Menu

Filmowy hejt

Kino słowami pasjonata

Obejrzeć i zapomnieć

tyl33

 kadr

  Polskie kino od czasu do czasu sili się na to by stworzyć, coś ambitnego. Czasem to wychodzi lepiej, a czasem gorzej. Na usprawiedliwienie dla reżyserów jest na pewno to, ze nie zawsze wszystko zależy od nich. Bo przecież aktorzy również są częścią tego przedsięwzięcia, więc jeżeli zawiodą, to nawet najlepiej stworzona fabuła i dialogi, nie uratują filmu. Takie tłumaczenie, z pozoru wydaje się banalne i oczywiste, jednak przedstawiam je, bo idealnie pasuje do pozycji, którą się dziś zajmę.

  Będzie to "Karuzela" Roberta Wichrowskiego. Do obejrzenia tej produkcji zachęcił mnie zwiastun (choć rzadko to robię), który był niezwykle intrygujący. Mówiąc "pół żartem pół serio" to po zobaczeniu całości doszedłem do wniosku, ze chyba im bardziej udany zwiastun tym gorsza całość. Przechodząc dalej, to zacznę od początku filmu, który w mojej opinii był strasznie odpychający. Głównie dlatego iż obserwujemy w nim sekwencje przypominające serialowe TVN- owskie opowiastki o życiu ludzi z wyższych sfer. Gdzie wszystko jest sztuczne i przewidywalne, w końcu wątkiem głównym jest zdrada żony z bratem jej męża, czego efektem jest niechciana ciąża (wiadomo kto jest ojcem). Na tym jednak kończą się na razie zarzuty, bo to co obserwujemy później, wprawiło mnie w osłupienie, gdyż spodziewałem się kolejnej zgranej płyty, która ma określony przewidywalny schemat, a tu taka niespodzianka. Było wiele niedopowiedzeń, co wzbudza jednocześnie pozytywne odczucia, ale z drugiej obawy. Czy rzeczywiście są one celowym zabiegiem czy może przypadkiem? Odpowiedzcie sobie sami na to pytanie po obejrzeniu. W każdym razie chcę wierzyć, ze to było świadomie działanie. Wątek zdrady i kłamstwa nie jest jedynym, gdyż w tym obrazie obserwujemy również problemy i dylematy, które sami posiadamy. Związane z finansami, odnalezieniem tożsamości, uzależnieniami czy nieodpowiedzialnymi decyzjami. Tym razem pod lupę brane jest pokolenie 30-sto latków, którzy mimo wejścia już w dorosłość, popełniają czyny, które świadczą o ich niedojrzałości i egoizmie. Bardzo wymowne są sceny ukazujące karuzele na placu zabaw, która z pewnością okiem twórcy miała symbolizować to iż: mimo popełnionych błędów i strat w przeszłości, życie trwa dalej, więc takie sytuacje będą wracały i tylko od nas zależy czy zatrzymamy ten ciąg zdarzeń (karuzele). Te wszystkie aspekty nie zmieniają jednak faktu, ze znajdziemy w tym projekcie minusy, które mają ogromny wpływ na mój odbiór. W pierwszej kolejności poziom aktorski. Widzimy na ekranie aktorów raczej nieznanych. W większości przypadków uznałbym to za atut, w końcu ile można oglądać te same twarze. Niestety Ci aktorzy nie sprostali wyzwaniu, które narzucił im reżyser. Byli przeraźliwie sztuczni niczym bracia Mroczkowie. Może to trochę przesadzony argument, ale czuje złość, że tak ciekawy scenariusz, zostaje tak zniszczony przez te osoby. Minus również za ścieżkę dźwiękową, która pod żadnym względem nie oddawała tego co obserwujemy na ekranie, co więcej była sprzeczna temu co widzimy. Wracając do poziomu aktorskiego, to uważam, że jedno wielkie nazwisko nadało by temu obrazowi, więcej wiarygodności i spowodowałoby, ze dzisiejszy wpis byłby w pozytywnym tonie. Ale takie jest nasze kino, niestety.

    Podsumowując, chciałbym pochwalić Roberta Wichrowskiego, za świetny pomysł na film i jednocześnie zganić za dobór aktorów (może wynikało to z małych funduszy na film), którzy zadziałali na szkodę. Na pewno brakuje temu filmu wiele by umieścić go w czołówce obecnego roku. Jeżeli jednak ktoś chcę zobaczyć jak bawią się dziś 30-sto latkowie to może warto choćby z tego powodu obejrzeć. W końcu lepsze to niż kolejny sequel X-Mena. 

Ocena: 3/6

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • rozhulaleego

    Nie widziałam tego filmu, ale, zgadzam się z jednym, ostatnimi czasy polskie produkcje niestety nie zostawiają u mnie niczego. Zwykle po obejrzeniu filmu tkwi mi w głowie, siedzi głęboko, myślę o nim, zastanawiam się, analizuję.
    Film powinien wejść w interakcję z widzem, tak bym to nazwała, a fakt faktem większość z nich jest albo zbyt przesadzona (jeżeli chodzi o fabułę), albo aktorzy niczym drewno, cóż Pinokio przy nich to gwiazdor ;)

    Nie wspomnę już o tym, że albo staję się daltonistą, albo mam schorzenie i widzę wszystko ciemniejsze, ale dźwięk i obraz w polskich filmach jest skandaliczny: ciemne, zbyt przeładowane dźwiękiem - męczy widza.

  • tyl33

    No cóż, masz w dużej większości racje, tylko, że kraj z którego pochodzi film nie jest wyznacznikiem tego czy jest dobry czy nie. Bo zdarzają się udane polskie filmy:)

© Filmowy hejt
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci