Menu

Filmowy hejt

Kino słowami pasjonata

Dobry Ruski

tyl33

 kadr

 Gdy do kina przemycane są wątki historyczne to zawsze wzbudza to u samych zainteresowanych wielkie poruszenie. Nie inaczej było tym razem przy okazji filmu "System (Child 44)". W Rosji ten film został zakazanym. W sumie to dziwić się nie należy, ponieważ strona rosyjska jest tam przedstawiana w negatywnym świetle. Ale odejdźmy od polityki. Bo szkoda czasu.

 Film, o którym mowa opiera się na losach pewnego rosyjskiego żołnierza, który wskutek intryg i wiary we własne przekonania staje się wrogiem nr 1 swoich byłych szefów. W postać tego buntownika wciela się kojarzony ze świetnego "Locke'a" Tom Hardy. Z dużych nazwisk możemy tu znaleźć jeszcze Gary Oldmana czy Vincenta Cassela. Nie da się ukryć, ze obsada jest mocną stroną tej głośnej produkcji. Dokonując oceny ogólnej uważam, ze jest to bardzo dobre kino. Arcydziełem bym go nie nazwał, bo nie jest on pozbawiony minusów. Jednym z nich jest język, którym się posługują bohaterowie. Mówią po angielsku. Rozumiem, ze mamy do czynienia z amerykańską produkcją, ale jak Rosjanin mówi w filmie w obcym języku, to autentyzm postaci słabnie. A niestety w tym przypadku językiem urzędowym filmu był angielski. Kolejny minus to zakończenie. Było typowo Hollywodzkie. Ale na tym minusy się kończą. Oprócz świetnej gry aktorskiej, pochwały się należą za umiejętne prowadzenie akcji filmu. Nie znalazłem w tym filmie żadnej niepotrzebnej sceny. Mamy do czynienia z mocnym i dosadnym kinem. Do tego wątek psychopatycznego mordercy dzieci, świetnie uzupełniał pozostałe. Ani przez moment nie miałem odczucia, ze uczestniczę w czymś byle jakim. Każda scena miała niepowtarzalny, poruszający klimat. Do tego ten genialny Hardy. Z zimnego żołnierza stał się dobrym, szlachetnym obywatelem. Wiadomo, ze takie historię są możliwe tylko w amerykańskim kinie, ale nie uznaje tego w tym przypadku za wadę. Na koniec należy wspomnieć o polskim akcencie w "Systemie" czyli  epizodzie zagranym tu przez Agnieszkę Grochowską, która moim zdaniem jest na dziś najlepszą polską aktorką, jest w stanie zagrać wszystko i być w tym autentyczna. Jej postać co prawda pojawia się ledwie w trzech scenach, ale na pewno warto to odnotować. Jak się okazuje nie trzeba opowiadać w Dzień Dobry TVN o udziale w amerykańskiej produkcji z gwiazdami by nie zostać wyciętym. Czasem nisza pomaga.

Ocena:4,5/6

Głupia młodzież

tyl33

  kadr

   Analizując repertuary multipleksów można dojść do wnioski, że istnieją tylko polskie filmy i angielskojęzyczne. Nie będę po raz setny tłumaczył tego stanu rzeczy. Wystarczy mieć w sobie odrobinę racjonalizmu by poznać powody. Ostatnio pojawiła się pewna tajemnicza skandynawska produkcja. To właśnie Ona będzie obiektem mojej analizy.

 "Zabójcy bażantów" są produkcją skandynawską reklamowaną jako najbardziej kasową ostatnich lat. Znając Skandynawów można było się spodziewać mocnej i dosadnej fabularnie historii. Moje przypuszczenia okazały się słuszne. Kryminał, który fundują nam twórcy wbija w fotel. Cała historia jest poprowadzona w umiejętny sposób. Nawet Ja w tym temacie nie mam żadnych uwag. Przyznam, ze ten mroczny klimat podziałał na mnie. Byłem ciekaw co będzie dalej i tak do ostatniej sceny. Fabuła skupia się na niewyjaśnionym brutalnym  morderstwie na dwójce młodych studentów. Już od samego początku wiadomo kto jest sprawcą, lecz okoliczności pozostają tajemnicą. Śledztwo prowadzi dwójka policjantów. Jeden z nich to taki zimny indywidualisty, nie ufający nikomu. Drugi to Jego przeciwieństwo. Jednym z wątków pobocznych jest osoba tego pierwszego policjanta i proces zmian zachodzących w nim. Oczywiście śledztwo, które prowadzi jest do tego zapalnikiem. Jest to historia pozbawiona oklepanych schematów. Co jest dziś rzadkością. Jeżeli przyszłe produkcje z kinematografii skandynawskiej okażą się równie udane to chyba stanę się mentalnym Skandynawem. Wracając do filmu należy również podkreślić udaną ostatnią scenę. Była Ona znakomitą klamrą. Jeżeli jesteście głodni mocnych, wciągających historii i podobała Wam się "Dziewczyna z tatuażem", to mocno polecam "Zabójcy bażantów".

Ocena:4,5/6

Demoniczna piramida

tyl33

 kadr

  W ostatnim czasie poziom horrorów poszedł w górę, a przez to poprzeczka wobec kolejnych podniosła się. Konwencja tych filmów przeszła na bardziej dojrzały i urozmaicony poziom. Mieszanie nimi jest w mojej opinii największą sztuką z możliwych. Bo nie sposób jest zamknąć się w jednej i opierać na niej całą historię. Dzisiaj analizowany horror podtrzymał ten poziom. Tytuł Jego to "Piramida".

  Początek filmu kompletnie nie zapowiadał, ze musimy się bać. Grupa odkrywców, archeologów i kamerzystów idzie śladem przełomowego odkrycia dokonanego w Kairze (Egipt). Oprócz początkowej trochę niepotrzebnie przedłużanej gadaniny, akcja filmu odbywa się w mrocznej piramidzie, gdzie ukrywa się jakiś niezidentyfikowany potwór. Więc co oczywiste po drodze bohaterowie powoli giną. Ale tu jest przełom. Według zgranego i przewidywalnego schematu ktoś powinien przeżyć, a najlepiej najbardziej szlachetna i niepozorna osoba (najlepiej kobieta). Ale ku mojemu zaskoczeniu, twórcy nie poszli tę drogę za co należy się szacunek. Wiadomo, że w horrorach rola aktorów jest drugorzędna, nawet bracia Mroczkowie mogliby w nim zagrać, bo tam nie ma co grać. Jedyny rodzaj emocji jaki jest potrzebny to strach połączony z walką o przetrwanie. Nie mówiąc już o partiach dialogowych, bo żadnych fajerwerków nie należy się spodziewać. "Piramida" spełnia najważniejsze kryterium dotyczące horrorów czyli autentycznie straszy. Napięcie i klimat w jakim toczy się akcja po wejściu do piramidy, powoduje palpitacje serca u widza. Aż nie sposób nie zasłaniać oczu. W końcu jak potwór wyciąga z ciała jednego z bohaterów serce, to u każdego normalnego człowieka budzi to przerażenie i współczucie. Ktoś może powiedzieć, ze to nie sztuka tylko miałka opowiastka. Moim zdaniem nawet w horrorach można dostrzec artyzm. Przecież w kinematografii jako dziele artystycznym chodzi przede wszystkim o emocję. Nawet jeżeli strachu. "Piramida" może poziomem nie powala, ale nie jest żadnym chłamem, co należy uznać za dużą zaletę.

Ocena:3/6

Rodzinna zemsta

tyl33

 

 kadr  Patrząc dalekosiężnie na problem zaszufladkowania wśród aktorów, nie można zapomnieć o pozytywach tego stanu rzeczy. Odniosę się do tej kwestii na przykładzie działalności artystycznej irlandzkiego aktora Liama Neesona, który kojarzony jest przede wszystkim z głośną produkcją "Uprowadzona". W filmie, który będzie przedmiotem mojej analizy, nie wychodzi on z roli szlachetnego nadczłowieka. Tym razem do pomocy ma wybitną postać aktorską w postaci Eda Harrisa, który jest tu jednocześnie Jego przyjacielem jak i wrogiem.

  Ale od początku. Fabuła skupia się na losach zniszczonego przez życie mordercy na zlecenie, który się kompletnie zatracił, odciął od rodziny i został sam jak palec. A Jego najlepszym przyjacielem jest człowiek, który sprowadził go na złą drogę. Oczywiście wszystko się zmienia, gdy niebezpieczeństwo grozi synowi głównego bohatera. Trzeba przyznać, ze akcja filmu jest niezwykle wciągająca. Nawet taki malkontent jak Ja odpłynął i się emocjonalnie zaangażował. Uważam, ze w tym przypadku mogliśmy zaobserwować bardziej emocjonalnego Neesona. Nie jest to film, w którym chodzi o jakieś bezsensowne zabijanie. Świetny jest tu Ed Harris. Jego sceny z Neesonem jak np. rozmawiają ze sobą przy drinku mają w sobie niezwykły klimat. Widać, ze nie mamy do czynienia z jakimiś amatorami. Ten autentyzm emocjonalny mnie powalił. Oczywiście Nesson znowu okazuje się ostatnim sprawiedliwym, który zabija wszystkich. Ale to nieistotne w tym przypadku. Sam jestem zdziwiony swojemu zachwytowi. Zapewne wpływ na to ma osoba Ed Harrisa. Zawsze mi się wydawało, ze wielcy aktorzy nie wybierają byle jakich ról. Liam Neeson mimo iż jest świetnym aktorem to już zawsze będzie kojarzony z jednym typem postaci. Oczywiście zawsze może wyjść na przeciw, ale wątpię by to zrobił. Nie oznacza to jednakże niczego negatywnego w kontekście Jego działalności artystycznej, po prostu ludzie się przyzwyczaili do dobrego i szlachetnego Neesona. Jeżeli potrzebujecie ciekawej i wciągającej rozrywki to wiecie gdzie należy się udać.

Ocena:4/6

Biali psychopaci

tyl33

 kadr

 Gdy na forum publicznym pojawia się problem ideologiczny, to najczęściej jest on wyśmiewany i uważany za nieistotny, gdyż nigdy wszystkich nie zadowolisz. A w końcu od pustego słowotoku, nie odkrywano Ameryki. Jednym z problemów tego kraju zajęli się twórcy filmu "Selma" (nominacja do Oscara). Rasizm, ktoś powie stara śpiewka, ale czy czarnoskórzy też? Najczęściej następuje w ludziach myślenie iż skoro ten problem nie dotyczy mnie to nie warto się nim zajmować. Taka egoistyczna postawa powoduje iż wiele niedoskonałości nigdy nie zostanie rozwiązane.

 "Selma" w swojej fabule skupia się na losach czarnoskórych obywateli, którzy wskutek ułomności prawa nie posiadają praw wyborczych, czemu się mocno sprzeciwiają. Głosem tej społeczności staje się pastor Martin Luther King. W Jego rolę wciela się David Oyelowo i spisuje się znakomicie, jest jednym z wielkich atutów tej produkcji. Zostając przy obsadzie aktorskiej, to bardzo rzuca się w oczy tu geniusz aktorski Tima Rotha, który mimo marginalnej roli w całej historii jest rewelacyjny. Film w swojej konwencji nastawiony jest na ukazanie emocji i uczuć, które to są aż nazbyt widoczne u ofiar rasizmu. Niestety twórcy zapędzili się w tym działaniu, bo zapomnieli o samej akcji filmu, która to nie powala. Pierwsza godzina filmu jest straszliwie nudna i przegadana. Czułem się momentami jakbym słuchał "Rozmów w toku". Oprócz słów bohaterów nie istniało nic. Owszem słowa są ważne, ale bez akcji są bezużyteczne. Sceny, gdy biali oprawcy znęcali się na czarnoskórych były porażające i uderzające, ale nie miały one aż tak wielkiej wagi i znaczenia na całą historie, bo jak dla mnie była Ona przesycona patetycznymi sloganami. Przez co nawet tak tragiczne czyny nie poruszały tak mocno jak powinny. Powiedziałbym, ze ten film został zrobiony typowo po amerykańsku, czyli z przepychem połączonym oklepanymi dialogami o sile i mocy człowieka jako jednostki w społeczeństwie. Na pewno na plus trzeba podkreślić znakomitą muzykę do filmu, która świetnie współgrała z opowiedzianą historią. Ale moje oczekiwania jak się okazało były wygórowane, bo film nie zachwyca, ale mimo to uważam, ze na pewno jest o ciekawszy niż kasowy sequel "Szybcy i wściekli 7".

Ocena:4/6

© Filmowy hejt
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci