Menu

Filmowy hejt

Kino słowami pasjonata

Ponad wszystko

tyl33

 

 Zapewne wielu z Was pamięta melodramat "Zanim się pojawiłeś"? Mnie on osobiście nie zachwycił, ale wiele kobiet piało z zachwytu ze względu na zakończenie. Film, o którym dziś powiem z racji tematyki zapowiadał się podobnie. Wątek śmiertelnej choroby połączony z miłością nie mającą przyszłości. Tym razem wszystko kręci się wokół młodej chorej dziewczyny, która zostaje odizolowana od świata przez matkę z racji problemów z odpornością. Każde opuszczenie domu wiązało się z zagrożeniem życia. Wszystko się zmienia i komplikuje dla dziewczyny, gdy zakochuje się w chłopaku od pierwszego wejrzenia widząc go z perspektywy okna w domu. Te okoliczności mocno komplikowały rozwinięcie się możliwego związku. To co jest największym plusem filmu to jego nieprzewidywalność, miałem wiele momentów gdy nie wiedziałem, w którą stronę pójdzie historia. Nie wyobrażałem sobie happy endu. A jak było naprawdę?

 Oczywiście nie spodziewajcie się jakiejś większej głębi, bo twórcy stawiają na prostotę, na której film zresztą nie traci. Młodzi aktorzy wcielający się w postacie zakochanych również dają radę. Na całe szczęście film nie jest kopią "Zanim się pojawiłeś", moim zdaniem jest zdecydowanie ciekawszy i lepiej zrealizowany. Choć nie da się ukryć, że nie ma w obsadzie znakomitej Emilii Clarke, która ciągnęła tamten film od początku do końca. Bez wątpienia grupą docelową w tym przypadku są kobiety, bo to jednak typowa pozycja do płaczu, choć całkowicie niespodziewanie z czasem zmienia się nieco konwencja co w jakimś stopniu podwyższyło moją wysoką ocenę tej produkcji. Warto podkreślić, że film oparty jest na powieści Nicoli Yoon. Znakomicie skonstruowane postacie, niebudzące żadnych negatywnych odczuć, od samego początku kibicowałem dwójce zakochanych by jednak jakimś cudem byli razem już tak naprawdę. Odsyłam do kin jeżeli chcecie wiedzieć czy im się to udało.

Ocena: 5/6

© Filmowy hejt
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci