Menu

Filmowy hejt

Kino słowami pasjonata

Wojna o planetę małp

tyl33

 Przyznam, że ostatnio w kinie przeżyłem prawdziwy szok. Widząc trailer do filmu "Wojna o planetę małp" spodziewałem się oklepanej konwencji, w której to będzie klasyczny podział na trzy strony sporu: pierwsza to małpy, druga to ludzie polujące na nie i pragnące ich wyginięcia i wreszcie trzecia, która będzie chciała pogodzić zwaśnione strony. Tym razem ta ostatnia grupa została wygumkowana, co dodało projektowi wyrazistości i smaku. W poprzednich częściach historia niby kręciła się wokół małp ale z drugiej zaś bywały one na ekranie zdecydowanie krócej od ludzi. W tej części od samego początku jesteśmy w obozie małp, któremu przewodzi Cezar, przepełniony jest on smutkiem, żalem i chęcią zemsty wobec rasy ludzkiej, która uśmierciła część jego rodziny. Nie można jednak patrzeć na jego osobę jednowymiarowo i jednoznacznie, ponieważ on zawsze dbał i starał się utrzymywać pokojowe relacje  z ludźmi. Tym razem jednak wszelkie sentymenty i hamulce zanikły, zwłaszcza gdy na rozkaz Pułkownika zabijani byli kolejni "ludzie" Cezara. Wydawać by się mogło, że film stopniowo będzie zmierzał do nieuniknionego czyli ostatecznego starcia na polu bitwy między zwaśnionymi stronami. Tymczasem było inaczej, powiedziałbym, że film skupia się na motywacjach, uczuciach jednostek. Przede wszystkim relacji Cezara i Pułkownika. Wiadomo, że widz kibicuje od samego początku temu pierwszemu, gdyż jego motywacje są zdecydowanie bardziej humanitarne i zdroworozsądkowe. Natomiast czym kieruje się ten drugi? To jest ciekawy wątek, na który odpowiedź poznajemy na końcu filmu.

 Należy pochwalić Woody'ego Harrelsona, który wypadł niesamowicie wiarygodnie jako czarny charakter. To samo tyczy się wcielającego się w rolę Cezara Andy Serkisa. Jeżeli ktoś nie widział poprzednich części, to nie musi się obawiać, gdyż twórcy zadbali i o tych wspominając na początku i w środkowej fazie o przebiegu zdarzeń  z przeszłości. Moim zdaniem ta część na tle poprzednich wypada zdecydowanie lepiej. Jest mroczniejsza, pozbawiona banałów, przepełniona emocjami bohaterów i niespodziewanymi zwrotami akcji. Polecam.

Ocena: 5/6

Kapitan Majtas: Pierwszy wielki film

tyl33

 Okres wakacyjny generuje w kinach wysyp animacji dla dzieci. Pytanie jest tylko takie, czy ta dzisiejsza w swoim przesłaniu nie poszerza grupy docelowej? Oglądając bajkę, kilkukrotnie można dostrzec nawiązania do sytuacji politycznej w Polsce i do ludzi, którzy nią rządzą. Uprzedzam jednak, że animacja nie ma charakteru propagandowego tylko jest opowieścią o przyjaźni, samotności i kompleksach ludzkich. Przede wszystkim jest to jednak festiwal drwin i żartów stosowanych przez dwójkę głównych bohaterów czyli George'a i Harolda. W szkole mają opinie największych żartownisiów, dlatego są wiecznie pod lupą dyrektora szkoły, gdy mężczyzna w końcu przyłapuje ich na gorącym uczynku zostają podstawieni pod ścianą i w końcu za wszystkie grzeszki ma ich spotkać zasłużona kara.

 Z czasem w animacji powstaje klasyczny podział na dobro i zło. Choć motywacje czarnego charakteru mogą budzić w odbiorcy zrozumienie i empatie. Więcej zdradzał nie będę. Niestety animacja nie wciąga, owszem zdarza się wiele momentów śmiesznych, ale akcja filmu kilkukrotnie kręci się wokół nieistotnych wątków i zdarzeń, które niczego nie wnoszą. Nie można jednak powiedzieć, że oglądanie "Kapitana Majtasa: Pierwszy wielki film" jest kompletną stratą czasu. Przyznam, ze parę razy parsknąłem śmiechem, ale porównywanie go do wielkich hitów poprzednich lat jak "W głowie się nie mieści" czy "Zwierzogród" byłoby wielkim nadużyciem. Jeżeli chodzi o polski dubbing to nie odnajdziecie w tym projekcie żadnego znanego nazwiska. Myślę, że pójście ze swoimi pociechami na "Kapitana Majtasa: Pierwszy wielki film" nie będzie złym pomysłem, choć cudów się nie spodziewajcie.

Ocena:4/6

Dunkierka

tyl33

 Christopher Nolan to jeden z tych reżyserów, na którego filmy się czeka. Do tej pory zasłynął takimi tytułami jak: "Incepcja", "Mroczny Rycerz" czy "Interstellar". Dziś powraca z filmem stricte wojennym czyli "Dunkierką". To co najbardziej zaskakuje to fakt, że film nie ma głównego bohatera. Jest kilka postaci, które łączy jedno: chęć przetrwania nawałnicy na morzu. Nie będę ukrywał, że konwencja jaką otrzymujemy tu nie jest z mojej bajki, a mianowicie półtoragodzinnego pościgu na wodzie. Oczekuje się jedynie na to ile osób przeżyje. Doceniam klimat pełen niepokoju, strachu, napięcia, dużo efektów specjalnych, znakomite kreacje aktorskie (Mark Rylace czy Cillian Murphy). Uważam jednak, że Nolan Ameryki w tym filmie nie odkrył. Atmosfera w nim momentami jest mocno senna, tak naprawdę oczekuje się na jakiś przełom. Żałuję ponadto, że nie został wykorzystany potencjał artystyczny Toma Hardy'ego. Przez większą część czasu filmu obserwujemy go gdy jest za sterami myśliwca, więc niewiele ze swojego aktorskiego talentu mógł zaprezentować. Do plusów zaliczyć na pewno trzeba muzykę Hansa Zimmera, która tworzyła niesamowity, hipnotyzujący klimat.

 Ciekawym zabiegiem Nolana było zaangażowanie do filmu Harry'ego Stylesa z muzycznego zespołu "One Direction", którego filmografia jest mocno uboga. Podejrzewam, że był to zabieg marketingowy mający przyciągnąć młode pokolenie do kin, które dla swojego idola pójdzie do kina. Nie będę tu młodego muzyka krytykował bo wypadł bardzo dobrze, zresztą tak można powiedzieć o wszystkich z obsady. "Dunkierka" zrobiona została absolutnie perfekcyjnie pod każdym względem, ale brakuje jej ikry, któraby tak wybrednego odbiorcę jak mnie porwała. Ale to tylko moje zdanie. Jeżeli się nie zgadzacie, jestem otwarty na merytoryczne argumenty.

Ocena: 5/6

Alibi.com

tyl33

 Statystyki mówią, że z upływem lat wzrasta liczba rozwodów w naszym kraju. Dziś francuska kinematografia postanowiła mocno wykpić wątek nieuczciwych małżonków. Główny bohater filmu prowadzi agencje Alibi.com, która pomaga zdradzającym lub oszukującym najbliższych ludziom w prowadzeniu podwójnego życia. Gregory do pewnego momentu nie ma problemów moralnych w prowadzeniu takiego interesu. Zmienia się to jednak w momencie, gdy poznaje miłość swojego życia, którą również musi okłamywać ze względu na swoją profesję. Sytuacja dodatkowo komplikuje się, gdy okazuje się, ze jednym z klientów Gregory'ego jest ojciec kobiety. Film jest niesamowicie zabawny, żarty może intelektualnie nie są najwyższych lotów, ale trudno się z nich nie śmiać. Hitem jest scena z uchodźcami. Pod względem aktorskim może nie odnajdziemy tu żadnych dużych nazwisk, ale to nie problem bo Ci co są dają radę. Największym atutem filmu jest znakomicie przemyślana i zrealizowana fabuła no i świetne poczucie humoru. Myślę, że nawet do największych sztywniaków ono trafi. Dialogi są kluczem, nie ma tu zbyt wielu scen pościgów czy jakiś dodatkowych efektów.

 Przy okazji poprzedniego wpisu dużo słów krytycznych z mojej strony skierowałem do mody na francuskie komedię i ich jakości. Dziś muszę przyznać się do błędu, gdyż plotki o śmierci francuskiej komedii należy uznać za mocno przesadzone. Co więcej uważam, ze "Alibi.com" jest najzabawniejszą komedią tego roku i myślę, że w naszym kraju okaże się wielkim hitem. To co mnie zaskoczyło w tej produkcji to zakończenie i  przesłanie, które z niego płynie mimo, ze to w założeniu miała być pełna drwin komedia. Niestety na premierę filmu będziecie musieli poczekać do piątku ale uważam, ze film koniecznie trzeba obejrzeć i mimo pozytywnych prognoz pogodowych na najbliższe dni polecam zabukowanie sobie biletów na weekend do kina.

Ocena: 5,5/6

Czym chata bogata!

tyl33

 Poprawność polityczna jest dziś jednym z zagrożeń współczesnego świata. Filmowcy rzadko kiedy jednak mają odwagę by o niej w dosadny sposób mówić, dystansując się na każdym kroku lub ją popierając. Twórcy "Czym chata bogata!" można powiedzieć, że zrobili laurkę, propagując tolerancje i szacunek między sprzecznymi ideologicznie nacjami. Z jednej strony rodowici Francuzi żyjący w luksusie, z drugiej zaś żebrzący, zbierający złom i kradnący Romowie.  Mocno obśmiano tu mentalność tych ludzi i ich sposób bycia, ale też pokazano ich jako normalnych, pozytywnych i przyjacielsko nastawionych ludzi.

 Cała historia skupia się wokół rodziny, która w celach promocyjno- marketingowych decyduje się na propagowanie tolerancji poprzez rzucenie hasła w trakcie debaty politycznej o tym, że przygarną do siebie każdego Rumuna, który zjawi się pod ich posesją. Nietrudno się domyślić co było dalej. Pojawił się Bobik ze swoją rodziną i mocno zatruwa ustabilizowane do tej pory życie rodziny. Głównym bohater Jean Etienne  nie jest na pewno idealną twarzą poprawności politycznej ze względu na swoją hipokryzje, zakłamanie i fałsz wobec nie tylko swoich gości. Myślę, że sam pomysł na fabułę jest niezwykle udany, tyle tylko, że realizacja pozostawia wiele do życzenia. Momenty zabawne owszem się zdarzają ale jest ich stosunkowo niewiele. Jakoś beznamiętnie przeszedłem wobec tego filmu. Jeżeli chodzi o poziom aktorski, to nie ma tragedii, choć też nie zachwycałbym się nad nikim szczególnie. Francuskie komedię w ostatnim czasie mocno falują, jest ich wysyp, ale jedyną, która mnie na przestrzeni miesięcy porwała był "Facet do wymiany". Być może więc pewien trend i moda na komedię z tej kinematografii słabnie? "Czym chata bogata!" nie jest słabym filmem, ale do perfekcji wiele mu brakuje.

Ocena: 4/6

© Filmowy hejt
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci