Menu

Filmowy hejt

Kino słowami pasjonata

Dom, który zbudował Jack

tyl33

z24369009O

 "Dom, który zbudował Jack" opowiada o seryjnym mordercy, który wspomina najważniejsze zbrodnie popełnione w życiu. W większości jego ofiarami były kobiety. Odgrywają w tym filmie ważną, wręcz kluczową rolę. Jak zresztą w życiu każdego mężczyzny"

 Lars Von Trier w taki właśnie najprostszy sposób definiuję fabułę swojego najnowszego filmu. Z całą pewnością znajdą się kręgi, które podważą te słowa. Polemika będzie dotyczyła drugiej części wypowiedzi. Początkowa faza filmu może sugerować, że reżyser ma kobiety za totalne idiotki, a głównym motywem seryjnego mordercy jest zemsta na kobietach. Pytanie tylko jaką krzywdę płeć przeciwna miała mu wyrządzić? Ta szufladka totalnie nie pasuje, bo Jack zabijał nie tylko kobiety. Film dzieli się na pięć rozdziałów, które tytułowane są INCYDENTAMI. Poznajemy metody i motywację głównego bohatera. Choć w sumie jednoznacznie nie zostały te pobudki przedstawione i widz sam ma pole do popisu interpretacyjnego.

5c4266f3aeb15_osize1068x623q71hfe01f4

 Zachwycające w filmie są kreację aktorskie. Wcielający się w postać seryjnego mordercy Matt Dillon prezentuję się niezwykle przekonująco. Jeszcze lepsza jest Uma Thurman, która gra ofiarę, która tak na dobrą sprawę sama się o to prosiła. Właśnie INCYDENT z nią może dawać sporo do myślenia w kontekście możliwego zarzutu do Von Triera o trywializowania postaci kobiet na ekranie. Moim zdaniem reżyser zaczyna mieć spory problem, bo kontrowersyjny wizerunek odbiera mu nieco smaku i znaczenia. Staję się w swoim przekazie przewidywalny i z całą pewnością ilość fanów się skurczy po tym filmie. Nie zdziwiłem się, ze dwie osoby na seansie, którym byłem wyszły z sali po 45 minutach. W sumie to jest to dla mnie trochę bez sensu, bo jak idziesz na film reżysera kina autorskiego to powinieneś wiedzieć czego możesz się spodziewać. Dlatego też tym, którzy nie znają twórczości Von Triera odradzam wizyty w kinie, bo reżyser po raz kolejny za pośrednictwem wyrazistych postaci wyraża siebie i swój specyficzny światopogląd, który zwłaszcza w takim kraju jak Polska jest zupełnie nieakceptowalny.

"W filmie "Dom, który zbudował Jack" próbuję analizować dobro i zło. Nie dziwi mnie fascynacja złem - ani dobrem, choć to rzadsze - tyle że ja nie wierzę w ostry podział na dobro i zło. Człowiek jest zawsze gdzieś pomiędzy, mieści w sobie jedno i drugie, to okoliczności sprawiają, że opowiada się po danej stronie. "

doc_10297_0

Idąc na film wiedziałem czego się spodziewać i muszę przyznać, że wyszedłem z kina zadowolony, bo to nie był stracony czas, choć zaciekli wielbiciele reżysera mogą kręcić nosem po seansie.

Ocena: 4,5/6

Mój piękny syn

tyl33

 img_a69c9ca6848b8f3eece58a7bdb99309c

 Dzisiejsza codzienność jest pełna pokus i nowości. Na ogół ludzie boją się zmian i nieznanego. Nie ma jednak nic bardziej kuszącego niż zakazany owoc. W tym przypadku okazują się nim narkotyki, choć jak wiadomo dostęp do nich jest w naszym kraju stosunkowo prosty, nie mówiąc już o Stanach Zjednoczonych, gdzie rozgrywa się właśnie akcja najnowszego filmu belgijskiego reżysera Felixa Van Groeningena. Film od samego początku jest próbą poszukiwań przyczyn uzależnienia narkotycznego młodego Nicolasa (Timothee Chalamet), który nie jest w stanie znaleźć antidotum. Pomaga mu w tym ojciec (Steve Carell). Można jednak dostrzec pewną rysę w tej relacji. Rodzic się stara pomóc ale jego czyny często działają negatywnie. Nicolas jest typową duszą artystyczną i to w dużej mierze tłumaczy jego indywidualizm, aspołeczność i zamknięcie w sobie. Dochodzi do tego wątek nowej rodziny ojca, po rozstaniu z matką Nicolasa. Myślę, że rozwód w rodzinie mógł być jedną z przyczyn uzależnienia. W pewnym momencie byłem w sporym rozkroku, bo nie miałem pojęcia jak historia może dalej się potoczyć, by to miało ręce i nogi? Niestety moja wizja zakończenia się nie sprawdziła, a szkoda bo wtedy ocena byłaby jeszcze wyższa. Film jest popisem aktorskim Steve'a Carella i Timothee Chalameta. Ich wspólne sceny to prawdziwe perełki. Jedynym zadaniem reżysera w takim przypadku jest nie przeszkadzać.

 mojpieknysynrecenzja1180x541

 Fabuła nie powala i długimi momentami jest przesiąknięta ckliwymi banałami. Nie wiem jaki cel z sobą niosły sceny z dalekiej przeszłości? Miały być dalszą fazą poszukiwań przyczyny uzależnienia? Czy może sugestią w stronę widza, że głównym problemem jest wymagający ojciec, które wiecznie syna kontrolował? 

 32da1f4f222b44229aba87501cb65312_900x

W recenzji wklejonej na filmwebie wyczytałem słowa, ze film nie jest ponury. Co do początkowej fazy to pełna zgoda, ale wszystko co odbyło się potem na ekranie było mocno przygnębiające i budzi w widzu smutek a nie inną emocję. Nie jest to film wybitny ale za sprawą świetnych kreacji aktorskich ogląda się go z dużą przyjemnością.

 

PS. Timothee Chamalet naprawdę zasługuję na Oscara.

Ocena: 4,5/6

Underdog

tyl33

z24135869QKadrzfilmuUnderdog

 Od kilku miesięcy w mediach pojawiała się zajawka reklamująca pierwszy film o MMA. Budziło to mój ogromny strach, bo bałem się, ze to będzie zwykły skok na kasę ze strony jednego z właścicieli KSW Macieja Kawulskiego. Być może i taki cel miało jego działanie artystyczne, ale nie to jest tu najbardziej uderzające, bo po raz kolejny producenci filmowi zrobili ludzi w balona. Miał być film o MMA, a tak na dobrą sprawę, to ledwie 15 min dotyka tej tematyki, a reszta to akcja w stylu filmów o fighterach, którzy popadają w ostracyzm po czym pod wpływem jakiegoś wydarzenia odradzają się i wracają do swojego ukochanego sportu. Pytanie tylko czy MMA możemy nazwać sportem? Zdania są podzielone. Osobiście wolę boks, ale w przypadku tej recenzji tego typu dylematy nie mają nic do rzeczy.

underdogmain_29fabdb60a

 W filmie pojawia się szereg wątków i na dobrą sprawę z każdego z nich można by zrobić osobny film. Podejrzewam, ze celem scenarzystów było dotarcie do każdego typu odbiorcy. Jedni będą zachwyceni kobietą, która pojawia się w życiu Kosy(Eryk Lubos) czyli Niną (Aleksandra Popławska). Drugiego poruszy wątek narkotyczny, które jest tu dotknięty, ale z czasem mocno pominięty. Można odnieść wrażenie, że twórcy wahają się, na którym skupić się najbardziej. Moim zdaniem film wyszedłby lepiej, gdyby Kawulski skupił się na walce głównego bohatera z głodem narkotykowym i poszedł w patos, który chwyciłby za serce nie tylko damską część widowni. Nie chciałbym jednak by moje recenzje była odebrana jako szukanie dziury w całym, bo film ma sporo atutów i one powodują, że ogląda się to dobrze. Cenię Eryka Lubosa jako aktora i przywykłem do tego, ze on zawsze zachwyca, dlatego nie on najbardziej zapadł mi w pamięć. Prawdziwym odkryciem okazał się Tomasz Włosok (brat Kosy), który swoją wyrazistością i pozytywnym podejściem do życia pozostawia w tyle nawet Lubosa. Janusz Chabior jak zawsze jest przekonujący od początku do końca. Może ostatnimi czasy trochę go za dużo w filmach, ale to już jego wybór. Znamy przypadki aktorów, którzy grali wszędzie i wiadomo jak na ogół kończyła się ich kariera.

gfC3ERpUfvYYDJ_undergdog664x0nocrop

 Fabuła skupia się na wieloletnim wojowniku MMA Borysie Kosińskim, który zostaje przyłapany po zwycięskiej walce na dopingu. Obserwujemy proces odnajdywania się w sytuacji i radzeniu sobie w codziennym życiu. Myślę, że to postać skrojona pod Eryka Lubosa, nikt nie pasowałby do niej bardziej od niego. Pochwaliłbym również reżysera ( Maciej Kawulski) za scenę, w której się pojawił. Wypadł w niej na tle swoje współpracownika Martina Lewandowskiego i Mameda Khalidova bardzo korzystnie. Ten ostatni jak na debiut również nie rozczarował, choć wiadomo, że nie należało spodziewać się cudów. Film z całą pewnością nie odniesie sukcesu kasowego na miarę "Kobiet mafii" czy "Klera", ale Kawulski stratny nie będzie, bo chyba nikt nie porówna poziomem "Underdoga" do "Kobiet mafii" Patryka Vegi. Dlaczego więc słabszy film zarobił więcej? Jak znacie odpowiedź na to pytanie to liczę na komentarz pod wpisem.

Ocena: 4/6

Powrót Bena

tyl33

 benisbackjuliaroberts

 Julia Roberts powraca do żywych! Tak w największym skrócie można opisać udział aktorki w najnowszym filmie Petera Hedgesa ("Co gryzie Gilberta Grape'a", "Był sobie chłopiec") "Powrót Bena". Oczywiście na przestrzeni ostatnich lat gwiazda takich filmów jak "Erin Brockovich" czy "Nothing Hill" pojawiała się na ekranie ale zazwyczaj bywały to nic nie znaczące epizody. Tym razem aktorka dostała od reżysera możliwość pokazania swoich aktorskich umiejętności. 

 
"Gdy się dowiedziałem, że Julia chciała, żebym zagrał Bena w tym filmie, zwariowałem. Wydawała mi się kimś z innego świata. To, że chciała, żebym z nią zagrał, bardzo mi schlebiało. "
 
 Wcielający się w postać tytułowego Bena Lucas Hedges tak zareagował, gdy ojciec (reżyser) przekazał mu informację zawartą w powyższej wypowiedzi. Trudno mu się dziwić, bo niewielu aktorów młodego pokolenia może się pochwalić współpracą z tak znaną postacią Hollywood. Sam Lucas Hedges (na całe szczęście) sprostał wyzwaniu. Wcielając się w postać syna powracającego z ośrodka odwykowego broni się bardzo dobrze, choć moim zdaniem znaleźliby się aktorzy, którzy lepiej wypadliby w tej roli.
 0007OGH468LE5LIUC122
 
 Ben powraca do kochającej matki na okoliczność świąt Bożego Narodzenia. Panuję dość spora konsternacja wśród mieszkańców. Na początku najbardziej sceptyczna wobec tego powrotu staję się młodsza siostra Bena, która pamięta problemy jakie sprawiał chłopak. Widz stopniowo poznaje te grzeszki przeszłości. Moim zdaniem jednak za mało czasu zostaje poświęconych nim. Można było przedstawić je precyzyjniej, a nie tak ogólnikowo jak zrobił to reżyser. Film nasiąknięty jest sporymi emocjami. O ten stan u widza najbardziej walczy Julia Roberts. Scena, w której kobieta widzi Bena wracającego do domu pokazuję uczucie jakim matka darzy syna i jak bardzo za nim tęskniła i jak bardzo chcę mu pomóc powrócić do normalnego życia. Z czasem okazuję się, że to może przypominać walkę z wiatrakami. Nie powiedziałbym, ze film jest dziełem sztuki i zasługuję na Oscara, ale z całą pewnością jest pozycją na której warto się zatrzymać dłużej, bo Julia Roberts zagrała tu jedną z najlepszych ról w karierze. 
z24339377IDRPowrotBena
 
Ocena: 4,5/6

Bumblebee

tyl33

bumblebeefilm

 Jestem zwolennikiem tezy, że najlepsze filmy w historii kina powstawały w XX wieku. Zwłaszcza mam tu na myśli lata 80-te i 90-te. Twórcy filmu "Bumblebee" postanowili wrócić do tych czasów w swoim filmie i wyszli na tym bardzo dobrze, bo kolejny sequel "Transformers" byłby prawdziwym artystycznym samozaoraniem ( jak mówi dziś młodzież). Oczywiście fabuła nie jest najmocniejszym punktem filmu, bo od samego początku jest tu kartkowany podręcznik: Jak powinna wyglądać kasowa produkcja? Wyraziści i charakterystyczni bohaterowie, liczne sceny akcji, żarty pozostawiające wiele do życzenia oraz masę krótkich i szybkich ujęć. Swoją drogą to montażyści tego typu filmów muszą naprawdę się mocno napocić by wszystko miało ręce i nogi. Jak dobrze wiecie, taka konwencja totalnie nie jest z mojej bajki. Twórcy zaimponowaliby mi tylko wtedy gdyby zrobili z tego pastisz lub czarną komedią. Dlatego "Strażnicy Galaktyki" tak bardzo mi się podobali. Nie zmienia to faktu, że wątek przyjaźni między osiemnastoletnią dziewczyną a uroczym robotem zapewne zauroczy wielu z was. Dla niektórych może to być swego rodzaju podróż sentymentalna, bo tytułowy bohater przejmuje postać żółtego garbusa. Z totalnego złomu przekształca się w prawdziwe cacko.

teaserbildfuerfilmkritik1

 Moja pozytywna opinia odnośnie tego projektu wynika głównie z faktu, że pamiętam ostatnie części "Transformersów" i do dziś mam traumę po tych seansach. Dwie i półgodziny ciągłej nawalanki. W tym przypadku tego nie ma i to jest największy atut produkcji. Dobrym pomysłem było schowanie Marka Wahlberga i wprowadzenie młodzieży, bo wcielająca się w postać głównej bohaterki (Charlie) Hailee Steinfeld ciągnie film od początku do końcu i jest w tym przekonująca i kupuję ją całkowicie. Wiadomo, ze dla takiego widza jak ja takie kasowe filmy w kinie są prawdziwą męką bo sale na ogól są pełne ludzi, popcornu, nachosów, Coli, gadających i mlaskających na sali widzów, ale dzisiejsze dwie godziny nie były stracone, choć gdybym miał zapłacić za bilet to pewnie bym sobie odpuścił.

haileesteinfeldbumblebee

Ocena: 4/6

© Filmowy hejt
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci