Menu

Filmowy hejt

Kino słowami pasjonata

Fatum Elizabeth

tyl33

 Gy9ktkqTURBXy80ZTJlODRhYjQxNzA3YmE4MWM4Y2VkNDQ2MTQ2ODIwYS5qcGVnkpUDAADNBQDNAtCTBc0DFM0BvA

 Z całą pewnością wielu z was pamięta film o tajemniczej nazwie "Ex Machina" (2015) Alexa Garlanda. Są pewne elementy, które łączą film, o którym dziś napiszę z tamtą produkcją. Po pierwsze: miejsce akcji. 90% akcji filmu w obu filmach dzieje się w luksusowej ogromnej rezydencji, która posiada charyzmatycznego właściciela. Po drugie: gość, który przybywa w odwiedziny. W filmie Garlanda był nim naukowiec, a w tym przypadku głupia, młoda, naiwna dwudziestolatka, która zakochana w starszym bogatym mężczyźnie przybywa by odbyć z nim tam miesiąc miodowy. To co jednak dzieli oba filmy to poziom fabuły, aktorstwo i napięcie.

1280x721_pchd5d

 Klimat w "Ex Machinie" był ekscytujący, natomiast w "Fatum Elizabeth" za dużo było gadania i kompletnie niepotrzebnych sekwencji. Zdecydowanie fabuła została przekombinowana i niepotrzebnie tak urozmaicona. Miał wyjść film na myślenie a wyszła totalna katastrofa. Aktorsko najbardziej broni się brytyjski aktor Matthew Beard, który w roli przerażająco zimnego, nieuczuciowego Olivera wypada wręcz powalająco. Zupełnie poziomem nie pasował do produkcji.

fatum4_d1b026f3bc

Pierwsze pól godziny już zaczęło budzić we mnie spory niepokój. Można było odnieść wrażenie, że reżyser (Sebastian Gutierrez) nie bardzo ma pomysł jak rozwinąć akcje. Zaskoczył mnie tylko raz, dokonując znaczącego przewrotu przy okazji jednego z głównych bohaterów. W obsadzie znajdziemy postacie raczej anonimowe: Abbey Lee, Carle Gugino czy Ciarana Hindsa. Wypadają przeciętnie by nie powiedzieć słabo. Miał być psychodeliczny thriller a wyszło coś co trudno jest zaszufladkować. W tym przypadku bynajmniej nie należy uznać tego za zaletę. To miotanie się trwa za długo i mimo, że film z upływem czasu się rozkręcił to i tak to za mało by piać z zachwytu. 

Ocena: 2,5/6

Ant-Man i Osa

tyl33

 Marvel od lat ma swoich wiernych fanów, ale nie tylko oni chodzą na te produkcję. Producenci i filmowcy postanowili nieco rozwinąć konwencję filmów i wprowadzili nowe postacie, które często są zaprzeczeniem tych dobrze znanych. Deadpool i Ant-Man są zjawiskami tego eksperymentu. Dziś powstał sequel o tym drugim bohaterze. Pierwsza część odniosła spory sukces kasowy, więc warto było pójść za ciosem. Ant-Man jest specyficznym superbohaterem. Ma przeszłość kryminalną i dostaje od losu szanse by walczyć po drugiej stronie mocy. Postanawia dla swojej córki zgodzić się zostać herosem i tym, który zbawi świat. Odnoszę wrażenie, że w drugiej części jego zdolności nie są wystarczająco eksponowane, a przecież o to głównie chodzi w Marvelowskich produkcjach. Twórcy paradoksalnie stawiają na krwiste dialogi i momentami wychodzi to całkiem zgrabnie, choć są też chwilę, że żarty przypominają te z głupich amerykańskich komedyjek z Jennifer Aniston czy Adamem Sandlerem. Zresztą do roli Ant-Manem wybrano Paula Rudda, który jest niewysoki i nie przypomina herosa a la Chris Hemsworth czy Chris Evans.

116cd2c634960468e079e658c24494660a2fc2b2

 Na ekranie oprócz wspomnianego powyżej Rudda zobaczymy Evangeline Lilly i wielkie nazwisko w osobie dawno nie widzianego i trochę zapomnianego już Michaela Douglasa, którego pamiętam choćby z "Nagiego Instynktu" (1992) czy "Upadku" (1993). Trochę zdziwiłem się, że aktor postanowił również zaprzedać dusze Marvelowi. Wiadomo jednak, ze czas leci i już dawno minęła moda na Michaela Douglasa i tonący brzytwy się chwyta. Co do fabuły, to nie powala, choć są też atuty, bo nie ma określonego siedliska zła, a ten czarny charakter jest emocjonalnie nieokreślony i trudno jest go umieścić na podobnym poziomie jak choćby Jokera (Jack Nicholson) w Batmanie. To dowodzi tezie, którą wysnułem na początku wpisu i to bez wątpienia optymistyczna prognoza. Myślę, że film w nowej kategorii Oscarowej ma szanse na nominacje, ale o nagrodzie raczej twórcy powinni zapomnieć.

Screenshot_201805020958401200x634

Ocena: 4/6

Rodziny się nie wybiera

tyl33

 

Dany Boon należy do tego typu twórców, którzy obsadzają samego siebie w roli głównej. Nie inaczej było w przypadku jego najnowszego projektu. Moim zdaniem ta pozycja jest znakiem, że boom na komedie francuskie się zakończył. Od czasu pamiętnych "Nietykalnych" rozpoczął się w kinach wysyp tego typu propozycji. Jedne były bardziej udane, drugie mniej. Niestety te filmy prezentują się coraz słabiej i właśnie "Rodziny się nie wybiera" pasuje jak ulał do tego grona.

 4403027.jpgr_1920_1080f_jpgq_xxxyxx35850111

 Fabuła kręci się wokół uznanego w branży projektanta wnętrz, który u boku swojej partnerki Constance wiedzie pełne przepychu życiu. Mężczyzna odcina się tym samym od swoich korzeni. Pochodzi ze wsi i jego rodzina nie prezentuje tak wysokiego poziomu życia jak on. W jednym z wywiadu przyznaję, że jest sierotą i nie zna swojej matki. Sytuacja komplikuje się, gdy matka przyjeżdża do Paryża, gdzie mieszka na co dzień mężczyzna i wychodzi tym samym kłamstwo Valentina. Do tego ojciec Constance ma niecne cele wobec głównego bohatera. To co najbardziej dziwi to fakt, że mimo iż produkcja w założeniu miała być komedią to wbrew temu mało tu jest momentów do śmiechu. W pewnym momencie wręcz denerwowała mnie postać Dan'ego Boona. Pamiętałem jego mimikę twarzy z poprzednich filmów i jakoś nie porwała mnie jego osoba. Nie ma w filmie kompletnie nic wybijającego poza przeciętność. Kolejna propozycja do zapomnienia. Myślę, że francuscy twórcy powinni przemyśleć to co mają do przekazania odbiorcy, bo skończą jak głupawe komedyjki Hollywoodzkie.

RodzinySieNieWybiera_04

Ocena: 3/6

Człowiek, który zabił Don Kichota

tyl33

 Terry Gilliam należy do twórców, którzy wypuszczają na ekrany filmy średnio co dwa lata. Ostatnia jego produkcja odniosła spory sukces. "Teoria wszystkiego" otrzymała sporo nominacji Oscarowych ale sam reżyser nie zgarnął statuetki. 77-latek działa w światowej kinematografii ponad 50 lat. Jest jednym z twórców Monthy Phytona. W jego najnowszym filmie można dostrzec duch tamtego hitu. Mam spory dysonans związany z tą produkcją. Z jednej strony doceniam oryginalną konwencję, rewelacyjne kreacje aktorskie i często mocno dosadne partie dialogowe. Z drugiej zaś uważam, ze twórca w przekazie poszedł nieco za daleko. Za dużo wątków zostało wrzuconych do fabuły. W pewnym momencie trudno się połapać czy to co na ekranie to żart czy na poważnie? To odrealnienie moim zdaniem przez wielu może być uznane jako atut. Ja mam ambiwalentne odczucia. Lubię ironię, sarkazm ale chyba nie w przypadku gdy ociera się ona o szaleństwo.

14707646116

 Historia skupia się na zmanierowanym reżyserze Toby'm (Adam Driver), który jest w trakcie realizacji filmu o Don Kichocie. Przy okazji kręcenia produkcji wraca pamięcią do swojego debiutanckiego filmu. Toby przenosi się z XXI do XVII wieku. W roli Toby'ego bardzo dobrze wypada Adam Driver, który po sukcesie za sprawą "Patersona" nieco usunął się w cień. Owszem zagrał w "Gwiezdnych Wojnach" ale to przecież nie jest żaden artystyczny skok. Nie wiem z czego wynika taki dobór ról? Może nie trafiały do niego dobre scenariusze albo jest zbyt niszowy? Myślę, że jeżeli nie pójdzie jeszcze bardziej w komerche to mogą być z niego ludzie. Obok Drivera na ekranie widzimy wiele znanych nazwisk. Stellan Skaarsgard, Olga Kurylenko czy znakomity Jonathan Pryce. Wszyscy oni stanowią najmocniejszy punkt produkcji. Zresztą dostali artystycznie spore pole do popisu. Film bez wątpienia nie jest do polecenia dla "popcornowego widza" ale dla reszty owszem.

Czowiek20ktry20zabi20DK202

Ocena: 4,5/6

Odnajdę Cię

tyl33

 Jako, że na co dzień mieszkam w Katowicach to odczuwałem mocny dyskomfort oglądając najnowszy film Beaty Dzianowicz "Odnajdę Cię". Akcja filmu miała miejsce właśnie w tej miejscowości. Reżyserka do tej pory robiła karierę w dokumencie i to na ekranie było niestety widoczne. Filmy dokumentalne są na ogół oparte na faktach lub teoriach spiskowych, które mówią o realnym świecie. Nie ma w nim miejsca na fikcje. Nie ma aktorów, są tylko prawdziwi ludzie, którzy niczego nie muszą udawać. Odnoszę wrażenie, ze większość aktorów filmu "Odnajdę Cię" nie grała tylko była sobą. W sumie nic dziwnego, bo film to totalna szmira  i obecność w tym projekcie Piotra Stramowskiego i Michała Żurawskiego jest dla mnie zupełnie niezrozumiała.

 odnajdeciefilmewakaim1180x6641

 Historia kręci się wokół nieokiełznanej choleryczki Justy (Ewa Kaim), która jest policjantką i jej kariera przez trudny charakter wisi na włosku. Kobieta jest w trakcie rozstania z mężem i ma na wychowywaniu córkę. Kolejne problemy dopiero mają nadejść niespodziewanie i doprowadzić Juste do działań desperackich. Gdybym miał na siłę poszukać plusów produkcji to nie jestem w stanie ich wskazać. Choćbym chciał to totalnie nic nie zasługuje tu na pochwałę. Udźwiękowienie fatalne, z trudem słychać partie dialogowe, ale to akurat stały problem polskiego kina, więc Dzianowicz nie jest tu osamotniona. Aktorstwo fatalne, dialogi jeszcze gorsze, zero napięcia. Kompletna katastrofa. Do teraz się zastanawiam co zrobili producenci filmu by ktokolwiek miał odwagę wypuścić taką szmirę na ekran. Najgorszy film jaki widziałem na przestrzeni ostatnich 10 lat. Niech nikomu nie przychodzi do głowy iść na niego. Miasto Katowice powinno wystąpić o odszkodowanie za szkodę wizerunkową, bo nie na co dzień mamy do czynienia z filmami kręconymi w tym mieście.

Ocena: 1,5/6 

© Filmowy hejt
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci