Menu

Filmowy hejt

Kino słowami pasjonata

Zabicie Świętego Jelenia

tyl33

 Colin Farrell i Nicole Kidman to postacie znane każdemu przeciętnemu zjadaczowi chleba, dziś pojawiają się po raz drugi na przestrzeni ostatnich mięsięcy razem na ekranie przy okazji projektu Yorgosa Lathimosa "Zabicie Świętego Jelenia". Film mroczny, pełen tajemniczości, dosłowności, mocno krwisty i trzymający w napięciu budzący przy tym wiele niepokoju. Głównym powodem jest jeden z głównych bohaterów czyli szesnastoletni chłopiec, który staje się nachalny wobec rodziny lekarza, który nieskutecznie operował  Jego ojca. Ten czując ciężar odpowiedzialności pozwala na to chłopakowi co doprowadzi do wielkiej tragedii. W role małoletniego Martina wciela się rewelacyjny Barry Keoghan, który swoim psychodelicznym i mrocznym spojrzeniem z automatu nie budzi zaufania. Dodatkowo w tle pojawię się kilka pobocznych wątków, które powodują ze dobrze się to ogląda. Jednym z nich jest wątek wychowanie dzieci. W rodzinie kardiochirurga panowała dyscyplina i wszystko zgodnie z wolą ojca. Nie lepsza była żona (Nicole Kidman), która również była oschła i czułość była dla niej czymś obcym, choć nie można zarzucić im braku miłości do dzieci.

 Warto trochę miejsca poświęcić Colinowi Farrellowi, który dla nas kojarzony jest głównie z głośnym romansem z Alicją Bachledą Curuś, zresztą o jego podbojach miłosnych swego czasu dużo więcej się mówiło niż o dokonaniach artystycznych. Teraz natomiast następuje duża zmiana w karierze aktora, bo wystąpił w dwóch bardzo dobrych filmach z rzędu. Oprócz "Zabicia Świętego Jelenia" mam tu na myśli "Na pokuszenie" Sofii Coppoli, gdzie również zachwycił podobnie jak tu w roli pełnego wad i słabości kardiochirurga. Ten aspekt właśnie daje widzowi wiele do myślenia, bo czy czasem to co spotkało głównego bohatera nie jest czymś na co zasłużył, swoim dotychczasowym postępowanie, w końcu każdy nasz czyn może mieć bolesne konsekwencje. Kodeks Hammurabiego się kłania.

Ocena: 5/6

 

Coco

tyl33

 Nigdy nie spodziewałbym się, że w ten weekend obejrzę animacje, która jakościowo przebija takie hity jak "W głowie się nie mieści" czy "Zwierzogród", a jednak "Coco" prezentuje tak wysoki poziom, że wątpię by komukolwiek nie przypadł do gustu. Być może jednym z powodów tego stanu rzeczy jest ponowne połączenie sił Walta Disneya ze studiem Pixar. Wcześniej wymienione animacje były autorskimi dziećmi, które do dziś walczyły o miano najlepszej animacji ostatnich 10 lat. To co jest najlepsze w "Coco" to Jego nieprzewidywalność. Początek zwiastował uroczą, optymistyczną ale i też banalną historie o dążeniu do marzeń mimo społeczeństwa zniechęcającego do walki o siebie. Z czasem jednak zostają wdrożone nowe wątki, które dodają smaku i powodują, że ogląda się to fenomenalnie.

 Cała akcja toczy się wokół młodego marzyciela Miguela, który kocha muzykę, niestety Jego rodzina zajmująca się od pokoleń przemysłem obuwniczym jest przeciwna temu kierunkowi w życiu chłopaka. Dla głównego bohatera idolem jest nieżyjący już muzyk i właśnie chęć bycia takim jak on napędza chłopaka do działania, no ale jak to zazwyczaj bywa droga do sukcesu nie jest taka prosta i nauczy chłopaka co jest rzeczywiście najważniejsze w życiu. Oczywiście jest to animacja, która spodoba się nie tylko najmłodszemu odbiorcy ale również i temu zdecydowanie starszemu, co na pewno należy uznać za dużą siłę tego projektu. W polskiej wersji dubbingowej usłyszymy głosy takich postaci jak: Maciej Stuhr, Bartosz Opania, Agata Kulesza, Paweł Wawrzecki czy Marian Dziędziel. Mam nadzieję, że "Coco" jest zapowiedzią coraz to lepszych animacji w najbliższym czasie, choć przeskoczenie jej w przyszłości będzie ogromnym wyzwaniem, ale kto nie próbuje ten nie spełnia marzeń.

Ocena: 6/6!!!

Cicha noc

tyl33

 Coraz bliżej Święta! Pierwszym przedsmakiem tego wyjątkowego okresu był sequel "Listów do M" czyli produkcji, która klimatem idealnie wpisywała się w wizje TVN-owskiej warszawki, gdzie wszystko jest idealne i musi zakończyć się happy endem. Nieco bardziej gorzko do tematu podszedł Piotr Domalewski w swojej najnowszej propozycji "Cicha noc". Poruszane jest tu wiele ważnych wątków. Poczynając od tematu emigracji za chlebem i lepszym bytem kończąc na temacie relacji rodzinnych i brudów, które kryją się w czterech ścianach i prędzej czy później muszą doprowadzić do dużego podziału. Świat pokazany przez Domalewskiego jest bliższy realnemu choć wiadomo, że w okresie świątecznym ludzie wolą czerpać pozytywne wzorce niż wojować bez opamiętania. Znakomicie w tym klimacie odnajdują się aktorzy, czyli Dawid Ogrodnik, Arek Jakubik i przede wszystkim Tomasz Ziętek, który nie jest znanym aktorem, ale jak dla mnie był tu fenomenalny i niezwykle wiarygodny w kreowaniu swojej postaci.

 Cała akcja rozgrywa się w Wigilie Bożego Narodzenia, w momencie gdy zjeżdżają się wszyscy w rodzinnym domu. Największym zaskoczeniem dla wszystkich jest obecność kursującego między Holandią a Polską Adama, którego motywacje od samego początku są nieznane. Z czasem poznajemy odpowiedzi na wszystkie pytania i poznajemy postacie oraz relacje między nimi. Mroczny i tajemniczy klimat filmu powoduje, że na odpowiedzi chcę się oczekiwać.

Na całe szczęście Domalewski w swoim przekazie nie pokazuje Świata w zupełnie czarnych kolorach sugeruje, że mimo różnic, pojednanie w rodzinie choć na czas tego wyjątkowego wydarzenia jest możliwe, jeżeli obie strony wykażą wolę. Zapewne większe tłumy przyniosą "Listy do M 3" i może dobrze, bo w końcu po co w Święta w rodzinnym gronie prać brudy?

Ocena: 5/6

Morderstwo w Orient Express

tyl33

 Szczytem narcyzmu reżysera filmowego lub teatralnego jest obsadzenie we własnym projekcie siebie jako głównego bohatera. Takie epizody zdarzyły się George'owi Clooney'owi , Ewanowi McGregorowi czy słynnemu Woody Allenowi. Podobnie postąpił zdecydowanie mniej znany od tej trójki irlandzki aktor i reżyser Kenneth Branagh. Niestety w tym przypadku pomysł ten był zdecydowanie nietrafiony. Sugerując się zwiastunem do filmu można było mieć dość duże oczekiwania, patrząc przede wszystkim na obsadę: Johnny Depp, Penelope Cruz, Judi Dench, William Dafoe czy Michelle Pfeiffer. Do tego zawsze gdy pojawia się w filmie wątek kryminalny, to każdy głowi się kto zabił i jakie miał motywacje? Tym razem śledztwo odbywa się w dość nietypowym miejscu, bo w pociągu pełnym ludzi z wyższych sfer, którzy mają wiele do ukrycia. Niestety na moment śledztwa czekamy ponad półgodziny, ten czas moim zdaniem niezbyt wiele wniósł do całości. Od momentu mordu na mężczyźnie w pociągu, film zaczyna nabierać jakichś barw, choć nie piał bym zbyt z zachwytu, gdyż nie ma nad czym.

 Jednym z najmocniejszych punktów produkcji jest gra aktorska, zwłaszcza wyróżniłbym tu Michelle Pfeiffer i Williama Dafoe, bo taki Johnny Depp to nadaje się już chyba tylko do udziału w teledyskach Marilyn Mansona. Jednak najmocniejszym punktem całego projektu jest zakończenie i odpowiedź na kluczowe pytanie, czyli kto zabił? Tyle tylko, że ono nie jest zasługą reżysera, gdyż film jest adaptacją powieści Agathy Christie.

Myślę, że efekt mógł być lepszy, gdyby w roli detektywa Poirot, wcielił się na przykład Johnny Depp. Być może taka rola podniosłaby go i pozbyłby się szufladki w postaci Jacka Sparrowa? Dla mnie postać detektywa była ogromnie kiczowata i nieprzekonująca. Podejrzewam jednak, nie zważając na moją krytyczną recenzje, że film przyciągnie tłumy ze względu na obsadę i zachęcający zwiastun, ale jak widać można zepsuć projekt, który nie miał prawa rozczarować.

Ocena: 3/6

Najlepszy

tyl33

 Łukasz Pałkowski to osoba, którą warto zapamiętać na dłużej. Początek jego kariery reżyserskiej zaczął się od niszowego filmu "Nasza ulica" (2004), następnie wybił się za pośrednictwem "Rezerwatu" (2007), jednak Jego kariera reżyserska rozwinęła się dopiero po znakomitym filmie biograficznym "Bogowie"(2014). Potem zaangażował się w seriale: "Belfer" czy "Diagnoza". Dziś powraca na duży ekran w wielkim stylu ze swoim nowym dzieckiem artystycznym w postaci filmu "Najlepszy". Historia podobnie jak w przypadku poprzedniego filmu Pałkowskiego jest oparta na faktach, tym razem poznajemy życie Jerzego Górskiego, który wskutek młodzieńczych grzechów wpakował się w ogromne bagno, w postaci uzależnienia narkotycznego. Wydawać by się mogło, że powstało wiele już podobnego typu filmów, o tym jak postać upada na dno po czym jak Rocky podnosi się i odnosi sukces, ale Pałkowski zrobił film tak sprawnie, że ogląda się to bardzo dobrze i z wypiekami na twarzy. Nie było przesadnego przynudzania, tylko prosty przekaz, nasycony jednak wieloma smaczkami.

 Pierwsze skrzypce gra wcielający się w postać Jerzego Górskiego Jakub Gierszał, który po raz kolejny udowodnił, że jest jednym z najlepszych polskich aktorów młodego pokolenia. Mimo, że historia opowiada o sportowcu, to nie jest to film stricte sportowy, raczej jest go tu mało. Więcej jest tu wątków miłosnych, walki z samym sobą, wpływu wychowania na dalsze funkcjonowanie dziecka aniżeli rywalizacji sportowej. Oprócz Gierszała na pochwały zasługuję kreacja Arkadiusza Jakubika czy Janusza Gajosa. Film jest zrobiony perfekcyjnie i co najistotniejsze w swoim przekazie trafia do każdego typu odbiorcy. Myślę, że  okaże się on hitem na miarę "Bogów" czy niedawnej "Sztuki kochania". Ciekaw jestem następnego filmu Pałkowskiego, czy może być lepszy od "Najlepszego"?

Ocena: 5,5/6

© Filmowy hejt
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci