejmującym filmie należy uznać za duży wyczyn. Mowa tu np. o scenach gdy główna bohaterka opowiada dziennikarzowi o treści romansideł, którymi się zaczytuje. Reakcja słuchającego: bezcenna. Uważam, ze " Tajemnica Filemony" trochę przewija się w polskich kinach niezasłużenie bez echa, w mojej opinii wynika to ze słabej promocji, a jest to zdecydowanie głębszy problem, bo ludziom poprzez reklamę narzucają media co jest dobre a co nie, a my niestety często dajemy się w to wciągnąć i potem widzimy jak ludzie przychodzą do kina nie, żeby przeżyć emocje związane z obrazem , tylko się najeść popcornu, żelków i napić Coli. Jednak to temat na dłuższy wywód, nie na dziś. A film z udziałem Judi Dench niestety należy do tych zapomnianych i pozostających niesłusznie w cieniu ekranizacji.   

      Mam nadzieję, ze swoim wpisem przekonałem choć jedną osobę do obejrzenia " Tajemnicy Filemony".  

Ocena: 4/6

Matthew McConaughey i Jego rola życia

tyl33

        Czasami można odnieść wrażenie obserwując wiele filmów, ze gdyby nie fantastyczna kreacja aktora bądź aktorki, to dana produkcja, nie byłaby warta oglądania. 

        To stwierdzenie jak dla mnie idealnie pasuje do głośnego ostatnio " Witaj w klubie" i grających w nich laureatów Oscarów Matthew McConaughey i Jareda Leto. Szczególnie na uwagę zasługuje ten pierwszy, który w przeszłości głównie był przeze mnie kojarzony z rolami w filmach kategorii B bądź takich, w których chodziło tylko o to by zarobić. A tu nagle taka niespodzianka. Fantastycznie wcielił się w postać  człowieka, o którego sposobie funkcjonowania za dużo dobrego powiedzieć nie można: narkotyki, przypadkowy seks, homofobiczne poglądy czy samouwielbienie. Jednak wskutek wykrycia u siebie AIDS-a, przechodzi metamorfozę, zaprzyjaźnia się z homoseksualistą( Jared Leto) również chorującym. Za wszelką cenę próbując przedłużyć swoje życie, zwłaszcza, ze lekarz dawał mu jedynie 30 dni, zaczyna żyć pełną parą i pomagać  innym cierpiącym. Wydaje mi się jednak, ze nie jest to film, który zostanie zbyt długo zapamiętany, głównie dlatego, że owszem jest to historia oparta na faktach jednak momentami nudnawa mimo ciekawego początku, który zapowiadał, ze będzie to jedna z tych produkcji, o których prędko nie zapomnę, jednak tak nie będzie. Nie został wykorzystany w pełni cały potencjał tej autentycznej historii. Innym powodem, dla którego nie można tej produkcji uznać za arcydzieło to pewnego rodzaju przesyt podobnej tematyki historii, a ta oprócz fantastycznej kreacji Matthew McConaughey i Jareda Leto nie ma w sobie nic wyjątkowego.  Kontynuując dalej wątek głównego bohatera " Witaj w klubie" to należy napomnieć o innej świetnej Jego kreacji, a mianowicie w " Wilku z Wall Street" gdzie zagrał mały epizod, ale mocno zapadający w pamięci i świadczący o tym, ze przechodzi na nieco inny etap swojej kariery zawodowej. Oby tak dalej. 

        Mimo paru krytycznych moich słów na temat tego obrazu, to polecam wszystkim obejrzenie, bo Matthew przeszedł samego siebie. A w niektórych sytuacjach aktor jest w stanie pociągnąć swoim warsztatem cały film.  

Ocena: 4/6

Duże złe wilki: najlepszy film 2013 roku?

tyl33

        Pierwszym filmem, któremu poświęcę swój wpis, będzie izraelska produkcja " Duże złe wilki". Pewnie wielu z was nie bardzo kojarzy ten tytuł, dlatego właśnie warto się tym zająć.

        Na plakacie promującym widnieje, zdanie wypowiedziane przez jednego z najbarwniejszych reżyserów w historii kina Quentina Tarantino, mówiące iż: jest to najlepszy film 2013. Po obejrzeniu mogę stwierdzić, że nie dziwi mnie ta opinia akurat z Jego ust. Przede wszystkim dlatego, że znajdziemy w nim wiele elementów za które kochamy produkcje Tarantino, czyli: błyskotliwe dialogi, momentami absurdalne poczucie humoru, wciągająca akcja i nie zrozumiałe dla wielu widzów sekwencje, które zawsze nadawały wyjątkowości tym produkcją i powodowały, że widzowie wychodzili z sal kinowych nasycani i pełni wrażeń. Wielu recenzentów  twierdzi ,że " Duże złe wilki" są za bardzo nasycone brutalnymi scenami. Trudno się z tym nie zgodzić, bo choćby scena, w której ojciec zabitej dziewczynki, w trakcie tortur częściowo ucina głowę podejrzanemu, na pewno w normalnym człowieku wzbudzi  negatywne emocje. Za duży plus tego filmu należy uznać również: zakończenie. Jest ono niezwykle tajemnicze i zachęcające do myślenia, kto zabił? Moim zdaniem film można nazwać  udanym jednak (niestety) nigdy nie usunie w cień jeżeli chodzi o oglądalność kasowych produkcji, którymi non stop karmią nas filmowcy i kina. Jednak dla mnie na pewno nie jest to najlepszy film 2013 roku, można wymienić wiele produkcji, które pozostawiają w cieniu " Duże złe wilki", jak choćby " Wilka z Wall Street" Martina Scorsese, z udziałem wielkiego przegranego gali Oscarowej Leonardo Di Caprio czy nawet "American Hustle" z czarującą Jennifer Lawrence. A nie były to dla mnie osobiście jakieś zapadające w pamięci obrazy. Co tylko świadczy o tym, że 2013 rok nie obfitował w arcydzieła, one powstają raz na 10 lat, a nie co roku, niestety. 

       Każdemu kto jednak chcę przeżyć podobne emocje jak przy dziełach Quentina Tarantino bardzo polecam obejrzeć, zapewniam, że nie będzie to zmarnowany czas.

Zachęcam do komentowania:)

Ocena: 4/6

© Filmowy hejt
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci