Menu

Filmowy hejt

Kino słowami pasjonata

Maudie

tyl33

 Jednym z największych wyzwań aktorskich jest zagranie autentycznej postaci, która w swoim życiu osiągnęła sukces, będąc przy tym ekscentryczna i dość specyficzna. Właśnie przed takim wyzwaniem stanęła przy okazji filmu "Maudie" Sally Hawkins i trzeba przyznać, że zagrała fenomenalnie. Ona była tą postacią, widać, ze wykonała multum pracy by efekt końcowy był jaki był. Do tego mając u boku znakomitego aktora jakim jest Ethan Hawke, to nie miało prawa się nie udać. Historia kanadyjskiej malarki Maudie, której życie lekkie nie było absolutnie powala. Trudna sytuacja rodzinna, poronienie, które miało wpływ na jej psychikę. Wszystko zmienia się gdy zatrudnia się jako gospodyni domowa u gburowatego, chamskiego prostaka Everetta Lewisa, który przykładnym obywatelem raczej nie jest i nigdy nie będzie. Niezwykle trudny człowiek. W jego roli Ethan Hawke wypadł równie rewelacyjnie jak jego koleżanka z planu.

 Film ten ewidentnie pokazuje, ze prawdziwe piękno siedzi w środku człowieka i gołym okiem go nie widać, ale jak się go poszuka , to jest ono możliwe u każdego, niezależnie od wieku czy urody. Być może oboje bohaterów intelektualnie nie prezentuje wysokiego poziomu ale trudno ich nie lubić, nawet Everetta,który wbrew pozorom jest dobrym człowiekiem, pełnym poświęceń dla rodziny. Niezwykle przyjemnie ogląda się film Aisling Walsh. Prostota życia głównych postaci jest mocno uwypuklona i niezwykle urzeka swoim autentyzmem. Wielka szkoda, że produkcja w naszym kraju raczej furory nie zrobi ze względu na jej niszowość. Nawet na seansie, na którym byłem na sali była jedynie garstka ludzi i to raczej nie był widz zaciekawiony najnowszym filmem Patryka Vegi "Botoks". Wcale się nie zdziwię jak Sally Hawkins za tę rolę otrzyma Oscarową nominacje, bo moim zdaniem na nią zasługuję, film polecam. Śpieszcie się póki jeszcze leci w kinach.

Ocena: 5/6

Linia życia

tyl33

 

 Ten weekend pod względem kinowym był kompletną katastrofą. Obejrzałem trzy filmy i o każdym z nich niewiele pozytywnego można powiedzieć. Dziś opowiem o produkcji, która reklamowana była jako horror, tyle tylko, że nie miało z nim wiele wspólnego. Przez większość część czasu filmu obserwujemy chaotycznie opowiedzianą historie piątki stażystów w szpitalu, którzy poprzez wybryk jednej z dziewczyn z paczki wpadają w śmiertelne kłopoty. Traumy i grzechy przeszłości wrócą. Te słowa może i brzmią intrygująco, tyle tylko, ze odnoszę wrażenia, że twórcy nie bardzo mieli pomysł na ten film. Czy ma to być horror, thriller czy science fiction? Mieszanka potencjalnie mogła być wybuchowa, tylko jak nie ma dobrego scenariusza to nawet najlepsi aktorzy nie uratują sytuacji. Obsada może powalająca nie była, lecz parę znanych osób było: kojarzona z serialem "Pamiętniki wampirów" Nina Dobrev, hiszpański aktor Diego Luna  czy znana z takich filmów jak "Incepcja", "Zakochani w Rzymie" Ellen Page, choć muszę przyznać, że dość tajemniczy początek budował napięcie, dzięki, któremu też nie zasnąłem, no ale oczekiwanie na coś wyjątkowego było dużym błędem. Myślę, że nazwanie "Linii życia" horrorem byłoby ujmą dla mistrzów tego gatunek. W ostatecznym rozrachunku to nawet sam nie wiem o co miało chodzić w tym filmie?

 Jedyny plus jest taki, że raczej  nie ogłupi on polskiego społeczeństwa bo sądząc po frekwencji na seansie to hitem on się nie stanie. Czasem gdy się chcę za bardzo błysnąć stwarzając coś pozornie oryginalnego można od tego zginąć, niestety twórcy "Linii życia" nie odkryli Ameryki. Zastanawiam się co kierowało aktorami, którzy wzięli udział w tym projekcie, że zdecydowali się w tym kiczu wystąpić, no ale zapewne brak konkurencyjnych propozycji lub po prostu kasa? Tego się nie dowiemy.

Ocena: 2/6

Emotki

tyl33

 

 Ten weekend w kinach zapowiadał się niezwykle interesująco, z jednej strony premiera długo wyczekiwanego kontrowersyjnego filmu Patryka Vegi "Botoksu", z drugiej zaś obiecująco zapowiadającej się bajki "Emotki". Co najgorsze obie propozycje mocno zawiodły. O ile nie miałem większych oczekiwań względem "Botoksu" to  wobec "Emotek" dość spore. Tyle tylko ze balon chyba był zbyt mocno napompowany, bo w animacji nie ma nic zapadającego w pamięć. Humor na poziomie dziecinnym, a jeżeli chodzi o głębie to też szału nie ma. Każdy z nas korzystający z laptopów, smartfonów, komputerów w trakcie rozmowy ze znajomymi, partnerką lub partnerem używa emotikonek wyrażających emocje, wiec temat na film znakomity, tyle tylko, ze zrealizowany przez nieodpowiednią wytwórnię. Gdyby za realizację wzięło się studio Pixar, Walt Disney czy nawet DreamWorks Animation to zapewne efekt byłby bardziej okazały. Sony Pictures Animation niestety zawalił sprawę na całej linii. Akcja animacji kręci się wokół Minka, który chce  wybić się wśród swojej społeczność i dlatego ma zostać emotikonem w smartfonie młodego chłopaka. Niestety nie wszystko układa się po jego myśli i właśnie wokół tego kręci się cała historia. Dużo tu banałów i oklepanych schematów. Momenty były, ale na palcach jednej ręki można je wymienić.

 Przyznam, że jestem bardzo rozczarowany ostatnimi animacjami. Jedyna, która prezentowała poziom i zapadła mi w pamięć to "Sing" natomiast reszta to wszystko na jedno kopyto. Mam nadzieję, że studio Pixar przestanie robić filmy wspólnie z Waltem Disneyem, bo te ich produkcje są słabe, niech robią lepiej odrębne projekty i nadal ze sobą rywalizują. Chciałbym coś pozytywnego napisać i jedyne co mi przychodzi do głowy to dubbing, który był zrobiony znakomicie, lecz warstwa artystyczna pozostawia wiele do życzenia.

Ocena: 3/6

Botoks

tyl33

 

 Wczoraj na jednym z portali internetowych przeczytałem wywiad z reżyserem  "Botoksu" Patrykiem Vegą na temat jego filmu. Jak twierdzi trzynastu aktorów odmówiło mu udziału w projekcie, ponieważ rzekomo był dla nich zbyt kontrowersyjny. Marketingowo takie słowa stanową znakomitą reklamę, tylko czy rzeczywiście motywacje aktorów były takie jak twierdzi Vega? Szczerze powątpiewam, raczej przeczytali scenariusz i zobaczyli, ze to zwykły komercyjny ściek. Vega po fatalnym "Pitbullu: Niebezpieczne kobiety" jeszcze bardziej obniżył loty. "Botoks" jest zlepkiem historii kilku postaci, które z czasem połączy poczucie nienawiści. Film nie ma ładu i składu, wrzucone i nie dokończone jest tu wiele wątków, mi.n o przekrętach firm farmaceutycznych, aborcji, in vitro, niekompetentnych lekarzach. Z jednej strony film jawi się jako porażający dramat, z racji ukazania patologii szpitalnych, z drugiej zaś strony jest komedią, albo w założeniu miał nią być. Pod tym względem bardzo przypomina jego poprzedni film.

 Myślę, że Vega nie ma szacunku do polskiego widza, uważając, że przaśne żarty są wstanie pociągnąć filmu od początku do końca i że głupi lud to kupi. Oczywiście w obsadzie istna plejada gwiazd: Olga Bołądź, Tomasz Oświęcimski, Agnieszka Dygant, Piotr Stramowski czy Janusz Chabior. Nie sztuką  jednak jest tylko krytykować tego filmu, bo każdy kto choć trochę zna się na kinie wie, że to artystyczne dno, więc wskaże pozytywy. Widzę dwa plusy: postać i gra aktorska Piotra Stramowskiego, który jako jeden z nielicznych wyszedł z twarzą i wypadł znakomicie. Drugi to postać grana przez Sebastiana Fabijańskiego, które jest  jednym z najbardziej niedocenianych polskich aktorów. Podejrzewam jednak, ze film okaże się dużym sukcesem kasowym, bo zawsze gdy obśmiana zostaje jakaś znienawidzona grupa społeczna to ludzie chętnie to kupią. Niestety Vega po raz kolejny zawiódł i mam wrażenie, ze lepiej nie będzie. Więc nie dajcie się zwieść cyrkowi medialnemu, który się objawił przy okazji "Botoksu" tylko pozostańcie w domu albo wybierzcie inną propozycje kinową.

Ocena: 2/6

Ptaki śpiewają w Kigali

tyl33

 Trzy lata temu zmarł wybitny polski reżyser Krzysztof Krauze, twórca takich wybitnych filmów jak: "Plac zbawiciela" "Mój Nikifor" czy "Dług". W piątek do kin wszedł ostatni film, w którym maczał palce czyli "Ptaki śpiewają w Kigali". Film przepełniony jest martyrologią, długimi scenami, z niesamowicie oryginalnych perspektyw przedstawiany. Dla przykładu: pokazywana jest twarz albo jednego rozmówcy, albo jakiś punkt pokoju, a My jedynie słyszymy konwersacje dwójki ludzi. Dużo jest tu dialogów, epatowania obrazem. Obserwujemy losy tych, którzy przeżyli ludobójstwo w dalekiej Ruandzie. Reżyser nie epatuje brutalnością i dosłownością, jakby dbał o wrażliwość odbiorcy. Film na pewno jest wielowymiarowy. Z jednej strony dotyka problemu samotności, problemu uchodźczego i praw takich ludzi w naszym kraju, do tego pokazuje Polskę, w której żądzą układy gdzie za przysługę i znajomości można otrzymać wszystko.

 Główna bohaterka Anna jest osobą mocno odpychającą i raczej nie mogącą budzić sympatii wśród odbiorców. Zraża swoimi zachowaniami wszystkich do siebie. Kobieta bez serca. Odbiór postaci lekko zmienia się w momencie gdy decyduje się przyjąć do swojego domu uchodźce z Afryki a mianowicie Claudine. Relacja Anny i czarnoskórej kobiety jest niezwykle specyficzna. Z jednej strony polka czuje się odpowiedzialna za los Claudine, z drugiej zaś przez swój trudny charakter często dochodzi między nimi do spięć. Pytanie jest tylko takie: dlaczego kobieta jej pomaga, co jest jej główną motywacją? Na samym końcu poznajemy odpowiedź. Film składa się z wielu niedopowiedzeń, myślę, ze przeciętny zjadacz chleba po pół godzinie uśnie na nim. Warto podkreślić znakomite kreacje Jowity Budnik, która jest ulubioną aktorką Krauzego, gdyż występowała we wszystkich najlepszych filmach reżysera. Dodatkowo wcielająca się w postać Claudine Eliane Umuhire również zachwyca, co też powoduje, ze ogląda się to dobrze. Myślę, że Krauze pożegnał się z polskim widzem z klasą i niech spoczywa w pokoju.

Ocena: 5/6

© Filmowy hejt
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci