Menu

Filmowy hejt

Kino słowami pasjonata

Rock Dog

tyl33

 

 Zaczynam się zastanawiać, czy czasem z upływem lat nie dziecinnieje? W ostatnim czasie w kinie najbardziej podobają mi się bajki, na większości fabularnych filmów zdarza mi się odpływać. Na tę okoliczności wpływ ma kilka czynników przede wszystkim: przewidywalna fabuły i usypiające zbędne dialogi. Natomiast animacje mają to do siebie, że szybko przechodzą do konkretów, a nie taplają się w tysiącu wątków. Ta prostota powoduje, że ogląda się je przyjemnie. "Rock Dog" opowiada o młodym psie, który pragnie wyrwać się ze swoich rodzinnych stron w celu spotkania swojego idola i rozpoczęciu poprzez to kariery muzycznej. Jedyne co posiadał to talent i skromną rozwalającą się gitarę. Czyli jego szanse na sukces nie rysowały się w różowych barwach. Determinacja chłopaka (psa) spowodowała jednak, ze udało mu się trafić do wielkiego miasta i walczyć o swoje marzenia.

 Na całe szczęście twórcy nie poszli w stronę banalnej historyjki o amerykańskim śnie, który krok po kroku się spełnia. Poruszyli kilka wątków, które spowodowały, ze produkcję ogląda się przyjemnie i się nie dłuży. Oczywiście nie należy przesadzać z pochwałami, bo mimo przyjemności oglądania, to raczej nie jest to jakościowo coś tak wybitnego bym pamiętam ten tytuł długo. Nie ma tu raczej jakiejś większej ukrytej głębi, czy jakiegoś mocno innowacyjnego motywu, który przyciągnąłby uwagę i wbił w fotel. Oczekiwań przed seansem nie miałem żadnych, więc nie mogę powiedzieć bym czuł się rozczarowany lub też specjalnie zachwycony. Główny bohater Bono ( ciekawe czy to na część słynnego wokalisty U2?), budzi sympatię i trudno się z nim nie utożsamić i nie kibicować. Myślę, że jest on znakomitym przykładem dla młodych ludzi, ze jak się czegoś pragnie i się w to wierzy to determinacja i zaangażowanie są w stanie wnieść kogoś takiego na szczyt. Kochajmy marzycieli!

Ocena: 4,5/6

Baby Driver

tyl33

 Kevin Spacey za sprawą "House of Cards" stał się postacią kultową. Mimo, że w przeszłości zagrał we wielu znakomitych produkcjach, to jednak był aktorem mocno niedocenianym, a wielka szkoda bo uczestniczył w tak wielkich filmach jak choćby "American Beauty" czy "Podejrzani". Tymczasem dopiero ze sprawą udziału w serialu stał się postacią rozpoznawalną i wręcz uwielbianą. Niestety zagranie tak wyrazistej postaci jak Francisa Underwooda wiąże się z wielkim niebezpieczeństwem jakim jest zaszufladkowanie. Przykładów jest wiele, nawet wśród tych największych nazwisk. Mimo, ze to nie Kevin Spacey jest najważniejszą postacią w filmie "Baby Driver" to bez wątpienia większość ludzi wybierze się na ten film ze względu na jego osobę. Myślę, że nie będziecie zawiedzeni kreacją aktora, gdyż zagrał na swoim poziomie: czy znakomicie, choć  był ledwie postacią drugoplanową.

 Przechodząc do analizy filmu, to mogę powiedzieć, że z minuty na minutę nabierał on rozpędu, Historia skupia się wokół chłopaka, który pracuje jako kierowca w trakcie napadów zlecanych przez szefa mafii (Kevin Spacey) wobec, którego główny bohater ma dług do spłacenia. Jesteśmy w momencie, gdy dług zostaje spłacony i chłopak staje przed dylematem co robić dalej? Czy żyć w dostatku z "brudnych pieniędzy" czy znaleźć sobie normalną pracę? Początkowo  wydaje się on być nieszczęśliwym wrażliwcem o duszy artysty bez żadnej skazany. Z upływem czasu jednak zaczyna  coraz bardziej (choć nieświadomie) upodobniać się do swoich współpracowników. W rolę jednego z nich wciela się kolejny mocno niedoceniany  czyli Jamie Foxx. Wypada podobnie jak Spacey. Natomiast w rolę tytułowego kierowcy wciela się Ansel Elgort i prezentuje się niezwykle przekonująco jako marzyciel i człowiek żyjący w swoim muzycznym świecie. Pojawia się w filmie również wątek miłosny, który przez pewien moment był mocno uwypuklony, choć był jedynie tłem do walki głównego bohatera o lepszą przyszłość. Film jest nieprzewidywalny, trzymający w napięciu, przepełniony dobrą muzyką oraz znakomitymi dialogami. Polecam.

Ocena: 5/6

To przychodzi po zmroku

tyl33

 

 Mam ogromny problem z filmem, o którym dziś powiem, ponieważ od samego początku były w nim zalążki czegoś wartościowego i interesującego. Niestety twórcy nie wykorzystali potencjału jaki sami sobie stworzyli. Klimatycznie jest znakomity, mrok jaki bije od miejsca akcji, głównych bohaterów i ich tajemniczych gości wzbudza zaciekawienie. Tylko, że projekt reklamowany był jako horror, a niestety ani przez moment nim nie jest. Nazwałbym go raczej klasycznym kinem grozy. To co jest największym atutem filmu to fakt, ze napięcie nie było budowane stopniowo, tylko od pierwszej sceny ono się pojawiło i miało trwać do końca. Sam pomysł genialny tyle tylko, że  jest on mocno przegadany i posiada wiele niepotrzebnych i nic nie wnoszących scen, które powodują mocne uśpienie u odbiorcy. Nie ma tu jednoznacznego podziału na dobro i zło, no chyba, że śmiertelną chorobę uznamy za takową.

 Akcja filmu odbywa się głównie w jednym miejscu akcji, a mianowicie domu rodziny, która ukrywa się tam przed tajemniczą chorobą, która nawiedziła już jednego z jej członków i skończyła się jego śmiercią. Akcja zaczyna się minimalnie rozkręcać gdy do  domu zakrada się tajemniczy przybysz, który od samego początku nie wzbudza zaufania u domowników. Z czasem jednak obie strony są zmuszone do współpracy. Dostrzegam wiele niespójności w fabule i nierozwiązanych wątków. Chyba sam twórca nie wiedział jak  rozwinąć odpowiednio i z sensem wątek tajemniczego przybysza. Ciężko jest mi dokonać tu jakiś radykalnych ocen, gdyż trudno nie docenić zbudowania nastroju niepokoju przez twórców w odbiorcy, co na pewno jest nie łatwe do zrealizowania. Znając jednak polskiego widza uważam, ze nie jest to film dla niego, ponieważ reżyser w nim zdecydowanie przecenia jego inteligencję. Niewykorzystany potencjał. Wielka szkoda. Z tej mąki mógł powstać chleb.

Ocena: 3/6

Volta

tyl33

 Juliusz Machulski bez wątpienia jest jednym z najbardziej znanych i cenionych komediowych reżyserów w naszym kraju. Wystarczy przytoczyć tu takie tytuły jak "Kiler", "Seksmisja", "Vinci" czy "Vabank" by stwierdzić, że mamy do czynienia z postacią wyjątkową. Dziś powraca z najnowszym projektem czyli "Voltą". Na pewno widząc nazwisko Machulskiego przy okazji trailera miałem przed seansem dość duże oczekiwania. Nie spodziewałem się prymitywnego, głupiego humoru, tylko żartów z wysokiej półki. W tym aspekcie nie było żadnego zaskoczenia, może nie jest to film do rechotu dwugodzinnego, jednak trudno nie nazwać produkcji Machulskiego komedią. Podejrzewam, ze dla wielu momentami film może być usypiający gdyż dużo jest w nim wątków historycznych, które wydają się nie mieć dla przeciętnego Kowalskiego większego znaczenia w kontekście całości. Mogę zdradzić wam, że warto skupić się na każdym szczególe, ponieważ na końcu będą one miały duże znaczenie.

 Największym plusem filmu jest jego nieprzewidywalności, zwłaszcza zakończenie, które zwaliło mnie z nóg i mocno zaskoczyło. Na pewno nie można jakościowo porównać tej propozycji do choćby znakomitej "Seksmisji" z Jerzym Stuhrem w roli głównej, ale na pewno Machulski nie upada. Dzieło życia powstaje raz, więc kolejne filmy z automatu musiały być słabsze. Jeżeli chodzi o obsadę aktorską to pochwały należą się zwłaszcza Oldze Bołądź oraz Jackowi Braciakowi. Ten drugi jako mało rozgarnięty kandydat na prezydenta wypadł niezwykle przekonująco. W pewnym momencie można było dostrzec nawet wspólne punkty jego postaci z prezydentem RP Andrzejem Dudą, ale nie podejrzewam Machulskiego o takowe nawiązanie. Fabula skupia się na losach kilku postaci, które walczą o znalezioną w Lublińskiej kamienicy koronę króla Kazimierza Wielkiego. Pytanie jest jednak takie, czy to rzeczywiście może być jej oryginał? Spin Doctor wyżej wymienionego polityka świadom, ze takie znalezisko może przynieść sukces jego pracodawcy zrobi wszystko by je zdobyć. Natomiast kobieta, która ją znalazła za nic nie chcę się jej pozbywać. Myślę, ze warto poświęcić czas na obejrzenie najnowszej produkcji Juliusza Machulskiego, nawet jeżeli nie byliście fanami "Kilera" czy "Vinci".

Ocena: 4,5/6

Spider-Man: Homecoming

tyl33

 Za każdy razem gdy na ekranie przy okazji kolejnej produkcji Marvelowskiej widzę Roberta Downeya Jr. to ogarnia mnie dość duża irytacja. Z jednej strony należy mu się szacunek, że potrafi się tak obłowić finansowo za projekty, które jakościowo nie są na najwyższym poziomie, z drugiej zaś jest przykładem upadku artystycznego. Nieważne jest wyzwanie aktorskie, liczy się tylko kasa. Dziś na ekranach pojawia się najnowsza Marvelowska produkcja, która jest zaskakująco dobra. Ostatni raz czułem taki rodzaj pozytywnych emocji przy okazji pierwszej części "Strażników Galaktyki". Być może powodem tego faktu jest brak czynnego udziału Downey'a Jr w obu projektach. W "Spider-Manie: Homecoming" co prawda jego postać pojawia się epizodycznie, ale jednak nie psuje ona jakości filmu. Po raz kolejny Marvel poszedł w stronę pastiszu i wyszedł na tym znakomicie.  Twórcy postanowili obśmiać mocno głównego bohatera Petera Parkera pokazując go jako ambitnego, niedojrzałego nastolatka, który buja w obłąkach. Celem chłopaka jest dołączenie do  Avengersów. Niestety Tony Stark nie wierzy w niego na tyle by dać mu szanse, więc Peter Parker szukając kłopotów postanawia zrobić coś co pozwoli mu osiągnąć cel.

 Twórcy na całe szczęście nie pokazują historii od momenty, gdy chłopak zostaje ugryziony. Można powiedzieć, że stworzona została zupełnie nowa postać. Peter Parker z lat 90 był nieśmiały, zakompleksiony. Nie w głowie mu było zostanie superbohaterem, raczej był odmieńcem. Przypominał zwykłego szarego Kowalskiego. Warto podkreślić znakomitą kreację Toma Hollanda jako głównego bohatera, świetnie swoją postawą wpisuje się w komizm postaci. Jednak to nie on jest tu największą gwiazdą. Prym wiedzie Michael Keaton, który wciela w czarny charakter, który może jednak budzić sprzeczne uczucia, bo z jednej ma niecne zamiary, z drugiej zaś strony jego motywacje nie są naznaczone wariactwem i można je w racjonalny sposób wytłumaczyć. Myślę, że film będzie hitem i oby Marvel pozostał na tej ścieżce bo naprawdę warto obejrzeć "Spider-Man: Homecoming".

Ocena: 5/6

© Filmowy hejt
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci