Menu

Filmowy hejt

Kino słowami pasjonata

Ocean's 8

tyl33

 o808562r3fa7d462996a498c9650626a0fde1f39

 Napad, kradzież i inny niecne uczynki uchodzą w codziennym życiu za coś nagannego i niezgodnego z prawem. Inaczej jest w kinematografii, gdzie fikcja dominuje. Dlatego też głównym bohaterkom sequelu "Ocean's 8" wybaczamy swoje nieuczciwe działania. Gary Ross ("Igrzyska śmierci", "Lassie") w swoim najnowszym stawia na kobiety i moim zdaniem nie wyszedł na tym najlepiej, Poprzednie części z Georgem Clooneyem, Bradem Pittem czy Mattem Damonem miały swój urok zwłaszcza za sprawą właśnie takowej obsady i to było ich największą siłą. Tym razem twarzami projektu, a raczej skoku zostają Sandra Bullock i Cate Blanchett i UWAGA! Rihanna. Z tej trójki najlepsza jest zdecydowanie ta druga, bo o ile barbadoskiej gwieździe można wybaczyć niedoskonałość, to o tyle od tej pierwszej wymaga się nieco więcej.

 oceanseightstill02_758_426_81_s_c1

 Debbie Ocean (Sandra Bullock) wychodzi z więzienia i co oczywiste nie planuje żyć jak przykładny obywatel płacący podatki i pracujący od 8 do 16. Przez 5 lat odsiadki obmyślała plan napadu z uwzględnieniem najmniejszych szczegółów. Wychodząc z zakładu karnego bierze się do realizacji celu, m.in. zbierając ekipę do przekrętu. Moim zdaniem tym przygotowaniom zostaje poświęcone zbyt wiele czasu filmu, przez co momentami zbierało mi się na ziewanie. Z czasem gdy na ekranie pojawiła się Anna Hathaway pobudziłem się, bo obok Blanchett to właśnie ona błyszczy na ekranie grając zmanierowaną aktorkę. 

5ab334dad8a8485e9834b5093140b319annehathaway

Dużym sukcesem reżysera jest spowodowanie by bohaterki filmu budziły sympatie wśród widza, mimo swojego niecnego i niezgodnego z prawem planu. Myślę, że ten film jest poniekąd symbolem upadku jednej z gwiazd Hollywood. Sandra Bullock w przeszłości miała kilka świetnych kreacji ("Miasto gniewu", "Grawitacja") ale jednak w większości są to kreacje w komercyjnych mało wymagających intelektualnie propozycji. Na koniec warto jeszcze poświęcić chwilę Rihannie. Wcale się nie zdzwię jak barbadoska gwiazda pójdzie drogą Jennifer Lopez, która dziś już bardziej jest aktorką niż muzykiem i wychodzi na tym całkiem dobrze, tylko Rihanna musiałaby jeszcze popracować nad pośladkami by być na tym samym poziomie co Lopez.

Ocena: 3,5/6

Zimna wojna

tyl33

Czy jest w naszym kraju jakaś dziedzina lub aspekt życia, o który Polak z Polakiem się nie pokłóci? Kadra Adama Nawałki wczoraj zremisowała mecz towarzyski z Chile 2:2 i od razu pojawiły się dwa obozy. Z drugiej zaś strony czy możliwe jest by 38 mln selekcjonerów w Polsce miało to samo zdanie? Nie bez powodu wspominam o tym przy okazji dzisiejszej recenzji. Opowiem o filmie, który zupełnie niepotrzebnie wkroczył do polskiej polityki. Wiadomo nie od dziś, ze środowisko artystyczne jest mocno lewicowo-liberalne. Dlatego Paweł Pawlikowski wykorzystał ogromny rozgłos przy okazji swojego najnowszego filmu "Zimna wojna" do wbicia szpili polskiemu rządowi. Abstrahując od tego czy miał rację, mam do tego typu działań ambiwalentny stosunek. Takie zachowania są niepotrzebne, ponieważ film sam się broni doskonale i nie potrzebuje otoczki naznaczonej kontrowersjami. O ile "Ida" miała prawo wzbudzać w odbiorcy mieszane uczucia to o tyle "Zimna wojna" jest takich elementów pozbawiona. Na starcie pochwały należą się Pawlikowskiemu za fabułę i klimat filmu. "Ida" może i otrzymała Oscara ale była filmem za trudnym dla polskiego widza a tym samym nudna i nie wzbudziła takiego zachwytu jak w Los Angeles.

 

 "Zimna wojna" fabularnie ma ręce i nogi. Udało się wreszcie reżyserowi trafić do każdej grupy społecznej z przekazem. To co najbardziej pozytywne to fakt, ze wreszcie pada w filmie dużo słów a nie tylko gra obrazem i setka niedopowiedzeń. Wchodząc nieco głębiej w fabułę to należy zauważyć, że film nie ma jednej postaci wokół, której wszystko się kręci. na pozór wydaje się to film o młodzieńczej miłości, która przez lata po drodze spotyka na szereg utrudnień ale w ostatecznych rozrachunku nie zanika. Jednak to zaledwie jeden z wielu wątków. Jednym z nich jest też represyjny ustrój komunistyczny i trudne lata 40-te i 50-te. Bohaterowie zostają postawieni przed ważną decyzją życiową: kariera czy miłość? Wybory mogą zaskakiwać, bo przecież kto zrezygnuje z prawdziwej miłości?

 

 Wątek najważniejszy toczy się wokół dyrygenta ( Tomasz Kot), który szuka orkiestry. W trakcie jednego z przesłuchań spotyka kobietę, która zmieni jego artystyczne i prywatne życie na zawsze. Bardzo mi się podoba, ze Pawlikowski postawił na rodzime nazwiska w obsadzie, bo może i Borys Szyc najlepsze lata ma już za sobą ale w "Zimnej wojnie" nie zawiódł. Dla mnie film od samego początku ciągnie Joanna Kulig. Przyćmiła na ekranie nawet rewelacyjnego Tomasza Kota czy Agatę Kulesze. Dla mnie sekwencja na łące (zdjęcie powyżej) gdzie widzimy scenę rozmowy głównych bohaterów jest jedną z najlepszych scen jaką widziałem w ostatnich latach w światowym kinie. Na sam koniec chciałbym przy okazji wspomnieć o Januszu Głowackim, który współtworzył scenariusz do filmu. Pożegnanie godne mistrza. Spoczywaj w pokoju.

 

Ocena: 5,5/6

A może by tak trójkącik?

tyl33

 18316846753

  Twórcy filmu, o którym dziś powiem dokonali nie lada wyczynu. Robiąc film o seksie nie pokazali na ekranie ani kszty nagości i wyuzdania. Powiedziałbym, że w dzisiejszych "wulgarnych czasach" takie filmy jak " A może by tak trójkącik" nie zadowolą polskiego widza. Humor może momentami dotyka się o przesadę ale nie na tyle poczuć dyskomfort mentalny. Odnoszę wrażenie, że twórcy postawili sobie za cel pokazanie jak mniej byle tyle nie zgorszyć widza. Sam film jest wielowymiarowy, z jednej strony skupia się na kryzysie w związku i próbie odzyskania "żaru w związku", z drugiej zaś mówi o poczuciu wstydu i najskrytszych pragnieniach, które ma każdy z nas. Przecież mało kto przyznaje się, że ogląda pornosy (zwłaszcza gdy ma partnera lub partnerkę) lub uprawia autoerotyzm. W dużej mierze właśnie o tym dyskomforcie jest to film.

 cpxop6y1_p9m7jc

 Głowna bohaterka jest po trzydziestce, ma męża, córkę i niczego na pierwszy rzut oka jej nie brakuje. Prowadzi pełne monotonii życie, które do tego jest zapełnione przez pracę w korporacji, gdzie idzie jej przeciętnie. Jej życie zmienia się w momencie gdy odnajduje w szafie męża dwuznaczne treści pornograficzne. Podcina to kobiecie skrzydła i skłania do refleksji nad sobą. Za radą przyjaciółek pragnie uprawiać seks w trójkącie. Tyle tylko, ze bez męża. Na pozór wygląda to na prymitywne kino kategorii B, ale produkcja ma swoje atuty. Kilka bardzo dobrych żartów, trzymająca się kupy fabuła, a co za tym idzie brak przestojów. Zapewne wynika to z faktu, ze jest to produkcja Francuska, bo Amerykanie czy Polacy zapewne zrobiliby z tego idiotyczną komedyjką o żartach z wymiotów. To co rozczarowuje mnie najbardziej to zakończenie, zapachniało w nim przesłodzoną  komedią romantyczną. Abstrahując jednak od tego aspektu to polecam Wam obejrzenie bo to rozrywka na bardzo dobrym poziomie.

Ocena: 4,5/6

Przebudzenie dusz

tyl33

 Już dawno przed wpisem nie byłem tak rozdarty jak dziś. W taki stan wpędzili mnie Andy Nyman i Jeremy Dyson. W swoim filmie "Przebudzenie dusz" zaskakują. Z jednej strony pozostając w konwencji horroru, z drugiej zaś wychodząc z niej tworząc kino dalekie od gatunkowego. Mieszanka grozy, satyry, czarnego humoru i dramatu. Już początek budził niepokój. Na ekranie widzimy retrospekcje zdarzeń z dzieciństwa głównego bohatera, który UWAGA: jest Żydem. Ten wątek na starcie mógł budzić z jednej strony ciekawość jak i irytacje, bo bałem się, ze to może być kolejna laurka i lekcja tolerancji. Na całe szczęście twórcy pozostawili ten wątek w tle i poszli w zupełnie innym kierunku.

 

 Profesor Goodman był naukowcem kontrowersyjnym uchodzącym za dziwaka. Mężczyzna w okolicach czterdziestki, bez kobiety i dzieci. To nie jest przykład przeciętnego Kowalskiego. Goodman zostaje wciągnięty w tajemniczą grę, która będzie miała dla niego opłakane skutki. Ma za zadanie rozwiązanie trzech tajemniczych przypadków, które dotyczą sił nadprzyrodzonych, takich, których racjonalnie wytłumaczyć się nie da. Sam pomysł znakomity i za to brawa się należą. Niestety moim zdaniem film toczy się w sennym tempie. Przyznam, ze w połowie filmu miałem ochotę wyjść z sali kinowej. Nie żałuję jednak, ze pozostałem, bo końcówka wniosła wiele i wytłumaczyła pewne niewyjaśnione wątki. Myślę, że film wzbudzi sprzeczne emocje i podzieli odbiorcę, Jedni będą zachwyceni stylistyką, pomysłem, zaskakującymi zwrotami inni natomiast powiedzą, ze to historia bez logicznego sensu i zbyt złożona fabularnie. Bezsprzeczne natomiast jest to, ze mamy tu masę barwnych i ciekawych postaci. Jedną z nich jest chłopak grający w głośnym serialu "The End of the F***ing World" Alex Lawther. Tak jak wspomniałem powyżej trudno jest ten film zaszufladkować do jakiegokolwiek gatunku filmowego. Momentami odnosiłem wrażenie, ze twórcy robią sobie jaja z głównych bohaterów i tak najlepiej podejść do tego filmu moim zdaniem. Z humorem.

Ocena: 4,5,6

Pozycja obowiązkowa

tyl33

 

 Patrząc na obsadę filmu "Pozycja obowiązkowa" można było mieć nadzieję na projekt zadowalający. Diane Keaton, Jane Fonda czy Andy Garcia to co prawda wyblakłe już gwiazdy ekranu ale nadal mające ogromny warsztat i wdzięk. Tym z większą ciekawością wybierałem się na tę propozycję. Niestety po pół godzinie seansu przestałem się łudzić, że spędzę resztę czasu owocnie. Reżyser zaserwował odbiorcy szereg słodko-gorzkich  żartów i co najgorsze aż do bólu przewidywalne wątki.

 Cztery kobiety w sędziwym wieku szukające bliskości, uczucia, zainteresowania ze strony płci przeciwnej. W tym celu damy sięgają po lekturę "50-ciu twarzy Grey'a". Nijak to nie pasuje do ich poziomu intelektualnego ale jednak trochę dla żartu spędzają czas z tę mało ambitną trylogią. Ten wątek jednak zanim zdążył się rozrosnąć to już zanikł i oglądaliśmy usypiające zrzędzenia kobiet po sześćdziesiątce. Mówiąc o plusach jednak trzeba powrócić do obsady filmu. Wielkie gwiazdy może i nie oczarowały i nie zachwyciły ale trudno im odmówić klasy, Próbowały pomóc, ale niestety to było za mało. Do tego głównym przesłaniem filmu jest teza: "życie zaczyna się po sześćdziesiątce". Nie ma w tym rzecz jasna nic złego, ale problem jest taki, że twórcy się to kompletnie nie udało, bo w końcowym rozrachunku kobiety zachowały się racjonalnie i dojrzale. Mi osobiście najbardziej się podobała postać adoratora jednej z kobiet czyli Dona Johnsona, który z całą pewnością przyćmił postacie z pierwszego planu. Za każdym razem gdy pojawiał się na ekranie to aż się chciało słuchać i oglądać. Niestety następowało to niezwykle rzadko. To co jest plusem "Pozycji obowiązkowej" to bez wątpienia brak prymitywnie głupich sekwencji i partii dialogowych, ale to zaledwie jeden z nielicznych atutów. Myślę, że w dużej mierze grupą docelową filmu są kobiety po pięćdziesiątce, bo dla innego rodzaju odbiorcy będzie to strata czasu i pieniędzy, więc lepiej pozostać w domu.

Ocena: 3/6

© Filmowy hejt
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci