Menu

Filmowy hejt

Kino słowami pasjonata

Pozycja obowiązkowa

tyl33

 

 Patrząc na obsadę filmu "Pozycja obowiązkowa" można było mieć nadzieję na projekt zadowalający. Diane Keaton, Jane Fonda czy Andy Garcia to co prawda wyblakłe już gwiazdy ekranu ale nadal mające ogromny warsztat i wdzięk. Tym z większą ciekawością wybierałem się na tę propozycję. Niestety po pół godzinie seansu przestałem się łudzić, że spędzę resztę czasu owocnie. Reżyser zaserwował odbiorcy szereg słodko-gorzkich  żartów i co najgorsze aż do bólu przewidywalne wątki.

 Cztery kobiety w sędziwym wieku szukające bliskości, uczucia, zainteresowania ze strony płci przeciwnej. W tym celu damy sięgają po lekturę "50-ciu twarzy Grey'a". Nijak to nie pasuje do ich poziomu intelektualnego ale jednak trochę dla żartu spędzają czas z tę mało ambitną trylogią. Ten wątek jednak zanim zdążył się rozrosnąć to już zanikł i oglądaliśmy usypiające zrzędzenia kobiet po sześćdziesiątce. Mówiąc o plusach jednak trzeba powrócić do obsady filmu. Wielkie gwiazdy może i nie oczarowały i nie zachwyciły ale trudno im odmówić klasy, Próbowały pomóc, ale niestety to było za mało. Do tego głównym przesłaniem filmu jest teza: "życie zaczyna się po sześćdziesiątce". Nie ma w tym rzecz jasna nic złego, ale problem jest taki, że twórcy się to kompletnie nie udało, bo w końcowym rozrachunku kobiety zachowały się racjonalnie i dojrzale. Mi osobiście najbardziej się podobała postać adoratora jednej z kobiet czyli Dona Johnsona, który z całą pewnością przyćmił postacie z pierwszego planu. Za każdym razem gdy pojawiał się na ekranie to aż się chciało słuchać i oglądać. Niestety następowało to niezwykle rzadko. To co jest plusem "Pozycji obowiązkowej" to bez wątpienia brak prymitywnie głupich sekwencji i partii dialogowych, ale to zaledwie jeden z nielicznych atutów. Myślę, że w dużej mierze grupą docelową filmu są kobiety po pięćdziesiątce, bo dla innego rodzaju odbiorcy będzie to strata czasu i pieniędzy, więc lepiej pozostać w domu.

Ocena: 3/6

Nasze najlepsze wesele

tyl33

 Myślę, że wśród czytających ten wpis nie ma osoby, która nie byłaby zachwycona francuskim komediodramatem "Nietykalni". Dziś twórcy tego hitu powracają i to w całkiem niezłym stylu. "Nasze najlepsze wesele" nie ma wiele wspólnego z filmem, o którym wspomniałem powyżej, ale ma w sobie coś co wybija go ponad przeciętność. Trudno w dzisiejszych czasach zrobić komedię, która nie przekroczy granicy dobrego smaku i rozbawi zarówno Zenka spod trzepaka jak i Profesora wyższej uczelni. Pytanie jest tylko takie: czy jest zapotrzebowanie w kinie komercyjnym na mądrą komedię? Moim zdaniem z upływem lat polski odbiorca staję się bardziej wymagający. Niestety nadal w naszych realiach funkcjonują tacy reżyserzy jak Patryk Vega, którzy próbują zrobić z nas idiotów. Mimo wszystko fenomen takich filmów jak "Botoks" czy "Kobiety mafii" bardzo mnie zaskakuje i jednocześnie niepokoi. Na całe szczęście od Święta zdarzają się takie filmy jak "Nasze najlepsze wesele". Myślę, że produkcja w naszym kraju może przejść bez echa ze względu na brak odpowiedniej promocji.

 Historia skupia się wokół doświadczonego organizatora wesel. Mężczyzna jest na etapie wypalenia swoją pracą i rozważa odejście z branży. Wesele, które obserwujemy na ekranie ma być ostatnim w Jego bogatej karierze. Jesteśmy świadkami wielu przekrętów i nieczystych działań głównego bohatera, który z racji lat praktyki potrafi radzić sobie w kryzysowych sytuacjach. Przy okazji tego wesela z powodu nieudolności swoich pracowników dzieją się różne nieprzewidziane rzeczy, które skłaniają głównego bohatera do wielu refleksji. Oczywiście z tymi zachwytami bym nie przesadzał bo film nie powala tak bardzo jak "Nietykalni". Fabuła jest solidna i przemyślana ale nie olśniewa przez co zapewne film nie okaże się hitem. Nie zmienia to jednak faktu, ze pójście na "Nasze najlepsze wesele" nie będzie stratą czasu i pieniędzy.

Ocena: 4,5/6

13 Reasons Why 2

tyl33

 Serial, o którym dziś powiem stał się czymś więcej niż tylko opowiastką o problemach dorastania. Pierwszy sezon zachwycił pod wieloma względami. Temat mocno na czasie, kontrowersyjne i wyraziste postacie i naprawdę wciągająca fabuła. Sporo było dyskusji wokół przesłania, które niósł ze sobą serial. Teoria, że produkcja usprawiedliwiała albo wręcz promowała czyny samobójcze z całą pewnością była przesadzona ale nie znienia to faktu, że twórcy zrobili sporo by ta teza mogła zostać uznana za słuszną. Wydawać by się mogło, że na kanwie zakończenia pierwszego sezonu trudno było się spodziewać, że drugi  objawi nam nowe fakty na okoliczności samobójstwa głównej bohaterki. W tym aspekcie nie spodziewajcie się cudów, bo drugiemu sezonowi od samego początku brakuje "tego czegos". Owszem poznajmey pare nieznanych i niewygodnych faktów z życia dziewczyny ale to w żadnym stopniu nie wpłynie na Wasz końcowy odbiór samobójczyni. Jeden z najmądrzejszych i najrozsądniejszych monologów wypada w jednym z ostatnich odcinków, gdy zakochany na zabój w dziewczynie Clay wypowiada w przypływie złości swoje prawdziwe myśli czym też podważa retorykę mówiącą o brutalnym świecie i ludziach przeciwnych jednej biednej, skrzywdzonej i zbłąkanej owieczce.

 

 Dziewczyna była zwykła nastolatką, która pragnęła uwagi, bliskości i szeregu czynników, których domagają się kobiety wobec płci przeciwnej i ludzi starszych. Można powiedzieć, że im serial dłużej trwa tym więcej Hannah Baker traci w oczach odbiorcy. Drugi sezon pokazuje, ze główna bohaterka świętoszką ani ideałem nie była, ale nie będę tu spojlerował bo zapewne i bez mojej recenzji obejrzycie. Gdybym miał oceniać ten sezon, to podsumowałbym go tak: 'z dużej chmury, mały deszcz". Twórcy poszli na łatwiznę i zrobili z historii klasyczną opowiastkę o walce dobra ze złem. Pytanie tylko czy kilku niedojrzałych gówniarzy jest w stanie pokonać niesprawiedliwe prawo i ludzi, którzy na nie wpływają? Jestem bardzo rozczarowany zakończeniem. Podejrzewam, że za jakiś czas doczekamy się trzeciego sezonu, tylko po co to komu?

13reasonswhynetflixseason21300x605

 Ocena:4/6

Deadpool 2

tyl33

 Na czym polega fenomen Marvela? Co chwila pojawiają się nowe postacie, które stawiane zostają na piedestale. Deadpool jest istnym zaprzeczeniem tego szlachetnego, nieskazitelnego superbohatera kierującego się moralnością i pozytywnymi pobudkami. W rolę "superbohatera" wciela się mocno zakurzony Ryan Reynolds i trzeba przyznać, że znakomicie odnajduję się w tej roli. Z pewnością wielu z Was nurtuje pytanie, czy sequel okaże się lepszy od pierwszej części? Moim zdaniem kontynuacja jest lepsza. Po pierwsze ze względu na jakość fabuły i dialogi. Zwłaszcza to drugie jest największą siłą filmu. Odnoszę nawet wrażenie, ze fabuła była tu drugorzędną rzeczą i tak naprawdę była tłem dla żartów i złośliwości głównego bohatera wokół ludzi w jego otoczeniu. Zdarzały się momenty, że granica dobrego smaku została przekroczona ale nie miało to znaczącego wpływu na moją ocenę filmu. Po drugie aktorsko film od samego początku robi Ryan Reynolds i idzie mu to bardzo dobrze, Ciekawą postacią jest początkowy czarny charakter czyli Cable (Josh Brolin), który przepełniony nienawiścią i cierpieniem pragnie za wszelką cenę zlikwidować nastoletniego chłopca obdarzonego ognistymi mocami. Dopiero na końcu poznajemy motywację mężczyzny. Ten aspekt stanowi też duży atut. Nie ma tu banalnego podziału na dobro i zło. Można powiedzieć, ze postacie przechodzą metamorfozy i z czarnej strony mocy przechodzą na jasną albo na odwrót.

 W filmie jest szereg nawiązań do popkultury. Obrywa się Wolverinowi, Krainie Lodu czy Batmanowi. Momentami tych docinek i żartów jest za dużo, na całe szczęście twórcy z czasem umiejętnie tonują nastroje i nie wchodzą na drogę kiczu. Pierwsza część była bardziej na serio i co najgorsze zbyt przewidywalna, w przypadku sequela tego problemu nie ma i dzięki temu te dwie godziny mijają jak z bicza strzelil. Myślę, że doczekamy się kolejnej kontynuacji, choć wolałbym by jednak do tego nie doszło, bo boję się, że zmieni się to w medialny i kasowy cyrk a to zawsze psuje wartość artystyczną.

Ocena: 4,5/6

Strażnicy cnoty

tyl33

 

 Podchodząc do kasy w kinie (w wiadomym celu) usłyszałem jak pracowniczka kina recenzuje klientom film, o którym dziś powiem. Dlatego tak bardzo utkwiło mi to w pamięci? Powód jest prosty,  Ci klienci byli po 60- tce a ona mówiła o utracie dziewictwa itp. Przyznam, że mocno się wzbraniałem przed pójściem na ten film, bo po obejrzeniu zwiastunu spodziewałem się prymitywnej amerykańskiej komedyjki i żartów o wydalaniu. Niewiele się pomyliłem, bo długimi momentami tego typu żarty wiodą prym. Historia kręci się wokół trójki rodziców, których córki pragną na balu maturalnym przeżyć swój pierwszy raz. Rzecz jasna gdy mimochodem starszyzna poznaje plany swoich pociech zaczyna się gorączkowa burza mózgów jak temu zaradzić? Właśnie przez większą część czasu filmu poznajemy sposoby na uniknięcie wpadki.

 To co mnie najbardziej razi to fakt, że jest to komedia niesmieszna. Za dużo w ostatnim czasie takich obejrzałem. Kreacje aktorskie równiez nie powalają, a o dialogach nawet nie warto wspominać, bo stanowią jeden z najsłabszych punktów filmu. Myślę, że widzowie filmów Patryka Vegi znakomicie odnajdą się w takowej konwencji. Za dużo wątków naraz, parę jest interesujących i wartych rozwinięcia. Mam tu na myśli sytuacje młodej dziewczyny, która ma odmienną orientacje seksualną od swoich przyjaciółek i nie ma odwagi się im do tego przyznać oraz boi się reakcji społeczeństwa na tę wieść. Tyle tylko, że tak poważny wątek, w tak słabej komedii nie miał prawa dać jej powodzenia. Myślę, że reżyserka Kay Cannon powinnna szybko wyrzucić ten projekt z głowy i przy okazji następnych dać z siebie nieco więcej i pokazać coś zabawniejszego niż wymiotujących nastolatków.

Ocena: 2/6

© Filmowy hejt
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci