Menu

Filmowy hejt

Kino słowami pasjonata

Porady na zdrady

tyl33

 Zawsze się zastanawiałem jak to jest możliwe, że ktoś o zdrowych zmysłach jest w stanie tworzyć a potem afirmować filmy, które nawet przeciętny Kowalski uzna za prawdziwy ściek. Te wszystkie "Wyjazdy Integracyjne", "Kac Wawy" itd. tworzą przecież dość marny obraz robiącego film reżysera i tym samym samych aktorów. Sugerując się zwiastunem byłem przekonany, że "Porady na zdrady" będę się zaliczały właśnie do tej grupy projektów. Wystarczyło spojrzeć na obsadę. Same znane i popularne nazwiska: Dereszowska, Karolak czy Rosati. Tymczasem to co zobaczyłem na ekranie było naprawdę smaczne, oryginalne i nawet zabawne, a to rzadkość w dzisiejszych polskich komediach. Nie należy się tu rzecz jasna spodziewać jakiejś większej głębi, przesłania. Jest to lekka, przyjemna rozrywka na wysokim poziomie.

  Fabularnie film mocno faluje, tak na dobrą sprawę to nie ma tu wątku przewodniego. Choć z pozoru wydawać by się mogło, że cała akcja kręci się wokół kobiety, która przed ślubem dowiaduje się, że jej przyszły mąż ją zdradza. W ramach zemsty wobec płci przeciwnej, do spółki z koleżanką tworzą klub dla kobiet podejrzewających mężów o zdradę. Na zasadzie prowokacji okazuje się czy mąż rzeczywiście jest wierny. Statystyki są porażające, no ale zawsze musi znaleźć się wyjątek. Przystojny, majętny, popularny mężczyzna, który okazuje się istnym ideałem. Wiernym, uczciwym mężem. Dlatego też jedna z kobiet traci dla niego głowę i to powoduje dość duże zamieszanie w szeregach firmy obu kobiet. Czy potrafią być moralne i z wyrachowaniem uwalać i niszczyć kolejne związki? W imię czego? Stereotypu, że każdy facet zdradza i jest nieuczciwy? Jako całość "Porady na zdrady" ogląda się znakomicie głównie ze względu na znakomicie napisane dialogi. Nie było momentu by były one w jakimś stopniu niesmaczne. Jedyny minus jaki dostrzegam to osoba Mikołaja Roznerskiego, który wciela się w postać tego wiernego, moralnego przystojniaka. Wypada artystycznie dramatycznie słabo. Poziomem nie dopasowując się do kolegów z planu. Nie zmienia to jednak faktu, że "Porady na zdrady" warto obejrzeć.

Ocena: 4,5/6

Zerwany kłos

tyl33

 Niestety polityka od jakiegoś czasu zaczyna wdzierać się do różnych dziedzin życia. Kinematografia niestety w naszym kraju coraz bardziej ulega wpływowi władzy lub opozycji. Nie inaczej stało się przy okazji filmu "Zerwany kłos". Tym razem za produkcje wzięła się wspierająca partie rządową telewizja Trwam. Patrząc na wizerunek jaki ma w polskich mediach Ojciec Tadeusz Rydzyk można powiedzieć, że ten projekt nie ma prawa odnieść sukcesu. Niestety wpisuje się w pewną tendencję polskiego kina, która mnie osobiście odrzuca czyli wieczne drążenie trudnej przeszłości naszego narodu. Jak zazwyczaj bywa w tego typu produkcjach jest podział na dobro i zło. W tym przypadku tymi złymi są Rosjanie a dobrymi rzecz jasna nasi krajanie.  Do tego zło nie zostało tu w żadnym większym stopniu wyeksponowane.

 Akcja toczy się wokół rodziny, która stała ofiarą napadu agresorów ze Wschodu. Wskutek tego wydarzenia ginie młoda błogosławiona męczennica Karolina Kózkówna. Tak na dobrą sprawę nie do końca wiadomo co było zamierzeniem twórców? Fabularnie film jest mocno ubogi i chaotyczny, dialogowo nudny, aktorsko jeszcze gorszy. Słabe polskie kino religijne. Podejrzewam, że za grupę docelową należy tu uznać słuchaczy Radia Maryja i Telewizji Trwam oraz ewentualnie polskie duchowieństwo. Sam siedziałem na sali przy okazji tego filmu obok czterech sióstr zakonnych i księdza. Będąc na niej zastanawiałem jaki typ ludzi tam zasiada. Jak zobaczyłem dwójkę młodych, typowych imprezowiczów to oniemiałem. Może byli tak dla beki? Jestem mocno zdziwiony, że jakiekolwiek kino zdecydowało się wypuścić ten film na ekrany, ale pieniądz może dziś wszystko. Jedyny jaki plus jaki tu dostrzegam to muzyka. Idealnie wpasuje się w klimat i nastrój produkcji o tematyce religijnej. Nie polecam.

Ocena: 1,5/6

Moonlight

tyl33

 2010918753_20151024_Moonlight_D09_C1_K1_0303.jpg_unorm

 W nocy z 26 na 27 lutego odbędzie się długo wyczekiwana gala Oscarowa. W kategorii Najlepszy Film jest dwójka głównych faworytów "La la Land" Damiena Chazelle oraz film, którym zajmę się dziś czyli "Moonlight" Barry'ego Jenkinsa. Nie będę ukrywał, że projekt Chazelle nie powalił mnie na kolana. Mimo licznych plusów, czułem lekki niedosyt. Byłem świecie przekonany, że "Moonlight" musi być lepsze. Moje oczekiwania nie do końca się sprawdziły. Na pewno Jenkinsa należy pochwalić za znakomity wybór co do obsady. Nie ma żadnego dużego nazwiska a jednak wszyscy wypadają fenomenalnie. Moim zdaniem para z "La la Land" jest dużo słabsza. Dużo niedopowiedzeń, umiejętne poprowadzenie akcji filmu, wiele wątków. Tak naprawdę trudno jest wskazać ten najważniejszy. Oczywiście ten homoseksualny wydaje się na czasie i najbardziej zapadający w pamięć ale twórcy na całe szczęście nie skupili się tylko na nim.

fotorcreated

 Obserwujemy tu losy czarnoskórego zamkniętego w sobie chłopaka z zapędami homoseksualnymi. Widać po nim dużą wrażliwości i brak przystosowania do norm społecznych. W końcu żył w świecie, gdzie najsilniejsi, najbardziej pewni siebie są na piedestale i żądzą na dzielni.  Film został podzielony na trzy rozdziały. W tym aspekcie widać mocne podobieństwo do "Boyhood". Tam też twórcy opowiadali o losach chłopaka od maleńkości do dorosłości. Gdyby tak sobie przeanalizować te trzy okresy z życia Chirona to można stwierdzić, że upływający czas nie zmienił w chłopaku zbyt wiele. Nie będę jednak wchodził w szczegóły bo nie chcę psuć wam satysfakcji z oglądania produkcji. Mam tylko jedno zastrzeżenie, które zresztą rzutuje na moją końcową ocenę. Wielokrotnie obserwowałem już użalanie się nad losem wielu grup etnicznych, społecznych w licznych amerykańskich projektach i powoli staje się to dla mnie monotematyczne. Można odnieść wrażenie, że te filmy mają charakter propagandowo-edukacyjny a jak dla mnie nie o to powinno chodzić w dziele artystycznym.  Do tego jak słyszałem rok temu oskarżenia pod adresem akademii Oscarowej, że żaden czarnoskóry filmowiec nie został nagrodzony to ogarnął mnie śmiech. Czyżby więc zbiegiem okoliczności było nominowanie  "Moonlight" w kategorii Najlepszy Film? Nie odmawiam temu projektowi wielu plusów ale chyba już wolę by zwyciężyła maksyma "Kochajmy marzycieli".

Ocena: 5,5/6

PolandJa

tyl33

  Gdy przejrzałem sobie stronę ze zbliżającymi się premierami filmowymi ogarnęło mnie lekkie przerażenie. Zobaczyłem wśród nich wiele polskich produkcji, które są idealnymi kandydatami do najgorszego i najbardziej żenującego filmu roku. Pozycja, którą dziś obejrzałem zapewne może być brana pod uwagę w tej kategorii. Największym dowodem jej nijakości jest fakt, że na najciekawszy moment trzeba było czekać do ostatniej sceny filmu, w której pierwsze skrzypce gra nieco odkurzony ostatnimi czasy Borys Szyc. Przed seansem spojrzałem na obsadę filmu "PolandJa" i było wiele nazwisk mniej lub bardziej znanych ale i tak najbardziej w pamięć zapadło mi nazwisko gwiazdy "Wojny Polsko Ruskiej". Być może jest to początek jednej z największych reaktywacji w historii polskiego kina? Wszystko co odbyło się przed tą feralną sceną jest właściwie do zapomnienia, no może z wyjątkiem sceny, w której Roma Gąsiorowska rozmawia z Michałem Żurawskim o obcokrajowcach zaludniających nasz kraj. Temat bardzo na czasie i można powiedzieć. że jest to film właśnie o tym, albo takie było jego założenie.

  Początkowo obserwujemy kilka historii, które łączy miejsce jakim jest restauracja z kebabem prowadzona przez Turków. Problem jest jednak taki, że dwie z tych historii nie zostały jak dla mnie wystarczająca zakończone. Jakby poszły w zapomnienie u twórców. Największym absurdem jest historia chłopaka, który znajduje w mieszkaniu węża i mając go na szyi paraduję po mieście by go gdzieś oddać, a nikt  jednak nie chcę dusiciela przyjąć. Nie wiem czy ten wątek miał dowieść jak beznadziejne, niekompetentne i nieludzkie są urzędy w naszym kraju? Obsada oczywiście doborowa: Radziwiłowicz, Chabior, Gąsiorowska, Kuna itd. Warto pochwalić tego pierwszego bo jako profesor akademicki zamawiający prostytutkę by wypełnić pustkę w życiu wypada rewelacyjnie. Chyba jakościowo do filmu nie bardzo pasuje. Ale najgorszym polskim filmem roku zapewne "PolandJa" nie jest.

Ocena: 3/6

Milczenie

tyl33

 

 Gdy dowiedziałem się, że najnowszy film Martina Scorsese ( m.in. Infiltracja, Wilk z Wall Street, Wyspa Tajemnic) będzie dotyczył tematyki religijnej przecierałem oczy ze zdumienia. Wielki mistrz kina gangsterskiego nagle  bierze się za coś sprzecznego z jego dotychczasowymi dziełami. Co więcej pracę nad tym filmem rodziły się w głowie Scorsese od 28 lat. Jest to związane z jego przeszłością i stosunkiem do wiary. Reżyser za pośrednictwem obrazu przedstawia swoje dylematy związane z kwestiami duchowymi. Bardzo dobrą robotę dla filmu robi Andrew Garfield. Moim zdaniem jest to jego rola życia. Dostał nominacje Oscarową ale nie  za kreację w "Milczeniu" tylko "Przełęczy ocalonych" Mela Gibsona. Nigdy nie byłem jego fanem ale przyznam, że dziś zapadł mi mocno w pamięć. Zdecydowanie bardziej niż choćby Adam Driver ( Paterson, Gwiezdne Wojny: Przebudzenie mocy), który grał tu postać drugoplanową ale i tak nie wypadł olśniewająco.

 Z dużych nazwisk pojawia się Liam Neeson i jak zawsze sprawdza się znakomicie. Początkowo akcja filmu skupia się  na postaci, którą aktor kreuje czyli Ojca Ferreiry, który stał się ofiarą prześladowań katolików w dalekiej Japonii. Buddyjska władza tępi wiarę katolicką i ludzi wyznających ją. Duchowny przez wiele lat nie dawał się opresyjnemu systemowi i pozostał wierny Bogu i się go nie wyrzekł mimo dużej ilości tortur. W tym momencie wkracza do akcji dwójka młodych duchownych, którzy odkryli na podstawie słów informatora z kraju Kwitnącej Wiśni o tym, ze ojciec Ferreira jednak uległ. Mężczyźni nie dają jednak temu wiary i ruszają w podróż skazaną z góry na niepowiedzenie. Chcąc poznać prawdę skazują się na prawdziwą walkę ze swoimi słabościami i dylematami moralnymi. Historia wciąga, hipnotyzuje, skłania do refleksji. Scorsese nie byłby jednak sobą gdyby nie wyeksponował przemocy w dość dosłowny sposób i nie upajał się nią. Na całe szczęście jest w filmie tylko jedna taka scena. Film świetnie zrealizowany, zagrany. Może nie jest to jego najlepszy film ale na pewno najbardziej osobisty. Jedyny minus jaki mogę tu wskazać to długość filmu. Można było zmieścić to w dwóch godzinach, nie trzeba było dodawać pół godziny ale to tylko drobiazg w sumie. Sam film polecam, nie tylko fanom Scorsese.

Ocena: 5/6

© Filmowy hejt
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci