Menu

Filmowy hejt

Kino słowami pasjonata

Powiernik królowej

tyl33

 W roli wielkich dam i div najchętniej obsadzanymi aktorkami są Meryl Streep, Helen Miren czy Judi Dench. Właśnie o tej ostatniej będzie dziś dużo. Pojawia się ona przy okazji najnowszego filmu Stephena Frears'a w roli królowej Wiktorii, która pełna żalu, smutku, samotności znajduje swoje duchowego przewodnika w osobie skromnego przybysza z Indii Abdula Karima. Ich relacja mocno niepokoi poddanych jak i najbliższą rodzinę, która jest pełna uprzedzeń. Kobieta jednak uparcie będąc u jego boku wreszcie szczęśliwa angażuje się coraz mocniej pozwalając mu na coraz więcej. Film przepełniony jest żartami na temat nadętości ludzi  z otoczenia królowej i mocno ich obśmiewający. Sam film ogląda się niezwykle przyjemnie i trudno nie kibicować dwójce odmieńców w walce przeciw całemu uprzedzonemu światowi.

 Ktoś może posądzić twórcę za propagandę ale myślę, że w tym przypadku tego rodzaju zarzuty byłyby nie na miejscu bo reżyser w żadnym stopniu nie wybielał osoby Abdula. wręcz pokazał go z wielu stron, niekoniecznie tych pozytywnych. Oczywiście od samego prym artystyczny wiedzie Judi Dench, która rewelacyjnie wciela się w rolę królowej Wiktorii, ale reszta obsady również sprostała wyzwaniu mimo ze brak w nim wielkich nazwisk. Przyznam, że nie trawie filmów biograficznych o wielkich damach, bo uważam, ze ta konwencja się już wyczerpała i powoli staję się nudna, bo jednak historia gdy dwójka postaci przyjaźni się mimo ogólnemu sprzeciwowi społeczeństwa nie jest niczym nowym. Widzieliśmy to już setki razy w historii kina. Uważam jednak, że Frears nie musi się wstydzić swojego filmu bo naprawdę ogląda się z wielką przyjemnością i wręcz wypiekami na twarzy. Tylko czy w takiej konwencji możliwe jest jeszcze zaskoczenie odbiorcy? Sami sobie odpowiedzcie.

Ocena: 4,5/6

Kingsman: Złoty krąg

tyl33

 Za największą zarazę obecnego świata filmowego uważam sequele. One powstają przede wszystkim z pobudek finansowych i dla zaciekłych fanów. Rzadko kiedy jednak te filmy okazują się lepsze od pierwszej. Tym większe obawy ale i zniecierpliwienie budził we mnie sequel "Kingsman: Złoty krąg". Niestety stało się to czego się spodziewałem, film nie dość, że nie porwał to wzbudził we mnie mocną irytację. Po pierwsze: niewykorzystanie pokładu ludzkiego jaki posiadał ten projekt: Jeff Bridges, Chaning Tatum, Colin Firth czy Julianne Moore, której akurat dano duże pole do popisu i spełniła oczekiwania. Pierwsza część była znakomitym pastiszem szpiegowskim. Colin Firth od początku do końca nadawał ton produkcji, tym razem zaś można powiedzieć, że był nieco w tle. Na przedzie jawi się Eggsy (Taron Egerton), który przez swoją drobną nieuwagę naraża swoich współpracowników na duże niebezpieczeństwo.

 Z jednej strony wydawać by się mogło, ze poruszamy się w sferze totalnego absurdu, tyle tylko, że w poprzedniej części była ona zauważalna i odczuwalna, tu natomiast nie dość, ze humor jest marny, to akcja filmu momentami usypiająca poprzez szereg niepotrzebnych dialogów. Nie zachwycił mnie Taron Egerton, no ale na tle tak dużych nazwisk to trudno by się wybijał. Niestety fabuła mocno się nie klei i mimo ujmującego Tatuma czy Moore ogląda się to niezwykle trudno. Duże znaczenie w kontekście odbioru tego projektu jest fakt znajomości poprzedniej części, bo jestem przekonanym że tym, którzy jej nie oglądali film spodoba się bardziej niż tym, którzy pamiętają poprzednią. Warto odnotować obecność Halle Berry, której już dawno nie widziałem na ekranie, wypadła obiecująco mimo dość marginalnej roli. Myślę, że trudno "Kingsmana: Złoty krąg" nazwać pastiszem, poszedł za mocno w komercję i przez to stracił całą swoją magię.

Ocena: 3,5/6

Tarapaty

tyl33

 

 Polskie kino familijne to mocny przeżytek, najnowszy film  Marty Karwowskiej dlatego też jest niezwykle nowatorki i zaskakujący oraz wielowymiarowy. Z jednej strony historia dziewczynki, której rodzice przebywają zagranicą i ewidentnie nie zależy im na niej. Julka ostatecznie na jakiś czas ląduje u ciotki, która nie jest zachwycona jej wizytą. Z drugiej zaś strony pojawia się  istotny wątek kryminalny, który jest niezwykle umiejętnie i ciekawie zaprezentowany. Powiedziałbym nawet, że ten drugi wątek był tu istotniejszy. Do tego dochodzi jeszcze osoba chłopaka w wieku dziewczynki, z którym ona mocno się zintegruje.

 Bardzo mocnym punktem filmu jest obsada aktorska. Joanna Szczepkowska jako oschła, bezduszna ciotka wypada niezwykle wiarygodnie. Do tego dochodzą jeszcze kreacje Piotra Głowackiego, Romy Gąsiorowskiej czy Krzysztofa Stroińskiego, ale i tak najbardziej należy zwrócić uwagę na debiutantów na ekranie czyli Hanne Hrywienicką i Jakuba Janote- Bzowskiego. Można powiedzieć, że dzieci pod względem aktorskim wcale nie odstawały od tych doświadczonych aktorów. Myślę, że jeżeli umiejętnie poprowadzą swoje kariery to mogą być z nich ludzie. Tak nawiasem mówiąc to w ostatnim czasie w światowej kinematografii dzieci często grają pierwsze skrzypce. Wystarczy tu przytoczyć takie tytuły jak "Obdarowani", "Jutro będziemy szczęśliwi" czy dość odległy czasowo "Szósty zmysł". Obawiam się jednak, że jedna jaskółka wiosny nie czyni i film Karwowskiej nie będzie reformatorski i rozpoczynający pewien nowy trend. Obawiam się również, że ten film przejdzie w naszym kraju bez echa, ze względu na to jak mikroskopijną promocję ma w mediach, a do tego w ostatnim czasie pojawiło się w kinie wiele kasowych hitów, które pozostawiają w cieniu projekty o mniejszym budżecie, które jakościowo niekoniecznie są słabsze. Tak czy inaczej polecam każdemu obejrzenie "Tarapatów", nie tylko dzieciom.

Ocena: 4,5/6

The Square

tyl33

 "The Square" był reklamowany jako czarna komedia, która oczarowała widzów na festiwalu w Cannes. Taka rekomendacja sugerowała , że mamy do czynienia z filmem głębokim, inteligentnym, z niejasnym dla przeciętnego odbiorcy przekazem. Nie znajdziemy tu tysięcy krótkich ujęć, widowiskowych kaskaderskich sekwencji tylko długie sceny i szereg ciekawych, oryginalnych ujęć kamery. Tym większy szok przeżyłem, gdy na sali kinowej ujrzałem za sobą trójkę małoletnich chłopców. Wtedy też przypomniała mi się historia z filmem "Baby są jakieś inne" Marka Koterskiego. Przeciętny zjadacz chleba spodziewał się w nim seksistowskich, prostackich żartów z kobiet, a dostał od polskiego reżysera gorzkie niezrozumiałe kino psychologiczne. Obstawiałem w myślach, w którym momencie chłopcy opuszczą sale? Mój typ się sprawdził bo po 20 minutach uciekli. Jeżeli podobnie jak Ci chłopcy liczycie na dwugodzinnych rechot to "The Square" nie jest filmem dla Was.

 Akcja filmu kręci się wokół dyrektora prestiżowego skandynawskiego muzeum sztuki nowoczesnej Christiana, którego życie wydaje się idealnym odzwierciedleniem biznesmena w dzisiejszych czasach. Życie w luksusie, szereg kobiet wokół, była żona, dzieci. Praca to całe życie, ale momentów luzu nie brakuje. Nie można jednoznacznie stwierdzić o czym jest ten film, bo jest tu tyle smaczków, że do wyboru do koloru. Poczynając od drwin na temat poprawności politycznej, tolerancji, znaczenia PR-u w popkulturze, agresji słownej i fizycznej kończąc na obśmianiu środowiska artystycznego. Ruben Ostlund nie przekracza jednak granicy dobrego smaku co się ceni najbardziej, bo nie przekroczenie jej jest dużym wyczynem. Myślę, że w naszym kraju film ten nie będzie hitem, bo jest zbyt trudny w odbiorze i mało komu będzie się chciało skupić na detalach, które tworzą magię tej produkcji. Dla wielbicieli ambitnego kina jest to prawdziwa gratka i niech nikomu nie przychodzi do głowy zabierać na ten film dzieci.

Ocena: 5/6

American Assassin

tyl33

 Michael Keaton reaktywacja! Aktor ten przez dziesiątki lat uchodził za jednego z najbardziej niedocenionych w branży filmowej. Kiedyś zasłynął rolą Batmana, po kilkudziesięciu latach ponownie trafił na świecznik przy okazji Oscarowego filmu Alejandro Inarritu "Birdman". Można powiedzieć, że Keaton narodził się po tym na nowo, choć nie dostał należącego mu się wówczas Oscara za aktora pierwszoplanowego (zwyciężył Eddie Redmayne). Następnie mogliśmy Keatona obejrzeć w bardzo dobrym "McImperium", "Spider-Man: Homecoming" no i filmie, o którym dziś powiem czyli "American Assassin". Na pewno swojej kreacji w tym filmie nie musi się wstydzić, bo pozostawił wszystkich daleko w tyle.

 Wszystko kręci się tu wokół mężczyzny, który wskutek ataku terrorystycznego na plaży utracił miłość swojego życia i za wszelką cenę pragnie dokonać zemsty na terrorystach, gdy trafia w ręce postaci granej przez Michaela Keatona zaczyna patrzeć na świat w nieco innych barwach. Od samego początku widać, że główny bohater nie jest w stanie zapomnieć o tym i ma to duży wpływ na jego ocenę sytuacji w wielu wydarzeniach. Aktor, który się wcielił w jego postać czyli Dylan O'Brien nie powalił , choć na tle Michael Keatona trudno by mógł wypaść lepiej. Warto podkreślić, że reżyser filmu czyli Michael Cuesta ma już na swoim koncie parę kasowych sukcesów w postaci współtworzenia takich serialowych hitów jak: "Dexter", "Sześć stóp pod Ziemią", "Czysta krew" czy "Homeland". Nie można powiedzieć by "American Assissin" był niewypałem ale  oczekiwania były  większe patrząc choćby na obsadę. Jest to całkiem przyzwoite kino akcji, które moim zdaniem długimi momentami ogląda się z dużą przyjemnością, a Keaton wymiata, choć to w sumie nic szokującego.

Ocena: 4/6

© Filmowy hejt
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci