Menu

Filmowy hejt

Kino słowami pasjonata

mamy2mamy

tyl33

 Juliette Binoche od lat kojarzy się z ambitnymi i pozytywnie odbieranymi projektami. Wystarczy tu choćby przytoczyć takie tytuły jak "Czekolada" (2000) czy niedawny "Sponsoring" Małgorzaty Szumowskiej. Wskazałem jedynie dwa  ale filmografia aktorki jest pokaźna i sięga lat 80-tych. Dziś powraca w projekcie, który jak dla mnie nie przystoi tak wielkiej postaci. Sam pomysł na fabułę obiecujący, bo mamy tu do czynienia z trudną relacją matki i córki. Choć tak naprawdę wizualnie prezentowały się jakby były w podobnym wieku. Powiedziałbym nawet, że matka (Julliette Binoche) wyglądała młodziej od córki. Poziom dojrzałości i odpowiedzialności również zaskakiwał. Starsza kobieta nie dość, że nie miała stałej pracy, to jeszcze po rozwodzie zamieszkała u swojej córki i jej partnera. Niestety twórcy zamiast wejść w głębiej w ich uczuciach  skupili się na idiotycznych scenkach, które rzekomo miały być zabawne. Tyle, ze sala kinowa, na której byłem milczała przez większą część czasu filmu.

 Wątkiem przewodnim filmu była ciąża obu kobiet, tyle że jedna była planowana i spodziewana, natomiast druga była szokiem dla wszystkim. Nie trudno domyślić się, która z postaci rozważała aborcję. Niestety film toczy się wokół oklepanego klucza i w niczym nie zaskakuje. Jednym z nielicznych plusów jakie tu dostrzegam jest gra aktorska. Binoche jako odmładzająca się na każdym polu kobieta w średnim wieku wypada znakomicie. Nie inaczej jest przy okazji reszty obsady. Dziwi mnie miałkość tego projektu, gdyż Francuzi, ostatnio lubujący się w komediach zazwyczaj potrafili je robić, a tu taka wtopa. No cóż, wiadomo że nie każdy projekt jest udany w karierze aktora. Czasem ich motywację  nie są związane tylko i wyłącznie z artystycznych pobudek. Nie podejrzewam Binoche o motywacje finansowe, jednak dziwię się, że pojawiła się w tak słabym projekcie.

Ocena: 3/6

© Filmowy hejt
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci