Menu

Filmowy hejt

Kino słowami pasjonata

Parodia Herculesa

tyl33

kadr 

 Największą magią dzieła filmowego jest ilość pomysłów na jej interpretacje. W końcu każdy odbiorca ma inną wrażliwość i inne sposoby na zinterpretowanie obejrzanej pozycji. Produkcja, którą się dziś zajmę jest tego przykładem i kluczowym pytaniem, które będzie przysłaniało dzisiejszemu wpisowi i na które postaram się poszukać odpowiedzi brzmi: Czy Hercules to parodia czy film na serio?

 Jak już wspomniałem powyżej w pytaniu, dziś podzielę się swoimi wrażeniami z Wami na temat "Herculesa". Ku mojemu zdziwieniu nie jest to kolejna oklepana komercyjna produkcja. Dowodem na to jest konwencja w jakiej toczy się fabuła. Mam tu na myśli to, że główny bohater Hercules oraz Jego kompanii, tak naprawdę przez większą część filmu kreowani są na zwykłych ludzi na zlecenie, dla których największą wartością w życiu są pieniądze. Nie kierują się żadnymi szlachetnymi pobudkami tylko żyją z akcji na akcji. Nie mają rodzin, dzieci, tylko walczą i zarabiają nic innego się dla nich nie liczy. Właśnie na tym polega największy paradoks tej historii, bo przecież jak Hercules, wielki wojownik, silny jak tur, półbóg, syn Zeusa, może w swoim zachowaniu przeczyć wszystkim legendą na Jego temat i być po prostu normalnym człowiekiem? Przyznam, że ten czynnik w filmie najbardziej mnie zaskoczył i budził wielką wątpliwości, czy aby na pewno ten film jest na serio? Mogę Wam na to powiedzieć , że  jedna z ostatnich scen utwierdziła mnie w przekonaniu żeby nie brać na serio tego co było w tym filmie zawarte. Nie będę mówił, która, ale myślę, że wielu z Was po obejrzeniu, będzie wiedziała o którą chodzi. Jeżeli chodzi o poziom aktorski to niewiele można powiedzieć, bo w tym filmie nie bardzo było co grać, żadne głębsze wartości nie były tu istotne, więc aktorzy nie musieli się wysilać. No chyba, ze za wysiłek uznamy trening siłowy, którego musiał się podjąć wcielający się w postać Herculesa, Dwayne Johnson. Widać, że twórcy chcieli być oryginalni bo nie skonstruowali czegoś na kształt "Troi", czyli widowiskowego show z niesamowitymi efektami i charakteryzującą się pełną przewidywalnością zdarzeń. Tylko pozycje, którą można zinterpretować na wiele sposobów. Co nie znaczy jednak, ze jest to jakiś wybitny film. Przynajmniej mi na pewno nie zapadnie w pamięć, jedyną rzecz ,którą zapamiętam, to jedna z ostatnich scen filmu, była ona tak absurdalna, ze aż śmieszna. Choćby dla niej warto było obejrzeć.

  Podsumowując, czasem nie trzeba mieć wielkich nakładów finansowych na film, najlepszego sprzętu, najdroższych aktorów by stworzyć udany film.  Być może Hercules nie jest tego przykładem, bo pewnie drogi ten film był. Ale chociaż twórcy nie chcieli w tym filmie na siłę schlebiać widzowi, tylko postanowili trochę pograć mu na nosie i poprowadzić fabułę  w niekonwencjonalny sposób. Być może efektem końcowy nie jest wybitny, ale przynajmniej zadowalający, a to i tak dużo w dzisiejszym kinie. 

Ocena:3/6

© Filmowy hejt
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci