Menu

Filmowy hejt

Kino słowami pasjonata

Cudowny chłopak

tyl33

 

 W ostatnim czasie w naszym kraju głośno było po raz enty o temacie aborcji. "Cudowny chłopiec" w dużym stopniu dotyka tego tematu, gdy mamy na myśli dzieci chore. Główny bohater przy urodzeniu doznał uszkodzeń twarzy, które skutkowały dwudziestoma siedmioma operacjami. Ktoś może powiedzieć, jak był sens ratowania chłopca, skoro Jego życie będzie piekłem ze zwględu na niedoskonałość wizualną, bo o ile nadwagę można pokonać, to pewne rzeczy są nie do przeskoczenia. Argumentów za i przeciw jest wiele. Twórca filmów postanowił pokazać, że możliwe jest szczęśliwe życie takiego chłopca oraz, że nikt nie ma prawa odmawiać mu możliwości poznania świata. Co ciekawe w rolę  outsidera wciela się Jacob Tremblay, którego możecie znać ze słynnego filmu "Pokój" z nagrodzoną Oscarem Brie Larson. Tym razem chłopak do pomocy na ekranie również miał wielkie sławy. Owen Wilson i Julia Roberts byli rodzicami chłopca,stwarzając mu dom pełen ciepła i miłości.

 To co mi się najbardziej podoba w filmie Stephena Chbosky'ego to wielowątkowość i skupieniu się na wielu perspektywach. Pokazał nie tylko wizję świata upokarzanego chłopca ale też drugą stronę i jej widzenie okoliczności obecności "Cudownego chłopaka" w szkole wśród "normalnych" uczniów.  Dodatkowo pojawia się istotny wątek siostry chłopca, która pozostaje w cieniu, bo cała uwaga skupia się na pokrzywdzonym synu. Reżyser umiejętnie żongluje emocjami. Są zarówno  momenty śmiechu, jak i zadumy, gdy nawet łezka może polecieć.

 Przyznam, że troche zaskoczyła mnie obecność w obsadzie Owena Wilsona, gdyż on raczej lubuje się w konwencji komediowej. Tutaj co prawda był ojcem na luzie, który non stop żartuję ale nie brakowało też scen, gdy musiał pokazać inne emocje i trzeba przyznać, że wybrnął z tego zgrabnie, podobnie jak dawno nie widziana Julia Roberts, która może i "Pretty Women" już nie będzie ale aktorką nadal jest bardzo dobrą. Jedyny zarzut jaki można postawić, to nadmierna cukierkowość, ale z drugiej strony czy zawsze smutek i nostalgia musi być wiarygodne? Może w każdym z nas jest trochę z "Cudownego chłopaka"? Czyli posiadamy piękną brzydote.

Ocena: 5/6

Pasażer

tyl33

 Liam Neeson całkiem niedawno udzielił dość kontrowersyjnej wypowiedzi dotyczącej oskarżonego o molestowanie Dustina Hoffmana. Aktor zbagatelizował Jego rzekomy czyn. Myślę, że taka wypowiedź w kontekście nowego filmu, który się właśnie w Polsce pojawił może napędzić i podnieść Jego popularność, ale widz na tym nie straci bo "Pasażer" jest czymś czego warto doświadczyć i nie tylko ze względu na znakomitego Neesona. Historia początkowo wygląda pozornie niezwykle banalnie, bo widzimy postać porządnego byłego policjanta, który z sukcesami pracuje w korporacji, mimo pewnej stagnacji, która towarzyszy Jego życiu. Wszystko się zmienia w ciagu jednego dnia, gdy mężczyzna niespodziewanie traci pracę i spotyka tajemniczą kobietę w komunikacji miejskiej, ktora składa mu propozycję, która niesie z sobą wiele zagrożeń. Duża część czasu akcji filmu odbywa się w trakcie podróży metrem, gdzie poznaje stałych pasażerów i tych którzy pojawią się w trakcie tej podróży po raz pierwszy i w okreslonym celu. Znakomite jest tu budowanie napięcia, nieprzewidywalność fabularna, gra aktorska bo oprócz wspomnianego Neesona bardzo zgrabnie spisuję się Vera Farmiga czy Jonathan Banks.

 Nie należy jednak wpadać w nadmierny zachwyt, bo nie jest to dzieło sztuki, tylko kawał udanego kina rozrywkowego, które nie ma żadnej większej głębi, tylko jest filmem zrobionym pod Liama Neesona, który zresztą jako człowiek budzi sympatie. Pytanie jest tylko takie czy po kontrowersyjnej wypowiedzi o Dustinie Hoffmanie Jego wyczyny artystyczne nie usuną się w cień? Moim zdaniem jest on aktorem bardzo charakterystycznym i wszechstronnym, choć za bardzo komercyjnym. Ma jednak w sobie coś takiego na ekranie, że kamera go kocha i chyba nawet takimi wypowiedziami nie zrujnuje swojego wizerunku Świętego i Dobrego Liama.

Ocena: 4/6

Atak paniki

tyl33

 

 

 Wielu z nas, gdy zostaje podstawione pod ścianą to traci głowę i robi różne nieprzewidziane i nieprzemyślane rzeczy. Każdy inaczej reaguje na stres. Paweł Myślona postanowił zobrazować takie sytuacje w swoim najnowszym filmie "Atak paniki". Scenarzysta rewelacyjnego "Demona" gra obrazem i dźwiękiem. Oprócz znakomicie skonstruowanej fabuły rzuca się w oczy ( a raczej uszy) kompatybilna z tym co na ekranie muzyka skomponowana przez Radzimira Dębskiego. Przedstawione jest tu kilka kryzysowych i dyskomfortowych sytuacji, które przydarzają się w różnych okolicznościach postaciom z filmu.

 

 Jedna opowiada o pragnącej samotności młodej kobiecie, której na głowę wchodzą koleżanki, podczas gdy ona wolałaby uprawiać autoerotyzm. Kolejna opowiada o małżeństwie, które w samolocie trafia na natrętnego pasażera, który przez całą podróż zagaduje ich. Ogląda się to fenomenalnie i z dużym napięciem, gdy dodamy do tego znakomite kreacje aktorskie Artura Żmijewskiego, Doroty Segdy, Magdaleny Popławskiej czy Aleksandra Pisula (wspołtworczyni scenariusza) to aż żal, że film nie trwa do teraz. Tak naprawdę cała obsada aktorska zasługuje na pochwały. Gdybym miał dokonać skategoryzowania filmu gatunkowo to nazwałbym go tragikomedią, bo przeplatają się tu wątki komediowe z wręcz tragicznymi.  Zapewne wielu z Was czytających będzie miało skojarzenia z filmem Pedro Almodovara "Dzikie historie" i będzie miało rację tyle tylko, że w tym filmie nie ma osoby homoseksualnej i moim zdaniem Paweł Myślona zrobił lepszy film od hiszpańskiego mistrza.

 Mówi się o nas o Polakach, że lubimy, gdy innym się niepowodzi bardziej niż nam. Myślę, że oglądając "Atak paniki" większości oglądającym takie myślenie będzie obce, gdyż w jakimś tam stopniu wiemy co i jak oni mogą się czuć ponieważ sami być może przeżyliśmy podobne sytuacje i wiemy jak postaci w filmie muszą się czuć. Widziałem w tym roku trzy polskie produkcję i muszę przyznać, że każda z nich miała swój urok i w mojej opinii przewyższała noworoczne zagraniczne propozycje. Jeżeli polskie kino będzie w tym roku takie jak "Atak paniki" to w 2018 roku może nastąpić Koniec Świata.

Ocena: 6/6!!!

Narzeczony na niby

tyl33

 

 Julia Kamińska wybiła się w polskiej kinematografii jako gwiazda TVN-owskiego tasiemca"Brzydula". Tylko, ze za tym sukcesem nie poszedł rozwoju aktorki na dużym ekranie. Epizody w mało ambitnych projektach nie przyniosły jej spodziewanej popularności i chwały. Nie uważam jednak by została ona potraktowana niesprawiedliwie, bo brutalna prawda jest taka, że jest ona drętwą i mało charyzmatyczną aktorką. Dowodzi tego choćby w najnowszej propozycji Bartka Prokopowicza "Narzeczony na niby". Uratowało ją to, że jako partnera w dużej ilości scen miała równie przeciętnego i mało wyrazistego Piotra Stramowskiego, który po udanym "Pitbullu" zaczął obniżać loty. Nie pasuje on do roli romantyka i wrażliwca. Rola Majamiego w filmie Vegi mocno go zaszufladkowała i tym samym spowodowała, że w pewnych kreacjach będzie wyglądał karykaturalnie. Nie mówiąc już o jego partnerce życiowej Katarzyna Warnke, którą na siłę ciągnie za uszy przy okazji filmów Vegi, a która to jest jeszcze bardziej drętwa i nieprzekonująca od niego.

 Pierwsza część była krytyczna, druga będzie już mniej, bo za film "Narzeczona na niby" paru osobom należą się ukłony. Po pierwsze Piotr Adamczyk, który dał prawdziwy popis wcielając się w rolę reżysera telewizyjnego show dla śpiewających młodych talentów. Dostał pole do popisu i wykorzystał to całkowicie, to samo można powiedzieć o Sonii Bohosiewicz i Tomaszu Karolaku. Sam nie wierzę, że chwalę tego ostatniego ale w konwencji komediowej on nadal odnajduje się fenomenalnie i sama Jego mimika twarzy powoduje uśmiech. Film jako całość początkowo nie zachwyca, dopiero z czasem akcja się rozkręca i przez to ogląda się go z niemałą przyjemnością. Nie można powiedzieć, by był to film na miarę "Planety Singli" czy "Listów do M" ale nie jest prostacko głupi i pusty, co jak na polskie komedie romantyczne nie jest tak częste. Akcja rozgrywa się wokół Kariny, która wskutek zdrady odchodzi od swojego faceta (Piotr Adamczyk), który jednak nie daję za wygraną i robi wszystko by odzyskać względy kobiety. Do tego dochodzi trudny charakter matki dziewczyny, która przy okazji ślubu siostry Kariny chciałaby poznać partnera życia swojej córki. Kobieta więc wymyśla by zabrać na ślub przypadkowo poznanego Szymona (Piotr Stramowski) i przedstawić go jako swojego narzeczona. Typowa konwencja komedii romantycznej, czyli przypadek decyduje o losie bohaterów. Na całe szczęście film pod wieloma aspektami się broni i myślę, że nie pożałujecie skonsumowania go.

Ocena: 4/6

Gotowi na wszystko. Exterminator

tyl33

 

 Jaki był 2017 rok dla polskiego kina? Za sprawą takich filmów jak "Sztuka Kochania. Historia Michaliny Wisłockiej", "Potok", "Amok" czy "Tarapaty" można uznać go za owocny. Był to również rok sequeli. Ten najgłośniejszy to zdecydowanie "Listy do M", no i warto wspomnieć o wielkim rozgłosie przy okazji kolejnego filmu Patryka Vegi "Botoks". Myślę, że polskie kino ani nie osłabło ani też nie poszło półkę wyżej. 2018 rok natomiast zaczyna się niezwykle efektownie za sprawą najnowszego filmu Michała Rogalskiego "Gotowi na wszystko. Exterminator". Znakomite dialogi, humor, gra aktorska a do tego fabuła, która wciąga.

 Miałem obawy, że film będzie stricte biograficzny i oparty na nudnych mechanizmach, a tymczasem Rogalski postanowił przedstawić historie zespołu Exterminator z dużym przymrużeniem oka. Nie brakuje tu jednak poważnych wątków, a wszystko zaczyna się od pomysłu reaktywacji zespołu death metalowego, który rozstał się skłócony po tragicznej śmierci jednego z członków zespołu. Tylko czy możliwe jest pojednanie zwaśnionych stron? Większa część czasu akcji filmu toczy się wokół wokalisty zespołu Marcysia, który po rozwiązaniu grupy ewidentnie odczuwa ogromną pustkę, mimo posiadania pięknej dziewczyny (Agnieszka Więdłocha), która jest mu oddana. Propozycje powrotu składa burmistrz miasteczka, w którym wszyscy członkowie grupy osiedli i jak nietrudno się domyślić ma też swoje cele związane z tym "come-backiem". 

 Największą silą produkcji są kreacje aktorskie. Tu prym wiedzie Paweł Domagała i Piotr Rogucki. Ten drugi grając dziwaka wypadł fenomenalnie i myślę, że powinien poważnie rozważyć karierę aktorską na szerszą skalę, bo ma duże możliwości (nie tylko głosowe). Zresztą Jego filmografia jak na muzyka jest już dość bogata. Miał swoje epizody w "Syzyfowych pracach", "Skrzydlatych świniach" czy serialach "Trzeci Oficer", "Czas honoru" oraz "Misja Afganistan". Wkrótce zresztą zobaczymy go ponownie na ekranach kin przy okazji filmu Alessandro Leone "Studniówk@". Oczywiście ktoś może powiedzieć, że konwencja jest mocno tu oklepana a fabuła przewidywalna, ale tak wielką siłą tego projektu są dialogi i humor, że ogląda się z uśmiechem na twarzy i nie przestaje śmiać. Zresztą na seansie, na którym byłem, pewna kobieta nie potrafiła opanować śmiechu. Mogło to świadczy o jej specyficzności ale będę jej bronił bo naprawdę miała powód by to robić. Oby cały ten 2018 rok był taki jak film, o którym dziś napisałem.

Ocena: 5/6

© Filmowy hejt
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci