Menu

Filmowy hejt

Kino słowami pasjonata

Kobiety mafii 2

tyl33

 Patryk Vega i jego filmy stały się zjawiskiem socjologicznym. Dla mnie twórca jest symbolem kiczu, tandety i wszystkiego co mnie odrzuca w polskiej kinematografii. Mam tu na myśli przede wszystkim kompletnie niepotrzebne epatowanie przemocą. Jeżeli oglądaliście pierwszą część "Kobiet mafii" to wiecie co mam na myśli. Sequel jest w sumie tym samym co poprzednie filmy twórcy. Posiada on swoją grupę docelową i celuje w jej gusta. Niestety to zjawisko nie słabnie. Chciałbym napisać w pierwszej kolejności o plusach "Kobiet mafii 2". Największym jest brak w obsadzie Piotra Stramowskiego i Tomasza Oświęcinskiego. Kolejne to wcielająca się w postać córki Piotra Adamczyka- znana z "Belfra" Aleksandra Grabowska, która robi prawdziwą artystyczną rozpierduchę na ekranie. Z buta wkroczyła i pozostawiła wszystkich w tyle. Zadowalająco wypada Katarzyna Warnke i wyżej wymieniony Adamczyk. Kolejnym pozytywem jest obiecujący początek filmu. Zapowiadał coś całkiem zjadliwego. Niestety z czasem na ekranie pojawiła się piła mechaniczna i rozwaliła wszystko to co było dobre. Momentami można było mieć nadzieję, ze Vega poszedł w stronę pastiszu, ale to były tylko chwilowe przypuszczenie. Vega od początku do końca prowadzi widza za rękę i sugeruję pewne wątki w sposób przypominający takie działania występujące w polskich tasiemcach. Ponadto rozwiązanie jednego z kluczowych wątków poznajemy na samym początku i trzeba być wyjątkowo nierozgarniętym by go nie podchwycić.

 W filmie pojawia się szereg wątków i postaci. W tym aspekcie Vega po raz kolejny przedobrzył. Można dostać prawdziwego zawrotu głowy. O ile wątek Katarzyny Warnke był udany, to jak dla mnie zdecydowanie za słabo pociągnięty. W połowie filmu znika całkowicie i pojawia się dopiero na końcu. Nie rozumiem fenomenu Agnieszki Dygant, dla mnie ona jest aktorką drętwą i kompletnie bez wyrazu. Totalnie nie pasuję do roli królowej mafii. Prędzej na tym stanowisku widziałbym wspomnianą powyżej Aleksandrę Grabowską. Nie rozumiem artystycznego sensu powstania tego filmu. Obawiam się jednak, ze Patryk Vega na tym nie poprzestanie.

Ocena: 3/6

Od piątku w kinach

tyl33

                                                                 Alita:Battle Angel

  Robert Rodriguez zapadł mi szeroko w pamięci za sprawą dwóch kwestii. Po pierwsze: "Od zmierzchu do świtu"(1996), po drugie: w każdym jego filmie ktoś musi stracić oko. Nie inaczej jest w najnowszym filmie reżysera. Alita opowiada o czasach gdy światem żądzą roboty i nowe technologię. Taka wizja przyszłości może nieco dołować. Christopher Waltz znajduję części robota i składa go do kupy. Konsekwencje tego działania będą opłakane nie tylko dla mężczyzny. Początkowa faza filmu jest przeraźliwie usypiająca i nie wróżąca niczego pozytywnego. Na całe szczęście z czasem akcja się rozkręca i za sprawą tych momentów można uznać produkcję za bardzo przyzwoite kino rozrywkowe z niezłymi kreacjami aktorskimi. W obsadzie oprócz wyżej wymienionego Waltza znajdziemy dwie znane postacie: Jennifer Conelly i Mahershala Ali. Zakończenie sugeruję, ze będziemy świadkami sequela. Z całą pewnością nie jest to najlepszy film Rodrigueza ale do strawienia.

Ocena: 4/6

 

                  

                                                             Prodigy: Opętany

 

 Czasem, gdy czytam recenzję niektórych krytyków filmowych to zastanawiam się skąd w nich tak duży brak empatii i ogromna skłonność do szukania dziury w całym? Sam się często czepiam, ale staram się szukać tez pozytywów. Horror jest gatunkiem filmowym, który moim zdaniem jest jednym z trudniejszych do zrealizowania, bo reżyser z góry skazany jest na pewne oklepane schematy, które odnajdziemy w tego typu filmach. Można sobie zadać pytanie: Czy jeżeli reżyser je stosuję to jest w tym coś złego? Ostatnim horrorem, który wyszedł poza te ramy był "Uciekaj!"(2018). Choć można mieć wątpliwości czy to w rzeczywistości był horror?  "Prodigy: Opętany" jest horrorem udanym, choć nie pozbawionym minusów. Historia skupia się na losach chłopca, który ma w sobie coś złego, ale rodzice nie są w stanie zdiagnozować problemu i na co dzień muszą akceptować szereg niepokojących zachowań chłopca. Klimat filmu jest pełen grozy i za to należy się największy szacunek dla twórców. Znakomita kreacja małoletniego aktora wcielającego w rolę "groźnego" głównego bohatera. Myślę, że fani tego gatunku nie będą rozczarowani.

Ocena: 4/6

 

                                          

                                                Zakon Świętej Agaty

 Nie ukrywam, ze oglądając zwiastun do tego filmu byłem pełen ciekawości i oczekiwań. Niestety początek zwiastował katastrofę. Opuszczona przez wszystkich młoda dziewczyna w ciąży trafia do tajemniczego zakonu, który śmierdział na odległości czymś groźnym. Jak głupim lub zdesperowanym trzeba być by pchać się w takie miejsce? Czyny jakich dopuszczają się władze zakonu są nieludzkie, ale jakoś nie przekonuję mnie ten wątek. Z czasem poznajemy motywację i wyjście z sytuacji. Nie powiem jednak bym odczuł w tym filmie jakąkolwiek grozę. Dla mnie było to wszystko sztuczne i trącące kiczem. Mało przekonujące i wiarygodne jest też zakończenie. Gdybym miał się doszukiwać jakichkolwiek plusów to być może wskazałbym kreację kobiety wcielającej się w rolę właścicielki zakonu, która rzeczywiście wytwarzała wokół siebie niepokojącą aurę. Na Waszym miejscu omijałbym na odległość ten horror. 

 

Ocena: 2,5/6

 

Od piątku w kinach

tyl33

                               

                                                               Planeta Singli 3

 

1FAktkpTURBXy9jZWU4OWJmMjBlNTM3MzU0ZGUxOTU4ZmM5MDNmZjU5Yi5qcGeSlQMAzQF5zRVgzQwHkwXNAxTNAbw

 Myślę, że sporo osób oczekiwało premiery tego filmu. Nie podzielałem tego entuzjazmu, ponieważ pamiętam "Listy do M. 3" i wolałbym by "Planeta Singli" nie podążyła tą drogą. Już dawno nie byłem tak wkurzony po seansie jak wczoraj. Czy naprawdę polscy filmowcy muszą zawsze wszystko popsuć? Po latach posuchy pojawiła się udana komedia romantyczna a oni musieli zrobić sequel i tym samym zrobić skok na kasę. Trzecia część jest przeraźliwie przewidywalna i banalna. Nie ma tu nawet zbyt wielu zabawnych momentów, co najwyżej parę totalnych bzdurnych, jak np. rozmowa Karolaka z drzewem. Najbardziej zadziwia fakt, że Maciej Stuhr wypadł słabiutko, przyćmił go Borys Szyc wcielający się w postać jego brata. Moim zdaniem twórcy za mało czasu poświęcili jego postaci, bo mógłby on ten film pociągnąć. Twórcy wyszli z założenia, że im więcej wątków tym lepiej. Jakoś w tym aspekcie wybrnęli ale moim zdaniem to był zły kierunek. Fabuła skupia się na dwójce zakochanych, którzy wybierają się w rodzinne strony mężczyzny (Maciej Stuhr) by pobrać się na całe życie i żyć długo i szczęśliwie jak w typowej komedii romantycznej. Niestety twórcy popsuli magię "Planety Singli" i jestem bardzo wkurzony takim stanem rzeczy, bo nie wiem kiedy polska kinematografia wypuści coś równie zjadliwego. Najlepszym podsumowaniem tego co zobaczyłem była scena w samochodzie, gdzie główna bohaterka jadła wafelka pewnej znanej firmy. Przypominało to scenę z tandetnej reklamy telewizyjnej. Podejrzewam, że film mimo tego pobije rekordy kasowe, niestety.

img_6a688ecdf8bfa6d35f0e128d4390850e

Ocena: 3/6

 

                                                                          Faworyta                                                

 faworyta2_4938e2469d

 Emma Stone jest prawdziwym fenomenem. Niedawno otrzymała Oscara za rolę w "La La land", a teraz może, a moim zdaniem powinna dostać nagrodę za swoją kreację w filmie "Faworyta". Choć według mnie nie do końca słusznie została zakwalifikowana do tego, ze gra tu rolę drugoplanową, bo wydaje mi się, że ona jest tu pierwszoplanowa. Obok niej na ekranie znajdziemy równie znakomitą Rachel Weisz ale jednak pozostawioną w cieniu przez Stone. Sam film nie zachwyca jakoś szczególnie. Opiera się w dużej mierze na znakomitych kreacjach aktorskich i to jest jego największą siłą. Znajdziemy tu wszystko to co widzieliśmy na ekranie już setki razy, czyli walkę o wpływy dwóch zwaśnionych stron w celu bycia na pierwszym planie czy słynną już walkę płci. Fabuła na pozór skupia się na panującej w latach 1702-1714 brytyjskiej królowej Annie Stuart. Jest to to postać niezwykle barwna i specyficzna. Za sprawą jej film miewa momenty humorystyczne, ze względu na jej natręctwa. O jej względy walczą dwie kobiety, które nie mają żadnych skrupułów by osiągnąć zamierzony cel. Początkowa faza filmu jest przeraźliwie usypiający, na całe szczęście z czasem akcja się rozkręca i po obejrzeniu można poczuć się usatysfakcjonowanym. Nie jest to film zasługujący na Oscara ale na pewno ma swój urok.

thefavourite3

Ocena: 4,5/6

     

Piątkowe nowości

tyl33

                                                                                 Mia i biały lew

 thumbnail.48726.4

 Kino familijne ma to do siebie, że jest lekkie, przyjemne, nie budzące cienia grozy i w większości przypadków jest całkowitą fikcją, która nie porusza ważnych społecznie problemów. Z całą pewnością problem ginących lwów nie jest niczym co interesuje nas, bo nie mamy w naszym kraju buszów, gdzie można na nie natrafić. To co najbardziej zachwyca w "Mia i biały lew" to fakt, ze występują w nim autentyczne lwy i główna bohaterka rzeczywiście tuliła się do realnego dorastającego białego lwa. W opanowaniu sytuacji pomagał twórcom Kevin Richardson, który to przez wiele zajmuję się walką o prawą tych zwierząt i jest z nimi blisko (dosłownie). Być może nie ma tu jakiejś wyszukanej i skomplikowanej fabuły, ale losy wyalienowanej Mii i jej "groźnego" przyjaciela mogą zauroczyć. Jest to film dla całej rodziny, który moim zdaniem powinien obejrzeć każdy bez wyjątku. Nie pożałujecie. Zapewniam.

Ocena: 4/6

 

 

                                                                                        Green Book

 

 greenbook20181544886527

 W jednym z ostatnich wpisów wspomniałem, ze Christian Bale jest stuprocentowym faworytem do Oscara. Po obejrzeniu "Green Book" kibicuję z całego serca nieco zapomnianemu Viggo Mortensenowi. To co pokazał na ekranie jest niesamowicie ujmujące. Już dawno nie bawiłem się tak dobrze na żadnym filmie i nie żałowałem, że to nie trwało dłużej, bo losy samotnego czarnoskórego pianisty (Mahershala Ali) i jego kierowcy ( Viggo Mortensen) są nie dość, ze zabawne to jeszcze poruszające. Tony jest prostym cwaniaczkiem z bronxu, którego największym życiowym osiągnięciem jest zjedzenie 26 hot dogów naraz. Nagle trafia mu się okazja wyruszenia w trasę koncertową z czarnoskórym geniuszem muzycznym. Sytuacji dodaje smaczku fakt, ze Tony'ego trudno posądzić o poprawność polityczną. Sam nie wiem czy to jest najlepszy film 2018 roku, ale na pewno wyjdziecie z sali kinowej rozbawieni i zachwyceni. Oczywiście mógłbym się do czegoś przyczepić, ale nie chcę bo "Green Book" budzi we mnie same pozytywne myśli.

Ocena: 5/6

 

                                                                                          Anioł

5c534b7fac5d2_osize1068x623q71h98fea5

 

 Na koniec dzisiejszego wpisu opowiem o filmie, który z całej trójki zachwycił mnie najbardziej. Nie jestem fanem kina hiszpańskiego epatującego homoseksualizmem a la Almodovar.  Opowieść o złodzieju i mordercy jakim był Carlos Robledo Puch nie dość, że szokuję to jeszcze bawi. Chłopak wygląda na zakompleksionego i mocno wyalienowanego nastolatka, który nawet nie skrzywdziłby muchy. Pozory jednak mylą. Carlitos przy swoich kryminalnych działaniach  bawił się doskonale i zupełnie nie myślał o konsekwencjach, było to dla niego coś absolutnie normalnego. Twórca nie skupia się w filmie na motywacjach głównego bohatera tylko raczej obśmiewa jego wizerunek. Podkreślając jak niepozornie wygląda. Nie trzeba być Sherlockiem by nie zauważyć homoseksualnych skłonności chłopaka. W filmie nie pada wiele słów. Swoje robi muzyka i obraz. Dialogi są jednak jedną z najmocniejszych punktów filmu. Gdybym miał zaszufladkować jakoś film Luisa Ortegi to nazwałbym go czarną komedią, która momentami przypomina Tarantino i Scorsese, którzy w lekki sposób pokazują wątek gangsterski, ale też dosadny.  Absolutnie fenomenalny jest wcielający się w rolę głównego bohatera Lorenzo Ferro. Carlos z drobnego złodziejaszka zmienia się w mordercę, zabijającego bez żadnych oporów. Nie można go jednak nazwać typową seryjnym mordercą, bo on zbrodnie traktował jako dodatek i robił to w ostateczności. Było to spontaniczne a nie zaplanowane od początku do końca. Jestem zdziwiony, ze "Anioł" nie dostał nominacji za Najlepszy film nieanglojęzyczny, bo jest to film nieporównywalnie lepszy od "Zimnej wojny", ale z drugiej strony o gustach się nie dyskutuję.

aniol_zdjecie_5750x499

Ocena: 6/6!!! 

 

 

© Filmowy hejt
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci