Menu

Filmowy hejt

Kino słowami pasjonata

Whitney

tyl33

 Gdy wracam pamięcią do lat 90-tych to oprócz pamiętnego Mundialu 1998 we Francji mam w głowie głośny koncert Whitney Houston i kontrowersje, który wyniknęły przy okazji tego występu, który miał miejsce w 1999 roku w Sopocie. Wtedy fala hejtu przeszła w naszym kraju na amerykańskiej gwieździe. Dziś w dużej mierze za sprawą dokumentu "Whitney" poznałem powody skandalicznego zachowania piosenkarki. Myślę, że nie muszę nikomu pisać kim jest Whitney Houston? Gdyby dziś zapytać przeciętnego Polaka z czym kojarzy mu się wokalistka? To zapewne większość odpowie: z filmem "Bodyguard" i z piosenką z tego filmu czyli "I Will Always Love You".

 Niewielu jednak wie, że kobieta od lat miała problem z narkotykami. W dużej mierze wokół tego wątku kręci się dokument Kevina MacDonalda. Trzeba docenić ten projekt ponieważ jest zrealizowany rzetelnie i w miarę bezstronnie. Pokazane są zarówno zalety i wady wokalistki. Liczne związki z mężczyznami, używki, kaprysy, a z drugiej strony pokazanie wrażliwości, sposobu bycia i stosunku do społeczeństwa. Widoczne są tu podobieństwa do historii życia Amy Winehouse. Zachowując wszelkie proporcje, bo Houston zdobyła nieporównywalnie większą popularność od Brytyjki. Obie jednak nie były w stanie poradzić sobie z popularnością i pokusami, które się z tym wiązały.

 

 Do tego dochodzi skomplikowana sytuacja rodzinna. Mam tu na myśli toksycznych rodziców. Tych podobieństw jest jeszcze wiele. Film pokazuje smutną rzeczywistość piosenkarki, która miała niebotyczny talent i możliwości. Moim zdaniem film jest wielowymiarowy. W dużej mierze pokazuje jakie było i jest amerykańskie społeczeństwo, tzn. przesiąknięte podziałami i dyskryminacjami, ale uspokajam, nie jest to film propagandowy. Najciekawsze są setki z udziałem ludzi z otoczenia gwiazdy. Można między słowami wyczytać wiele ciekawostek. Zwłaszcza mam tu na myśli wypowiedzi byłego męża amerykańskiej wokalistki czyli Bobby'ego Browna. Uspokajam, nie jest to kolejny usypiający dokument. Nie rozczarujecie się.

Ocena: 5/6

Jestem taka piękna

tyl33

 Swego czasu w świecie piłkarskim do reprezentacji Hiszpanii przypisana została maksyma: "Grają jak nigdy, przegrywają jak zawsze". W pewnym sensie to zdanie jest tożsame z przesłaniem filmu, o którym dziś powiem. "Jestem taka piękna" mówi o tym, że piękno wizualne nie powinno decydować o tym jak człowiek zostaje odbierany przez ludzi na około. Renee (Amy Schumer) pracuje w korporacji kosmetycznej na jednym z podrzędnych stanowisk. W tle zmaga się z kompleksem nadwagi. Kobieta stara się schudnąć ale od lat jej to nie wychodzi. Wszystko zmienia się w momencie gdy uderza się w głowę i tym samym traci przytomność. Budząc się zaczyna dostrzegać w sobie piękno i staje się przeciwieństwem mentalnym osoby, którą była do tej pory.

JCBktkqTURBXy80ODJmNmM4Zjg5MjFiMzEwYjRhMjI5NTk2M2Y5ZDg0Ni5qcGVnk5UDAMy7zRUXzQvdkwXNAxTNAbyVB9kyL3B1bHNjbXMvTURBXy8yMzM3YzlmZDZiOTMxZWU2Y2I

 Z mojej perspektywy największym plusem produkcji jest kreacja Michelle Williams, która wciela się tu w postać głupiutkiej gwiazdeczki, która z wyjątkiem urody i bogatej rodziny nie miała się czym chwalić. Natomiast wcielająca się w postać Renee, Amy Schumer może budzić sympatie ale dla mnie jest ona aktorką charakterystyczną ze względu na swoją nadwagę a co za tym idzie bardzo przewidywalną, więc niczym mi nie zaimponowała. "Jestem taka piękna" jest klasyczną komedią romantyczną, nie wyróżnia się niczym na tle innych. Dla mnie długimi momentami jest straszliwie głupawa i nieśmieszna. Zdarzyło mi się w połowie seansu kilka razy ziewnąć i to nie z niewyspania tylko z faktu, że naprawdę nic ciekawego na ekranie się nie działo. Trochę film przypominał fazę grupową Mundialu i nie mam tu na myśli tylko meczów Polaków. Nie zmienia jednak to faktu, ze gdybyśmy podeszli do fabuły na poważnie to dałoby się z niej wycisnąć parę ciekawych wniosków. Tylko czy ktoś po obejrzeniu będzie dokonywał dogłębnej analizy klatka po klatce? Jedni będą rozbawieni a drudzy (tacy jak ja) będą w sposób ambiwalentny oceniało to co zobaczyło na ekranie. Uważam jednak, ze dla kreacji Michelle Williams film warto zobaczyć.

Ocena: 4/6

W cieniu drzewa

tyl33

 wcieniudrzewa759x500

" Z rodziną najlepiej się wychodzi na zdjęciu". To powiedzenia znakomicie odnosi się do akcji filmu "W cieniu drzewa". Tylko należy nanieść poprawkę na jedno słowo. "Z sąsiadami" a nie "z rodziną". Często, gdy w rodzinie panuje zastój i pustka to warto poszukać na siłę problemu i wroga. W tym przypadku jednak wpływ na późniejsze zdarzenia ma śmierć syna głównej winowajczyni sąsiedzkich niesnasek.

 wcieniudrzewafotos2

 

 Problemem wg Ingi jest nowa partnerka sąsiada. Właśnie ona domaga się od Ingi i Baldvina wycięcia drzewa, które zasłania słońce opalającej się kobiecie. Nietrudno domyślić się, że prośba nie zostaje spełniona. Ten drobiazg doprowadza do eskalacji konfliktu a konsekwencje tych niesnasek będą tragiczne dla obu stron. W tle spotykamy również postać Atliego, który jest drugim synem Ingi i Baldvina. Mężczyzna męczy się w swoim małżeństwie, jednak gdy żona przyłapuje go na masturbowaniu się przy filmiku, którego gwiazdą jest sam Atli. Wtedy to właśnie jego życie zaczyna tracić sens, bo trudno jest wybaczyć zdradę. Sytuacje komplikuje osoba córki, którą para wspólnie wychowują. Ten wątek jednak pozostaje w tle i w ostatecznym rozrachunku traci na znaczenie bo rodzinne brudy wychodzą tu na pierwszy plan. To co jest największym atutem polsko-islandzkiej produkcji to klimat filmu znakomicie oddający mentalność i styl życia ludzi ze Skandynawii. Niestety jest to gorzkie i smutne kino a zakończenie rozłoży was na łopatki. Sam do teraz jestem w szoku do jakich czynów może doprowadzić pustka i cierpienie. 

2181_840x420

Ocena: 5/6

Kochając Pabla, nienawidząc Escobara

tyl33

 

 Często mawia się, że za każdym sukcesem mężczyzny kryje się kobieta. Znakomitym przykładem tego są sportowcy, którym odwaliła woda sodowa do głowy. Dowodem na potwierdzenie tej tezy jest  reprezentant Polski Kamil Grosicki, który po wielu upadkach, głównie za sprawą kobiety podnosił się i dzięki temu teraz jest jednym z bohaterów narodowych ( przed meczem z Senegalem). Ta historia jest mocno tożsama z "karierą" Pablo Escobara. Właśnie jednym z "ojców" sukcesu kolumbijskiego bossa jest kobieta. Film, o którym dziś powiem w dużej merze to właśnie sugeruje. Mimo, że mężczyzna wiernym zonie nie jest, to ani mu w głowie odchodzić od niej. Jedną z kusicielek jest gwiazda kolumbijskiej telewizji Virginia Vallejo (Penelope Cruz). Nie trudno się domyślić tego, że mężczyzna traci przy niej głowę. Tylko czy ona zauroczyła się bardziej w nim czy jego majątku i wpływach? Odpowiedź w dużej mierze poznajemy na końcu.

 

 

 Twórcy przyjęli konwencję opowieści wydarzeń z perspektywy dziennikarki, która jest tu narratorką. Niestety w pewnym momencie wątek kobiety i jej relacji z Escobarem zanika i można mieć o to sporą pretensje, bo oglądanie po raz setny najważniejszych wydarzeń z życia kolumbijskiego bossa jest nurzące. Co gorsza film jest zdecydowanie za długi. Aktorsko wszyscy się bronią, zwłaszcza jak zawsze zmysłowa Penelope Cruz. Javier Bardem jako Pablo Escobar wypada obiecująco, choć widziałem go w lepszych kreacjach. Największym problemem jest jednak kompletny brak chemii między głównymi bohaterami. Jakoś nie czułem uczucia, którym rzekomo darzyła kolumbijskiego gangstera Virginia Vallejo, a może założeniem twórców było zmarginalizowanie tej relacji i pokazanie jej jako zwykłego układu na seks. Myślę, ze właśnie z takiej perspektywy podchodził do tego główny bohater. Wiadomo jednak jak kobiety podchodzą do tych spraw. Dodatkowo, co może zabrzmieć absurdalnie. Twórcą nie udało się pokazania bohatera w taki sposób by odbiorca go polubił i zaczął mu kibicować. Puszczam tu oko do wielu hollywoodzkich produkcji, w których czarny charakter budzi w widzu pozytywne emocje. Jeżeli lubicie Penelope Cruz to film polecam, a jak jest Wam obojętna to lepiej unikajcie kina na odległość.

Ocena: 3,5/6

Twój Simon

tyl33

 

 Zastanawiam się czy obecność w filmie "Twój Simon" dwóch aktorów z kontrowersyjnego serialu "13 Reasons Why" jest dziełem przypadku? Myślę, że w pamięci tak bardzo utkwiła aktorka wcielająca się w postać samobójczyni, że twórcy postanowili postawić na kojarzoną szerokiemu odbiorcy twarz. Moim zdaniem jednak Katherine Langford niczego ożywczego nie wniosła i także bez niej film byłby udany. Produkcja porusza wiele wątków na czasie, które budzą sprzeczne emocję. Słynne pojęcie "coming out'u" wychodzi tu na pierwszy plan. Chłopak od maleńkości ukrywający swoją orientacje seksualną nagle dostaje motywację do ujawnienia się przed światem. Zapewne sporo ułatwiłoby gdyby chłopak nie chodził do szkoły tylko już miał stałą pracę. Wiadomo jak dzieci potrafią być złośliwe i bezwzględne. Główny bohater nie miałby życia przez najbliższe kilka lat a może i dłużej.

 Tytułowy Simon natrafia za sprawą koleżanki na blog chłopaka z tej samej szkoły, który pisze o swojej inności seksualnej, nie ujawniając rzecz jasna swoich personaliów. Za sprawą tego główny bohater zaczyna korespondować ze SMUTNYM (tajemniczy bloger) i opowiadać mu o swoim problemie i walce ze sobą. W rolę Simona wciela się Nick Robinson ("Jurassic World", "Ponad wszystko") i trzeba przyznać, ze spisuje się obiecująco. Jego postać budzi sympatię i nawet jeżeli ktoś ma poglądy homofobiczne to i tak go polubi. Jedyny zarzut jaki można postawić filmowi to nadmierna wiara w tolerancje społeczeństwa. Zakończenie jednak jest mało wiarygodne i zbyt życzeniowe. Sam film jednak ogląda się niezwykle przyjemnie. Wiele jest momentów do śmiechu. Warto zwrócić uwagę ponadto na postać szkolnego klauna Martina (Logan Miller). Oderwanie od rzeczywistości chłopaka jest tak wielkie, że aż zabawne. Stanowi obok Simona jeden z największych atutów filmu. Zapewne produkcja nie nauczy ludzi tolerancji ale na pewno zapadnie w pamięć ze względu na jakość artystyczną. Polecam.

Ocena: 5/6

© Filmowy hejt
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci