Menu

Filmowy hejt

Kino słowami pasjonata

Mroczna wieża

tyl33

 Idris Elba był swego czasu poważnym kandydatem do roli pierwszego czarnoskórego Jamesa Bonda. W ostatnich tygodniach okazało się jednak, że nic z tego póki co nie będzie ze względu na zgodę Daniela Craiga  na pozostanie agentem 007. Nie zmienia to jednak faktu, ze aktor znany choćby z "Dnia Bastylii" ma przed sobą świetlaną przyszłość jako aktor kina akcji, a może nawet czegoś więcej? Dziś 44 latek pojawił się w projekcie u boku wielkiego nazwiska jakim jest osoba Matthew McConaughey w adaptacji sagi Stephena Kinga.  Amerykański aktor od kilku lat lubuje się w aktorskich wyzwaniach. Wystarczy przytoczyć tu grę wyrazistych i charakterystycznych postaci w filmach "Gold" czy oscarowym "Witaj w klubie". Nie będę ukrywał, że po tych rolach zacząłem uważniej przyglądać się jego karierze. Na początku był on głównie znany z komedii romantycznych u boku Kate Hudson, co na pewno nie jest artystycznie niczym ubogacającym.

 Dziś więc miałem dość duże oczekiwania, tyle tylko, że jestem trochę rozczarowany przewidywalnością zdarzeń. Klasyczny podział na dobro i zło, z jednej strony "Człowiek w czerni" Matthew McConaughey) pragnący zapanować nad światem, czemu posłużyć miało mu zniszczenie Mrocznej Wieży. Z drugiej zaś rewolwerowiec (Idris Elba) broniący jej i pragnący zemsty na nim. Do tego duetu dołącza młody chłopak, posiadający nadludzkie możliwości intelektualne i moce, których obawia się nawet "Człowiek w czerni". W początkowej fazie ogląda się to bardzo przyjemnie, niestety z upływem czasu cała ta magia zanika i staje się to projektem, którego raczej na długo nie zapamiętam. Jeżeli chodzi o aktorstwo, to nie powiedziałbym by ktoś nad wyraz się wybijał. Owszem Matthew i jego mroczna postać została wykreowana niezwykle wiarygodnie, ale trochę to mało by być całkowicie zadowolonym.

Ocena:4/6

© Filmowy hejt
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci